Ogłoszenie
Studio Nagrań zostało przebudowane i uruchomione w oparciu o najnowsze dostępne skrypty phpBB. W procesie konwersji z dotychczasowej wersji ("by Przemo") mogły wystąpić drobne błędy. W przypadku dostrzeżenia jakichkolwiek nieprawidłowości proszę informować Administrację.

RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Re: Czego teraz słuchacie

Post #114110 autor: Depeche Gristle » 13 lut 2017, 15:09

Ostatni post z poprzedniej strony:

Kombi - Nowy Album, 2016;
*****
Style: synthpop, cold wave, synthrock, rock elektroniczny, future pop, ambient, hip hop, new age, nowa fala
Obrazek

Klincz - Kolory Muzyki, 2013;
******
Style: nowa fala, synthpop, synthrock, cold wave, postpunk, future pop, rock elektroniczny, ambient, new age
Obrazek


Nowy Album - studyjna reaktywacja zespołu Kombi po 28 latach od nagrania płyty Tabu (1988). Pretekstem do nagrania Nowego Albumu było również 40-lecie założenia kultowej polskiej syntezatorowej formacji.
Przez blisko ćwierć wieku niebytu Kombi, lider zespołu Sławek Łosowski nagrywał pod własnym nazwiskiem wspomagany przez perkusistę - swojego syna Tomka. W końcu z czasem Sławek uzupełniał skład o kolejnych muzyków, w tym o wokalistę Zbyszka Fila dysponującego mocnym soulowym wokalem przypominającym barwą i stylem Grzegorza Skawińskiego, który z kolei w 2004 podjął próbę reaktywacji Kombi, jednak bez lidera i klawiszowca zespołu Sławka Łosowskiego, co ostatecznie doprowadziło do ostrego konfliktu między artystami i powstania Kombii ze Skawińskim jako liderem i wokalistą, tylko częściowo nawiązującym do tradycji Kombi.
Tymczasem reaktywację Kombi poprzedziły wydania w 2009 roku albumu Zaczarowane Miasto i albumu Live w 2013 pod szyldem Kombi Łosowski, przywracając markę Kombi po dwóch dekadach letargu.
Nowy Album od początku zakładał nawiązanie do tradycji i brzmień z dwóch największych albumów Kombi z lat 80 - Nowy Rozdział i Kombi 4. Zresztą szata graficzna otwarcie nawiązuje do Nowego Rozdziału; brak jest co prawda na froncie okładki zdjęcia zespołu, za to dominuje prosta sztuka graficzna lat 80; duży kultowy czerwony szyld Kombi, pod którym widnieją charakterystyczne dla lat 80 świetliste pasy znane z wnętrz studiów TV, programów muzycznych i teledysków z tamtych czasów, zaś w samym środku potrójnego pasa umieszczono obok siebie przyciski "play" i "stop", na dole widnieje napis "Nowy Album" wzorowany na literach z wyświetlaczy elektronicznych kalkulatorów z lat 80, czyli tak samo jak miało to miejsce w przypadku LP Nowy Rozdział.
Wydanie Nowego Albumu opóźniła śmierć żony Sławka, zmarłej po długiej i ciężkiej chorobie, ostatecznie w 40 rocznicę powstania Kombi, 22 stycznia 2016 roku Nowy Album trafił na półki sklepowe.
Pierwszym singlem zapowiadającym, promującym i otwierającym album jest kompozycja Na Dobre Dni, o prostej i przebojowej synthpopowej strukturze silnie przypominającej największy przebój Kombi - Słodkiego Miłego Życia - z niezwykle optymistycznym przesłaniem na... ciężkie czasy.
Następne utwory kontynuują połączenie współczesności z nostalgią za latami 80, poczynając od mocnego synthpopowego Sen Za Snem łączącego analogowe brzmienia z nowoczesnymi aranżami; nieco lżejszy, za to bardziej przebojowy jest Niech Noc Połączy.
Nowy Rozdział nawiązuje brzmieniem do kultowego albumu Kombi - Nowy Rozdział; można w nim usłyszeć chyba wszystkie dźwięki największych przebojów - Słodkiego Miłego Życia, Kochać Cię Za Późno, Jej Wspomnienie, jednakże piosenka opowiada o współczesnym problemie życia w zniewoleniu przez wirtualny świat internetu.
Miłością Zmieniaj Świat jest kolejnym singlem promującym album; to przepiękna synthpopowa ballada łącząca analogowe brzmienia syntezatorów Sławka ze współczesną aranżacją. Ciekawostką jest pojawienie się partii rapowanej w wykonaniu Kuby Gołdyna.
Mocnym argumentem płyty jest kompozycja Siedem Piekieł, w której można się doszukać hybrydy stylu Depeche Mode ze stylem Kombi lat 80.
Utwór Niedopowiedzenia jest chwilą niemal całkowitego wytchnienia od brzmień Kombi lat 80; dynamiczny i energetyzujący synthpop przypomina bardziej elektroniczne oblicze New Order. To najlepszy moment płyty.
Gwinea to znów powrót do klimatów brzmień klasycznego Kombi połączonych ze współczesną aranżacją, podanych jednak w lżejszej i bardziej pogodnej formie; pojawiają się tu brzmienia rodem z Commodore 64 i afrykańskie ludowe śpiewy. Nieprzypadkowo, bowiem piosenka jest wirtualną podróżą i ucieczką do Afryki.
Jaki Jest Wolności Smak to znów mocniejszy i energiczny styl synthpopu; mocna sekcja rytmiczna i perkusyjna plus klimat klasycznego Kombi, doskonale sprawdza się w tekście odwołującym się do sprzeciwu wobec skorumpowanej, aroganckiej i autorytarnej władzy rządzącej obecnie w Polsce.
Podstawową część albumu dopełnia jedyny instrumental Słoneczny Dzień, o dziwo mało nawiązujący do brzmień klasycznego Kombi, za to przypominający dokonania Tangerine Dream z lat 90. Choć biorąc pod uwagę dotychczasowe instrumentalne kompozycje Łosowskiego z lat dwutysięcznych, taka sytuacja wcale nie musi dziwić. Utwór jest kolażem rocka elektronicznego, new age i ambientu, wreszcie też pojawiają się długie solówki gitarowe zagrane przez Wiktora Tatarka.
I już na sam koniec, żeby utrzymać nastrój klasycznego Kombi, pojawia się bonus w postaci największego przeboju zespołu, Słodkiego Miłego Życia w wersji live, zagranego w wersji nie różniącej się od oryginału z 1983 roku, nawet wokal Zbyszka Fila trudno odróżnić od wokalu Grzegorza Skawińskiego.
Nowy Album jest udanym powrotem Kombi, niemal w całości przesycony brzmieniem ulubionych syntezatorów Sławka Łosowskiego: Prophet-5 i Mini Korg 700s, i nawet jeżeli album niekiedy brzmi nawet bardziej "noworozdziałowo" od... samego Nowego Rozdziału. Świetne teksty, analogowe brzmienia połączone z nowoczesnością bronią się same. Album na czasie.


Kolory Muzyki - kompilacyjny album największych przebojów poznańskiej formacji Klincz powstałej w 1983 roku, wydany nakładem wytwórni MTJ. Od samego początku grupa inspirowała się stylem New Romantic, przenosząc go na polski grunt muzyczny. Mimo popularności New Romantic i synthpopu w latach 80 w Polsce, Klincz pozostawał w cieniu podobnych wykonawców - Kapitana Nemo, Kombi, Papa Dance, Lombardu czy Urszuli; nawet do dziś dwa jedyne studyjne albumy grupy - Gorączka (1984) i Jak Lodu Bryła (1988) - nie doczekały się wznowień CD, mimo to Klincz był jednym z najbardziej wpływowych zespołów na polskim rynku muzycznym, a składanka Kolory Muzyki stanowi ciekawy przegląd ich twórczości w formie CD.
Najbardziej na twórczość Klinczu wpłynęły przede wszystkim Ultravox, Pseudo Echo i polska punkowa scena początków lat 80, co słychać wyraźnie w takich piosenkach jak Dla Ciebie Staczam Się, Gorączka, Posłuszna Jak Automat, Jak Lodu Bryla, To Nie Do Wiary, Zadzwoń Do Nieba, Wielki Wyścig i Dziś Cofnąć Się Nie Mogę, charakteryzujące się ponurym klimatem, zimnofalowym brzmieniem i rytmicznym pulsem sekwencera uzupełnione o postpunkowe riffy gitarowe. Równe chłodne i ponure są przepiękne i przejmujące ballady: Plamy Na Słońcu i Nie Ma Ucieczki, tu też słychać silne wpływy Ultravox i Pseudo Echo.
Są też i pogodniejsze synthpopowo-nowofalowe numery: Firma Salon gier oraz, śpiewane w duecie z Urszulą, Koty i Pod latarnią.
Postpunkowo-nowofalowe oblicze mają przypominający dokonania Lombardu Słodki Doping oraz kawałek nieco w stylu Dwa Plus Jeden lat 80 Disneyland, z kolei w Dokąd, Po Co i Jak słychać wyraźny klimat Killing Joke.
Jednym z najciekawszych utworów jest kończący album instrumentalny Latarnik z mocnym pulsem sekwencera, ambientowymi i new age'owymi partiami syntezatorów połączonymi z mocną sekcją perkusji, delikatnymi latynoskimi zagrywkami gitary akustycznej i riffami syntezatora gitarowego. Kompozycja przypomina twórczość Tangerine Dream z płyt z lat 1978-83.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 359
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114114 autor: Sublime » 14 lut 2017, 17:07

https://www.youtube.com/watch?v=A7lbY-THNHc

Flying Lotus - Until The Quiet Comes

Jestem w szoku, że dopiero teraz Flying Lotus trafia mi pod ręce. No i to jest właśnie to nowe tchnienie - czas na coraz mniejsze narzekanie, tylko na rzeczywiste słuchanie. :listen:

Szczególnie ten utwór z Eryką Badu - jeśli nawet PR3 zwraca na niego uwagę, to chyba faktycznie jest coś na rzeczy...
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114133 autor: Depeche Gristle » 21 lut 2017, 0:22

Sigue Sigue Sputnik - Flaunt IT, 1986;
*****
Style: new wave, synthpop, cold wave, dark wave, industrial, experimental, postpunk, electro-blues, glam rock, funk, noise
Obrazek


Flaunt It - debiutancki album brytyjskiej formacji Sigue Sigue Sputnik założonej w 1982 roku w Londynie przez ex basistę Generation X Tony'ego Jamesa. Młody zespół uzupełniał skład na różne sposoby, m.in. za sprawą ogłoszenia w Melody Makerze pozyskano gitarzystę Neala X, z kolei wokalistę Martina Degville Tony wypatrzył w... sklepie odzieżowym w Kensington Market, gdzie chłopak przyciągnął uwagę lidera zespołu ekstrawaganckim wyglądem. Wcześniej do współpracy próbowano namówić mało znanego wtedy wokalistę Sisters Of Mercy Andrew Eldritcha - ten jednak miał inną wizję artystyczną aniżeli Tony James - oraz... Annie Lennox, której wokal nie przypadł z kolei do gustu Tony'emu. Grupa od początku szokowała wyglądem scenicznym - wymyślnymi strojami ze skór, potarganymi maskami na twarzach, sztucznymi paznokciami czy ekstrawaganckimi irokezami na głowach. Także koncerty Sigue Sigue Sputnik budziły wiele kontrowersji zachowaniem muzyków i nieprawdopodobną hałaśliwością.
Debiutancki album grupy, zatytułowany Flaunt It, którego współproducentem był legendarny Giorgio Moroder ukazał się w marcu 1986 roku.
Album otwiera singiel i zarazem największy przebój grupy Love Missile F1-11 (Re-Recording Part II) z mocnym, dynamicznym i industrialnym pulsem sekwencera ( co jest cechą charakterystyczną dla wykonawców i zespołów współpracujących z Moroderem), punkowymi riffami gitarowymi, nowofalowym wokalem i efektami samplerskimi z przetwarzaniem wokalu i muzyki oraz wstecznymi taśmami.
Bardzo podobną strukturę zachowują również utwory Sex-Bomb-Boogie i 21st Century Boy.
Jedną z najciekawszych kompozycji jest przesycona analogowymi brzmieniami, rodem z komputera Atari, industrialna ballada Atari Baby z przejmującym wokalem Martina Degville.
W dynamicznym synthpopowym Rockit Miss U·S·A sekwencerowy puls jest znacznie subtelniejszy i wyciszony, za to numer przesycony jest muzycznie i wokalnie wpływem Suicide, nie brakuje tu też mocnych riffów gitarowych.
Massive Retaliation jest z kolei mroczniejszym momentem łączącym industrial z brzmieniami przypominającymi dokonania Sisters Of Mercy, New Order i Psyche. I jak zwykle nie brak jest tu ostrych glam rockowych riffów gitary, obecne są też samplowane wstawki w stylu Malcolma McLarena.
Teenage Thunder to kolejny dynamiczny synthpopowy numer, w którym muzycznie i wokalnie słychać wpływy Suicide. Tym razem motywy gitarowe są bluesowe, w tle zaś - funkowe.
Zamykający album utwór She's My Man jest już ewidentną hybrydą synthpopu z glam rockiem w stylu amerykańskim, oprawioną ostrymi riffami gitary i wokalem przypominającym stylem Billy'ego Idola.
Praktycznie każdy utwór na płycie poprzedzają i kończą interludia w postaci udziwnionych dźingli reklamowych skomponowanych dla firmy L'Oréal, i-D magazine czy NeTWork 21.
Sigue Sigue Sputnik debiutował z albumem Flaunt It, podobnie jak Pet Shop Boys z albumem Please w tym samym 1986 roku - u schyłku popularności synthpopu; obie formacje odniosły w debiucie ogromny sukces komercyjny, jednakże to Pet Shop Boys z o wiele prostszą formą przekazu przez następne dekady kontynuowali karierę na światowych listach przebojów, natomiast Sigue Sigue Sputnik ze znacznie trudniejszą i ambitniejszą muzyką, mimo wydania w 1988 roku albumu Dress for Excess nie powtórzyli już sukcesu pierwszej płyty, zaś sam zespół wielokrotnie potem zawieszał i wznawiał działalność.
Niewątpliwie jednak Sigue Sigue Sputnik pozostawili po sobie jeden z najważniejszych albumów lat 80 - Flaunt It - z wielkimi przebojami Love Missile F1-11, Atari Baby, Sex-Bomb-Boogie i 21st Century Boy.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114152 autor: Depeche Gristle » 27 lut 2017, 22:15

Super Girl Romantic Boys - Miłość Z Tamtych Lat, 2013;
******
Style: nowa fala, synthpop, future pop, cold wave, industrial, postpunk, experimental
Obrazek


Miłość Z Tamtych Lat - debiutancki retro-album warszawskiej formacji Super Girl Romantic Boys, powstałej na fali nostalgii za dekadą lat 80 i powrotu wielkiej popularności syntezatorowych brzmień lat 80 jaka nastąpiła pod koniec lat 90, zespół powstał w Warszawie w 1998 roku z inicjatywy muzyków undergroundowej sceny punkowej Konstantego Usenki i Ewy Malinowskiej.
SGRB od początku charakteryzowali się wymyślnym i ekstrawaganckim image'em; makijażami, brokatem, nietypowymi fryzurami i strojami nawiązującymi do buntu brytyjskiej Nowej Fali początku lat 80. Zespół szybko zyskał popularność dając serię koncertów zarówno w kraju, jak i w Niemczech, Holandii czy Rosji i na Białorusi, stając się czołowym przedstawicielem polskiej sceny Electro Clash.
Na brzmienie SGRB największy wpływ wywarł przede wszystkim brytyjski The Human League, ponadto słychać tu wpływy Cabaret Voltaire, Fada Gadgeta, Soft Cell, Suicide i Depeche Mode, które zostały połączone z rodzimymi synthpopowymi wpływami zespołów Kombi, Kapitana Nemo, Klincz, Dwa Plus Jeden czy Franka Kimono.
Ogromną popularność zespół zyskał w 2002 roku za sprawą wielkiego przeboju Spokój, którego teledysk promowany był przez MTV, zaś sam utwór znalazł się na składance Disco Chaos – Nowa Fala 2002, zawierającej nagrania polskiej sceny Electro Clash, ponadto kawałek wykorzystany został jako podkład muzyczny w filmach "Jak to się robi z dziewczynami" oraz "Człowiek z reklamówką'.
W roku 2003 SGRB ukończyli swój premierowy materiał studyjny, jednakże konflikt z wytwórnią SP Records spowodował wstrzymanie wydania albumu na całą dekadę, a zespół w międzyczasie, kilkukrotnie zmieniając skład, po serii koncertów i udziałach w programach TV (m.in. w stacjach Polsat, MTV i TVP Kultura) po konflikcie między Kostją i Ewą w 2006 roku został rozwiązany. Reaktywował się co prawda dwa lata później, na swoje dziesięciolecie, dając dużą trasę koncertową, jednak do powrotu Super Girl Romantic Boys trzeba było czekać aż do wygaśnięcia kontraktu z wytwórnią SP Records w 2013 roku, po dekadzie od dokonania nagrań, nakładem niezależnej wytwórni Antena Krzyku, ukazał się album Miłość Z Tamtych Lat uzupełniony o nagrania z lat 2004-06 i zupełnie premierowe, nastąpiła też pełna reaktywacja zespołu.
Instrumentalny Dworzec Zachodni jest stacją początkową albumu Miłość Z Tamtych Lat, która zabiera słuchacza w retrospektywną podróż w zarówno siermiężny PRL, jak i w klimat oldschoolowych brzmień syntezatorów z epoki: Cassio i Yamaha. Sam utwór brzmi, jakby wprost został wyjęty z kultowego albumu The Human League - Dare (1981), tylko odległy riff gitary zdradza iż mamy do czynienia nie z zespołem z Sheffield, a z Warszawy.
Większość piosenek jest oparta na prostej strukturze synthpopu opartego na szybkim rytmie archaicznego automatu perkusyjnego, dynamicznym pulsie sekwencera, retrospektywnych przebojowych melodiach z silnym wpływem The Human League i Fada Gadgeta uzupełnionych o nowofalowe riffy gitary w roli ozdobnika, zaś damsko-męskie wokale występują w formie duetów, bądź tworzą chóry. Na takiej właśnie strukturze oparte są kompozycje Zimny Dzień, Podaj Mi Rękę W Zoo, Szkło, Chmura (wręcz uderzające podobieństwo do utworu The Human League I Love You Too Much z albumu Hysteria, 1984) oraz Miasto Nie Żyje. W podobnym tonie utrzymane są też największe przeboje zespołu, w tym Spokój, Na Pętli Znów i Klub SS, wszystkie te kompozycje prezentują mocno future popowy charakter brytyjskiej sceny synthpopowej początków lat 80 połączony z klimatami (głównie w tekstach i wokalach) polskiej nowej fali i synthpopu lat 80.
Inny przebój SGRB Koma stanowi hybrydę cold wave i new wave oraz brzmień Cabaret Voltaire z brzmieniami Kombi.
Instrumentalny Dworzec Wschodni z eksperymentalną introdukcją przechodzi w klimat nieco rodem z instrumentalnego kawałka Big Muff z debiutanckiej płyty Depeche Mode - Speak & Spell (1981).
W utworze AGD synthpopowy klimat Soft Cell zderza się z klimatem PRL-u okiem Dwa Plus Jeden i Franka Kimono.
Syreny to bodaj w ogóle najlepszy numer albumu z klimatem synthpopu i future popu, w którym mieszają się style Od Fada Gadgeta, przez Human League, Soft Cell i Depeche Mode, po Suicide, które łączą się z klasycznie punkowym klimatem polskiej nowej fali lat 80 wyraźnie słyszalnej w śpiewie Kostii, co musi budzić należny respekt.
Równie świetnym momentem albumu jest numer Płyty; zimna fala łączy się tu z industrialem i future popem, do tego dochodzi mocny punkowy wokal Kostii; piosenka mocno przypomina dokonania Fada Gadgeta.
Całość kończy Mam Jeszcze 3 Życia, utwór w klimacie futurystycznych gier na Atari i Commodore 64, stanowiący mieszankę synthpopu, future popu, a nawet wczesnego house'u.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114192 autor: Depeche Gristle » 13 mar 2017, 15:29

Orchestral Manoeuvres in the Dark - Navigation The OMD B-Sides, 2001;
*****
Style: new wave, synthpop, cold wave, dark wave, future pop, synthrock, experimental, industrial, pop psychodeliczny, ambient, minimal, jazz, soul, trip-hop, funk, electro blues, rock symfoniczny
Obrazek


Navigation: The OMD B-Sides - kompilacyjny album grupy Orchestral Manoeuvres in the Dark wydany 14 maja 2001, zawierający niealbumowe utwory (głównie strony B singli) z lat 1979-91, biorąc po uwagę, że OMD wyjątkowo poważnie traktowali drugie połowy swoich singli, album jest zbiorem prawdziwych, często mało znanych nawet przez fanów zespołu, rarytasów. Szczególną wartość artystyczną posiadają utwory z wczesnego okresu działalności zespołu z lat 1979-83.
Album otwiera utwór... albumowy - Almost - będący jednak stroną B singla Electricity; we wczesnej wersji z 1979 roku Almost brzmi bardziej surowo od wersji albumowej.
Dalszy zestaw prezentuje kompozycje bardziej wyrafinowane, na których zespół odważniej eksperymentuje, względem materiału z ówczesnych albumów, z rzadkim w przypadku OMD industrialem lub stawiając na znacznie mroczniejszy klimat, buduje klimat chłodu i mroku. Bodaj najlepszym numerem płyty jest depresyjny i schizofreniczny I Betray My Friends, w którym słychać wpływy wczesnego Cabaret Voltaire i Throbbing Gristle.
Równie ciekawym numerem o bardzo przebojowym charakterze jest Waiting for the Man z repertuaru The Velvet Underground, utrzymany w stylistyce podobnej do Electricity i Messages, nie wiedzieć czemu nie znalazł się on w podstawowej setliście debiutanckiego albumu OMD, gdzie zapewne stałby się - obok wspomnianych songów - trzecim przebojem albumu.
Przykładem mrocznej, depresyjnej i chłodnej elektroniki jakiej nie brakowało na czterech pierwszych albumach OMD z lat 1980-83 są: Annex z silnymi wpływami Kraftwerk (Ralf & Florian, Radio Activity), mroczny i future popowy zarazem Sacred Heart, psychodeliczny The Romance of the Telescope, zimnofalowy Navigation, od którego tytuł zaczerpnął cały album oraz mroczny 4–Neu z partiami fortepianowymi i depresyjnymi przetworzonymi jękami w tle.
Warte uwagi są też kompozycje instrumentalne; chłodny i minimalistyczny 66 & Fading oraz industrialno-eksperymentalny (The Angels Keep Turning) The Wheels of the Universe zamykający album.
Nie mniej ciekawa jest dalsza część albumu zawierająca twórczość z lat 1984-91, z czego najlepszy jest Her Body in My Soul mocno przypominający dokonania Depeche Mode z płyt Construction Time Again i Some Great Reward (oraz B-side'ów pochodzących z nich singli).
The Avenue jest balladą w klimacie wczesnego OMD, którego sekcję rytmiczną stanowi wolno poruszający się skład kolejowy.
Garden City przypomina klimaty New Order z przeboju Blue Monday, z kolei chłodne Concrete Hands i Firegun są typowymi przykładami brzmienia OMD z płyt The Pacific Age i Crush i obie piosenki śmiało mogłyby znaleźć się w podstawowej setliście którejś z nich.
This Town nawiązuje do stylistyki La Femme Accident, gdzie dominuje tradycyjne instrumentarium i smyczki. W utworze słychać wpływy jazzu, bluesa i rocka symfonicznego.
Gravity Never Failed jest powrotem do brzmień z Organisation i Architetcure & Morality, zaś będący fuzją brzmień klasycznego OMD z Elektric Music (projekt Karla Bartosa) Burning to numer, który zasługuje, by być w podstawowej setliście albumu Sugar Tax, którego byłby znacznym uatrakcyjnieniem. Inna piosenka z tego okresu - Sugar Tax - mimo tytułu nie weszła do podstawowego składu albumu Sgar Tax. Kawałek ten łączy trip hopowy rytm z klimatem soulu.
Początek lat 2000 był dla OMD i ich fanów okresem posuchy, fani czekali już pięć lat na kolejny studyjny album (a mieli poczekać jeszcze dziewięć!), zespół w zasadzie nie istniał, jednakże album Navigation: The OMD B-Sides w zupełności wynagradzał fanom brak twórczej aktywności OMD w tamtym okresie.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114194 autor: Depeche Gristle » 22 mar 2017, 1:24

Düsseldorf - Live Re / Actions, 2016;
******
Style: nowa fala, synthpop, rock industrialny, rock eksperymentalny, dark ambient, rock elektroniczny, ebm, neofolk, cold wave, dark wave, noise, postpunk, future pop, minimal
Obrazek


Live RE/Actions - wydawnictwo koncertowe kultowego polskiego industrialno-eksperymentalnego katowickiego bandu Düsseldorf, zawierające materiał z kilku występów z lat 2014-15 i zmasterowane w jedną całość w formie pojedynczego misterium jako album koncertowy, krążek miał swoją premierę 1 kwietnia 2016 roku.
Od blisko 30 lat od powstania i działalności w latach 1989-93, a potem od czasu reaktywacji w 2011 roku, Düsseldorf zaistniał przede wszystkim na gruncie koncertowym, w międzyczasie w 2011 roku ukazał się album kompilacyjny częściowo zawierający materiał studyjny z lat 1989-93.
Live Re/Actions w przeważającej większości jest retrospektywą najbardziej kultowych utworów zespołu, którego podstawowy skład - Adam Białoń (wokal) i Adam Radecki (klawisze) - wzmocnił trzeci muzyk, odpowiedzialny za sample i efekty dźwiękowe frontman katowickiego elektro-industrialnego C.H. District Mirosław Matyasik.
Album rozpoczyna się występem we wrocławskim klubie Liverpool 9. 11. 2014 roku (w ramach Wrocław Industrial Festiwal), w postaci eksperymentalnego performance'u Projekcja, będącym hołdem dla dadaizmu - ruchu artystycznych aktywistów z pierwszych dekad XX wieku, których główną cechą była wolność twórcza, awangarda, improwizacja i groteska, co silnie uwidocznione jest w hipnotycznym ciągu brzmień klawiszowych, industrialnym pulsie sekwencera i w podkreślanej zwielokrotnionymi echami narracji Adama Białonia.
Królewska Huta (Warszawa, klub Fugazi, 26.09.2015) jest żywym przykładem grania industrialnego, które w formie muzyki przypominającej dokonania D.A.F.-u, Der Plan i Die Krupps uzmysławia świat górnośląskich hut, fabryk i kopalń odzwierciedlonych w motorycznym i transującym proto-punkowym pulsie automatu perkusyjnego i mocnym basie, w kakofonii chaotycznych dźwięków i wykrzyczanej niczym mantra sekwencji wokalisty "dymy, kopalnie, huty i stal - człowiek-maszyna, człowiek-maszyna", co przypomina o niekończącej się zależności współczesnego społeczeństwa od przemysłu i maszyn.
D.P.B. (DEUTSCHLAND PUNK BASS - klub Fugazi, Warszawa), jest kompozycją łączącą polską nową falę lat 80 z synthpopem w klimatach bliskich Psyche. Zwraca uwagę brak riffów gitarowych obecnych w tej kompozycji w wersji z konća lat 80, jednakże utwór zachowuje swój rockowy pazur, poprzez wzmocniony punkowy beat i mocny puls basów.
Last Brodcast (14.11.2015, klub Gosit, Zawadzkie) jest jedną z premierowych kompozycji tria. Instrumentalny utwór łączy w sobie klimaty wczesnego The Human League, Cabaret Voltaire i Tangerine Dream. To hybryda rocka elektronicznego z industrialem.
Wodospady (klub Fugazi, Warszawa) to kolejna fuzja polskiej nowej fali z synthpopem, w którym słychać echa twórczości Psyche, Kraftwerk i Kombi.
Jaskrawe Kolory (klub Liverpool, Wrocław), utwór, którego początki sięgają jeszcze wcześniejszego okresu sprzed Düsseldorf - poprzedniego zespołu muzyków - Nowy Horyzont, odwołuje się stylem do polskiej sceny punkrockowej lat 80, zaś muzycznie bardzo silne są tu wpływy nurtu neue deutsche welle spod znaku Der Plan, Die Krupps i D.A.F.
Rudnik (21.06.2015, Polin, Warszawa), to najbardziej niesamowity moment płyty. Całkowicie eksperymentalny utwór został skomponowany na specjalny występ poświęcony dokonaniom prekursora polskiej muzyki elektronicznej Eugeniusza Rudnika, zaś pomysłodawcą przedsięwzięcia był właściciel wytwórni Requiem Records Łukasz Pawlak.
Muzycznie utwór jest podróżą w przełom lat 60 i 70, wprost do eksperymentalnej elektroniki z epoki, słychać tu eksperymenty z samplami, wykorzystano też taśmy z głosem Eugeniusza Rudnika, dla którego twórczości ten utwór jest hołdem.
Potega Ludu (3.10.2015, klub Dom, Łódź), to jedna z klasycznych pozycji w dorobku Düsseldorf i zarazem jedna z najstarszych polskich kompozycji EBM, pierwotnie śpiewana przez Marcina Jasińskiego (na krótko będącego wokalistą Düsseldorf w 1993 roku), jednakże o wiele cięższy i ochrypły wokal Adama Białonia po prostu miażdży studyjną wersję poprzednika. Sam utwór utrzymany jest w stylistyce Font Line Assembly. Utwór opatrzony jest samplami z kultowych polskich filmów, niesie ze sobą moc i niszczy system.
Dlaczego (klub Fugazi, Warszawa), to kolejny utwór, którego początki sięgają Nowego Horyzontu; mocno zmieniony względem wersji z lat 80, zachowany jest jednak silny wpływ polskiej nowej fali - w szczególności Siekiery, muzycznie zaś słychać klimaty Depeche Mode i Front 242. Numer jest wyjątkowo smutny, odnoszący się do motta całego albumu: "W głębi serca nosimy smutek i gniew, który przeradza się w muzykę..."
Neofolkowy Judentanz (klub Liverpool, Wrocław) jest bardzo bliski wersji z lat 80; zimnofalowy synthpop łączy się tu z judaistycznymi wokalizami Adama Białonia, na zakończenie pojawia się jednak interlude, zasypujące publiczność gradem noise'owych dźwięków.
Judentanz wcale nie kończy albumu, bowiem pojawia się jeszcze jedna króciutka ukryta kompozycja bez tytułu, z muzycznym podkładem w klimacie Kraftwerk i głosem wokalisty informującym o najbliższych planach zespołu, w tym o pracach nad pierwszym albumem studyjnym Düsseldorf. Zapowiedź ta brzmi niezwykle zachęcająco, wypada więc niecierpliwie wyczekiwać pierwszego studyjnego albumu Düsseldorf, sięgając w międzyczasie po jeden z najbardziej ciekawych i udanych albumów koncertowych w historii polskiej muzyki syntezatorowej - Düsseldorf - Live Re/Actions.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114197 autor: Depeche Gristle » 27 mar 2017, 21:01

Wallenstein - Cosmic Century, 1973;
******
Style: krautrock, rock progresywny, rock symfoniczny, jazz-rock, funk, rock elektroniczny, soul, blues-rock, cold wave
Obrazek


Cosmic Century - trzeci album studyjny niemieckiej formacji krautrockowej Wallenstein, założonej w 1971 roku przez klawiszowca i wokalistę oraz studenta Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie, Jürgena Dollase.
W pierwszej połowie dekady lat 70 XX wieku wśród awangardowych zespołów niemieckich ogromną popularność zyskała tematyka kosmosu, obecna w muzyce i w tekstach; muzyka krautrockowa zyskała miano Kosmische Musik, którą w tamtych czasach wykonywały zespoły i wykonawcy pokroju Tangerine Dream, Ash Ra Tempel, Klaus Schulze, Cluster, Harmonia, Popol Vuh, Can czy Kraftwerk. Wallenstein jednakże o wiele bardziej - mimo niemieckojęzycznej nazwy - przypominał zespół brytyjskiej sceny prog-rockowej; muzyka grupy bardziej oscylowała w stylu King Crimson, Pink Folyd, Emerson, Lake & Palmer czy Soft Machine aniżeli wspomnianych niemieckich zespołów krautrockowych, chociaż typowo niemiecką cechą Wallenstein pozostały względnie oszczędne wokale, nad którymi zdecydowanie przeważała muzyka, co było raczej typową cechą dla wykonawców z nurtu krautrocka.
Wydany w 1973 album Cosmic Century ma zatem dość mylny tytuł, bowiem - poza niewielkim epizodem - w zasadzie brak tu jest odwołań do muzyki kosmicznej. Album składa się z dwóch części; strona A albumu jest w klimacie symfoniczno-funkowo-jazzowym, zaś strona B jest stricte prog-rockowa.
Album otwiera blisko 10-minutowy rozbudowany i przechodzący trzy etapy Rory Blanchford; utwór rozwija się od fortepianowo-smyczkowego interlude przechodząc w struktury funkującego jazz-rocka z rozbudowanymi i przenikającymi się partiami fortepianu i skrzypiec, uzupełnianymi niekiedy o Hendrixowskie riffy gitary. Cały instrumentalny etap trwa ponad pięć minut, zakończony przez wyciszające stopniowo partie fortepianu, budujące klimat rodem z Ryszarda Wagnera; utwór przechodzi w etap wokalny; wokal Dollase'a charakteryzuje się tu łagodną i ciepłą barwą głosu pieśniarza z epoki baroku; utwór stopniowo nabiera rozpędu, by znów zwolnić do formy barokowej pieśni i znowu przyśpieszyć do klimatu charakterystycznego dla Pink Floyd czy King Crimson. Etap końcowy utworu jest mocno prog-rockowo - symfoniczny, zaś utwór wyciszają delikatne partie fortepianu i niezwykle smutny wokal Dollase'a.
Krótki, nieco ponad dwuminutowy instrumentalny utwór Grand Piano w całości - i wyłącznie - zagrany jest na fortepianie; słychać tu wyraźne wpływy i inspiracje muzyką poważną Jürgena Dollase'a.
Silver Arms oparty jest na podobnej, symfoniczno-funkowo-jazzowej strukturze, co utwór otwierający - Rory Blanchford.
Blisko 10-minutowy Silver Arms rozpoczyna ponad 4-minutowy jazz-rockowo-symfoniczny instrumentalny wstęp (poprzedzony potężną bluesową zagrywką gitary basowej) z funkującą sekcją perkusyjną, utwór rozkręca się klimatem fortepianowo-smyczkowym, po czym brzmienia fortepianowe zaczynają wyraźnie dominować, pojawiają się też partie syntezatorowe i organowe uzupełnione w pewnym momencie Hendrixowskim riffem gitary. I podobnie jak poprzednio, tym razem w czwartej minucie utwór uspokaja się, pozostaje jedynie sekcja fortepianu i pojawia się epizod wokalny, w którym wokal Jürgena Dollase'a nabiera niezwykle smutnego charakteru, przypominając do złudzenia wokal Erica Claptona; rytm powoli rozkręca funkująca perkusja i fortepianowy podkład uzupełniany o przeciągłe riffy gitarowe i dźwięki fletu w tle. Utwór znów przechodzi w etap instrumentalny rocka symfonicznego z prog-rockową sekcją perkusji, tym razem partie syntezatorowe dominują na równi wraz z partiami fortepianu uzupełnianymi o riffy gitarowe w tle.
The Marvellous Child rozpoczyna jedyny wspomniany wcześniej epizod muzyki kosmicznej - minutowy wstęp analogowych dźwięków zagranych na syntezatorze, po czym utwór przechodzi w klasyczny schemat rocka progresywnego z dominującą rolą fortepianu wspomaganego przez syntezator. Najciekawiej robi się jednak, kiedy w samym środku kompozycja nagle zwalnia i pojawia się epizod wokalny; wokal Jürgena Dollase'a był tu zapewne inspiracją dla Midge'a Ure'a i Ultravox w latach 80, podobieństwo wokalu Dollase'a do wokalu Mige'a Ure'a jest tu niemal uderzające. Drugim niesamowitym elementem tej części kompozycji jest pojawienie częściowo elektronicznej perkusji, dzięki czemu na ten krótki epizod utwór zyskuje popowy, nieco soulowy charakter. Minutowy popowy epizod wokalny znowu przechodzi w etap klasycznego rocka progresywnego, z dominującą rolą jazzujących klawiszy i już marginalną rolą syntezatora, całość uzupełniają gitarowe przytłumione riffy w tle.
Najbardziej wokalny utwór Song Of Wire przypomina dokonania Pink Floyd, Cream, King Crimson czy Emerson, Lake & Palmer, ale także... Can, głównie w dramatyzującej warstwie wokalnej Jürgena Dollase'a. Utwór przechodzi od spokojnego prog-rocka z dominacją fortepianu, po ciężkie uderzenia z Mellotronem w tle i chóralnymi śpiewami, po czym utwór znów łagodnieje, nabierając nieznacznych cech symfonicznych, by znów powtórzyć schemat z pierwszej części utworu z łagodnym prog-rockiem i dramatyzującym wokalem, znowu przechodząc w cięższe uderzenie, jednak już bez chóralnych śpiewów, za to z wiodącą rolą Mellotronu wspomaganego przez przytłumione riffy gitary w tle w finale utworu.
Album kończy finałowy instrumentalny motyw przewodni płyty - The Cosmic Couriers Meet South Philly Willy - którego tytuł jest oczywiście mylący, bowiem, jest to kompozycja klasycznie prog-rockowa z elementami jazz-rocka, w której - jako jedynej kompozycji płyty - główną melodie tworzy bluesujący i Hendrixowski riff gitarowy, zaś fortepian i klawisze stanowią tło budujące napęd tej najpogodniejszej na albumie kompozycji, będące na równi prog-rockową sekcją perkusyjną utworu.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114206 autor: Depeche Gristle » 03 kwie 2017, 20:28

John Foxx - Modern Art / The Best Of John Foxx, 2001;
*****
Style: new wave, synthpop, future pop, cold wave, postpunk, synthrock, industrial, ambient
Obrazek

Fancy And Band - Blue Planet Zikastar, 1995;
******
Style: synthpop, electro pop, glam rock, italo disco, future pop, cold wave, house, rock symfoniczny, neofolk, ambient, new wave
Obrazek


Modern Art - the Best of John Foxx - wydana w 2001 roku kompilacja singlowych utworów Johna Foxxa, wokalisty i współzałożyciela legendarnego zespołu new romantic Ultravox, w którym występował w latach 1974-79 i, z którym nie dane było artyście osiągnąć znaczącego sukcesu komercyjnego, nie mogąc się jednocześnie wykazać niezależnością twórczą i brakiem porozumienia z pozostałymi muzykami zespołu w kwestii dalszej twórczości Ultravox, John Foxx w 1979 roku rozpoczyna karierę solową, stając się tym samym w latach 80, wraz z Garym Numanem i Thomasem Dolby'm, brytyjskim "samotnym bardem synthpopu". Mimo opuszczenia macierzystego zespołu, twórczość Ultravox, w szczególności ta z okresu albumu Systems of Romance (1978) miała ogromny wpływ na twórczość Jhonna Foxxa, zwłaszcza w latach 80, co słychać już w pierwszym numerze kompilacji, future popowym, przypominającym też stylem wczesny The Human League singlu Underpass; podobny future-popowo-synthpopowy klimat prezentują No-One Driving, 20th Century z wpływami twórczości The Normal, Burning Car (w którym słychać mieszankę stylów z Systems of Romance i utworu Mr. X z płyty Vienna, pierwszego albumu Ultravox bez udziału Johna Foxxa), zaś piosenki o postpunkowym zabarwieniu: Miles Away, Dancing Like A Gun i Endlessly brzmią, jakby wprost wyjęte zostały z albumu Systems of Romance.
Europe After The Rain i Stars On Fire o pogodniejszym charakterze budzą skojarzenia z twórczością szwedzkiego Secret Service, z kolei niebagatelny wpływ na twórczość OMD na płytach Junk Culture i Crush musiały wywrzeć utwory Your Dress i Like A Miracle. Odwrotnie zaś, inspiracje twórczością OMD słychać w kompozycji Enter The Angel.
Od bardziej chłodnego i mrocznego stylu John Foxx nie stronił w latach 90, czego przykładem jest dark-ambientowy, niemal sakralny Sunset Rising.
Kompozycja The Noise stanowi hybrydę uderzenia The Prodigy z future-popowymi brzmieniami w stylu The Human League.
Nightlife, prawdopodobnie najlepszy numer kompilacji, to nieustannie pulsujący transowy beat automatu perkusyjnego stanowiący sekcję rytmiczną utworu będącego hybrydą zimnej fali i synthpopu z silnymi wpływami twórczości Kraftwerk. Strofę stanowi chłodna melodeklamacja, zaś minimalistycznym refrenem jest przetworzone i śpiewane przez vocoder słowo "Nigh-tlife", co w efekcie daje efekt przypominający klimaty z albumu Trans - Europe Express zespołu Kraftwerk.
Shifting City jest jednym z względnie rzadkich u Johnna Foxxa zwrotów w kierunku industrialu; słychać też tu wpływy brzmieniowe Depeche Mode i Moby'ego.
Całość dopełniają dwa future-popowe rarytasy z 1980 roku, dostępne wcześniej jedynie w bardzo ograniczonym nakładzie na flexi-dysku i 7-calówce My Face i He's A Liquid.


Blue Planet Zikastar - wydany w 1995 roku album Fancy'ego, który w latach 80, sprzedając dziesiątki milionów egzemplarzy swoich płyt, osiągnął status gwiazdy Italo Disco.
W początkach lat 90 nastała moda na Eurodance i Hip-Hop, w kierunku których zwrócił się również Fancy, jednakże w 1995 roku artysta postanowił rozszerzyć swoje zainteresowania muzyczne, zwracając się ku brzmieniom gitarowym i alternatywnym, skompletował muzyków sesyjnych i pod szyldem Fancy and Band zdecydował się wydać bardziej ambitny materiał o charakterze koncept-albumu traktującego zarówno o uczuciach, jak i kosmosie i miejsca w nim cywilizacji.
Zapowiedzią dobrej zmiany w twórczości Fancy'ego jest otwierający album quasi-utwór In The Shadows Of The Night, będący w niespotykanym dotąd u Fancy'ego stylu rocka symfonicznego, który jest przepiękną balladą wprowadzającą w klimat albumu, i - jak się potem okaże w finale - idealnie kończącą album (Reprise).
Tytułowy Blue Planet zaskakuje całkowitym odejściem od stylów Italo Disco, Eurodance i ogólnie od brzmienia lat 80; utwór zachwyca chłodnym dark-ambientowym i Jarre'owskim brzmieniem oraz silnym rytmem w stylu Yello lat 90; również niski i głęboki wokal-deklamacja w stylu Dietera Meiera upodabniają utwór do twórczości Yello z płyty Zebra.
Prince Of Darkness to z kolei połączenie starego z nowym; klimatu wielkiego przeboju lat 80 Fancy'ego Flames of Love ze stylem Pet Shop Boys z płyty Very. Kawałek jest największym przebojem płyty i jednym z największych przebojów w dorobku Fancy'ego.
Kompletnym zaskoczeniem i szokiem dla fanów Fancy'ego był Moonchild, w którym artysta po raz pierwszy wymienia instrumentarium na rockowe - gitary, bass, żywe bębny - utwór jest w klimacie glam rocka lat 80, podobnie jak następny, ciepły i przebojowy ale z rockowym uderzeniem Again & Again - You Believe In Love (utwór jest jeszcze w formie bonusowej z syntezatorowym interlude na końcu), ciepło przyjęty przez fanów również stał się przebojem. Innym numerem w tym samym glam rockowym ciepłym klimacie jest I Can Give You Love.
Kompozycje Live My Life i Human Lover są przykładami nowoczesnego electro-popu charakteryzującego się w latach 90 utanecznionym rytmem w stylu house.
Jeden z najbardziej niesamowitych momentów albumu stanowi neofolkowa kompozycja Sarmoti (Siegfried And Roy - Master Of The Impossible), przypominająca popularne w tamtych czasach dokonania zespołów Enigma i Era, z chóralno-sakralnymi wokalizami, głęboką narracją, monumentalną melodią i ludowymi zagrywkami na flecie i cytrze.
Niezwykle pogodny i taneczny Fly Away przypomina taneczne numery Pet Shop Boys z płyty Very, zaś cięższy i nieco bardziej ponury, choć równie taneczny Vanity Fair, z charakterystycznymi partiami saksofonu, basowego jest kompozycją house'wą w klimatach Cabaret Voltaire i The Beloved z początków lat 90.
Jest też i głęboki ukłon w stronę starych fanów Fancy'ego; miłośników italo disco nie mają prawa zawieść numery w klasycznej postaci tego nurtu - Out Of My Mission i bardziej future-popowy Magic.
Reach Out For The Stars przypomina zimnofalowo-gitarowe dokonania New Order i The Cure lat 80, zaś The Big Dust kojarzy się dość mocno z synthpopowym obliczem New Order lat 80.
Blue Planet Zikastar, dzięki rozszerzeniu swych horyzontów na nowe gatunki muzyczne, bardziej rozbudowane spektrum instrumentów, koncepcyjny charakter i wyraźną dojrzałość twórczą, jest najlepszym albumem w dorobku Fancy'ego.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 359
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114210 autor: Sublime » 08 kwie 2017, 20:04

Tangerine Dream - Rockoon

Po dłuższym czasie postanowiłem się przełamać i zaczynam sięgać po TD z lat 90', które w tamtym okresie przypominało składem bardziej Kelly Family niż awangardowy zespół elektroniczny. Jest 1992 rok, Mandarynki są już w miarę rozpoznawalnym zespołem, choć są po fali sporych zmian w składzie i wydaniu masy średnich płyt, jakie w tamtym okresie wychodziły (choćby ta najgorsza z nich, Lily On The Beach). Co mogli zaprezentować tutaj?

Płytkę mógłbym krótko podsumować jako mierniejszą kopię Melrose, z jeszcze bardziej banalnym brzmieniem i jeszcze prostszymi kompozycjami. Nie zdziwiłbym się, gdyby jakaś polska stacja nie wykorzystywała tej muzyki jako podkład do różnorakich plansz czy programów dnia - nie jest to specjalnie trudna w odbiorze muzyka. A całość zaczyna się od jednego z gorszych utworów otwierających płytę, jaki kiedykolwiek słyszałem. Podobnie pozytywne wrażenia suną się za nami do połowy płyty, ale od Lifted Veil coś zaczyna się rzeczywiście dziać. I to dziać pozytywnie. Obok trochę banalniejszych i bardziej "emocjonalnych" utworków jak wcześniej wspomniany czy Body Corporate (ale mimo wszystko dość dobrych) pojawiają się dwa rzeczywiście dobre. Mimo brzmienia średniej jakości bronią się znakomicie. Penguin Reference to chwytliwy i odrobinę wiejący komercją utwór, który broni się właśnie swoją lekkością i melodią. Z kolei utwór tytułowy na pewno byłby jednym z lepszych utworów TD od czasu Underwater Sunlight, gdyby użyto m.in. rzeczywistej perkusji. Mimo tego jest to kawałek solidnego grania (i to naprawdę dobrze przemyślanego) z porcją solówki gitarowej, która wreszcie jest warta uwagi.

Dzięki tak beznadziejnemu brzmieniu całej płyty na wyrazistości zyskują partie saksofonowe, które też górują nad resztą materiału. Całość kończy Girls On Broadway, na którym najmocniej odciśnięto efekty komponowania banalnej muzyki filmowej. Na pewno całość nie jest najwyższych lotów, ale jest warta odsłuchania. Nie jest to specjalnie wysublimowana muzyka, ale na szczęście nie jest to też taki koszmarek, jak go na tym forum już określono.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114249 autor: Depeche Gristle » 02 maja 2017, 22:57

Yello - Zebra, 1994:
*****
Style: neue deutsche welle, house, electro pop, synthpop, jazz, cold wave,
ambient, neofolk, electro, reggae

Obrazek


Zebra - ósmy studyjny album legendarnej szwajcarskiej formacji Yello, wydany 17 października 1994 roku, w erze zmierzchu nurtu Grunge i dominacji techno i Euro Dance, w erze, w której, mimo sporej ówczesnej niechęci do brzmień lat 80, doskonale odnajdywały się z nowymi pomysłami gwiazdy synthpopu lat 80 - m.in. Depeche Mode, New Order, OMD, Pet Shop Boys, a także Yello.
W odróżnieniu od zdominowanej przez klimaty latino, jazzu, bluesa i bossa novy płyty Baby (1991), albumem Zebra Yello bierze - wzorem Pet Shop Boys i Cabaret Voltaire - zdecydowany kurs na nowoczesną elektronikę i będący w połowie lat 90 w apogeum popularności styl house, doskonale odnajdując się w tych klimatach, co dowodzi o szerokim rozeznaniu na rynku house'owym kompozytora Borisa Blanka. Przekonać się o tym zresztą można już w otwierającym album utworze Suite 909, będącym de facto rozszerzoną i awangardową wersją przeboju tego albumu Tremendous Pain. Suite 909 jest klasycznie trance'owo-house'owym numerem, charakterystycznym dla wykonawców tego nurtu w latach 90. Szybki house'owy beat współgra z sekwencerowym pulsem łącząc się z house'wymi zagrywkami klawiszy i chłodną elektroniką cechującą Yello lat 80; całość dopełniają głębokie deklamacje Dietera Meiera, słychać tu też styl, który będzie dominował na późniejszych wydawnictwach Yello.
W takich samych klimatach szybkiego house połączonego z chłodną elektroniką w duchu Yello lat 80, z głębokimi deklamacjami Meiera są Night Train, I … I'm in Love oraz najlepszy z nich Move Dance Be Born z deklamacjami w stylu The Race; z kolei klasycznie house'owym numerem jest singlowy przebój płyty Do It.
Nie brak tu jednak typowych dla Yello mariaży z jazzem, które śmiało odnalazłyby się na poprzednim albumie formacji (Baby), czego przykładem jest drugi przebój albumu How How, który jest hybrydą synthpopu lat 80 i jazzu, z kolei S.A.X. jest klasycznym przedstawicielem chicagowskiego estradowego jazzu połączonego z latynoskimi rytmami i z niewielką domieszką elektroniki.
Najspokojniejszy numer albumu Fat Cry z gościnnym udziałem wokalisty Iana Shawa (refren), który śpiewa w duecie z Dieterem Meierem (strofa), wyraźnie oscyluje w kierunku reggae.
Tremendous Pain jest trzecim przebojem albumu i jednym z największych przebojów w dorobku Yello; utwór jest piosenkowym obliczem Suite 909, numeru otwierającego album; Tremendous Pain łączy w sobie klimaty i brzmienia zarówno Kraftwerk jak i Depeche Mode.
The Premix jest sythpopowo-house'ową alternatywną wersją How How utrzymaną w nieprawdopodobnie zawrotnym tempie, z jazzowymi elementami brzmienia saksofonu z oryginalnej wersji oraz wokalem (a raczej z wykrzykiwanymi hasłami) Borisa Blanka w refrenie.
Album kończy instrumentalna kompozycja Poom Shanka, mieszanka ambientu, orientalnego folku i afrykańskich rytmów - motywów znanych z wcześniejszych wydawnictw Yello.
Zebra okazała się komercyjnym sukcesem Yello, wszystkie trzy single (Do It, How How i Tremendous Pain) notowane były wysoko na listach przebojów. Przez niektórych krytyków Zebra uznawana jest za ostatni wielki album Yello.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 359
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114393 autor: Sublime » 20 sie 2017, 20:10

Obrazek

Obrazek

Obrazek

1. 2814 - Birth Of A New Day (2015)

Idealna wizytówka dla nurtu vaporwave. Duet dwóch muzyków spełniających się w tej muzyce postanowił wydać płytę traktującą vaporwave na poważnie. Jest nostalgicznie, emocjonalnie. Najbanalniej można powiedzieć, że to taki sentymentalny ambient. Płyta bliska ideału.

2. TD - GTA 5 - The Cinematographic Score (2014)

Jak to Edgar zrobił... wiadomo, że ostatnie lata dla Tangerine Dream są bardzo owocne. Najbardziej jednak zaskoczyła mnie ta płytka. Obawiałem się, że to będzie typowy soundtrack bez żadnych szczególnych fragmentów. Jak bardzo się pomyliłem! Śmiało mogę powiedzieć, że to jedyna płyta po odejściu Chrisa Franke, która naprawdę przypomina stare dobre czasy. Mala Kunia, Quantum Key... to już nowe TD. A na GTA 5 składają się kompozycje, które brzmieniowo są jakby wyrwane ze starych dobrych czasów. Jeszcze bardziej byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że za całą płytą stoi sam papa Froese... Wielki szacunek.

3. Tipper - Surrounded (2003)

Typowy IDM średniej jakości. Niespecjalnie angażujący, mało odkrywczy, niczym nie zaskakuje. Na jeden odsłuch w sam raz. Potem można spokojnie o niej zapomnieć.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

00adamek
Zaawansowany
Posty: 119
Rejestracja: 12 lip 2004, 17:23
Lokalizacja: Dobra k.Szczecina
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: dużo by wymieniać ...
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 55
Status: Offline

Post #114397 autor: 00adamek » 24 sie 2017, 8:19

Sublime pisze:
TD - GTA 5 - The Cinematographic Score (2014)[/b]

Jak to Edgar zrobił... wiadomo, że ostatnie lata dla Tangerine Dream są bardzo owocne. Najbardziej jednak zaskoczyła mnie ta płytka. Obawiałem się, że to będzie typowy soundtrack bez żadnych szczególnych fragmentów. Jak bardzo się pomyliłem! Śmiało mogę powiedzieć, że to jedyna płyta po odejściu Chrisa Franke, która naprawdę przypomina stare dobre czasy. Mala Kunia, Quantum Key... to już nowe TD. A na GTA 5 składają się kompozycje, które brzmieniowo są jakby wyrwane ze starych dobrych czasów. Jeszcze bardziej byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że za całą płytą stoi sam papa Froese... Wielki szacunek.



Szczerze mówiąc, po przeczytaniu powyższego, podszedłem do tematu sceptycznie. Nie mniej jednak, sięgnąłem po ten materiał. I muszę przyznać, że zgadzam się z powyższą opinią co najmniej w 90%. Od dzisiątek lat, Froese, nic w takim klimacie nie proponował. Może tematy są zbyt mało wyraziste ale klimat i brzmienie, rzecz jak najbardziej godna uwagi.
:listen:

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114403 autor: Depeche Gristle » 29 sie 2017, 2:56

Blind Faith - Blind Faith, 1969;
******
Style: blues-rock, jazz-rock, rock psychodeliczny, art-rock, funk, soul, country, rock eksperymentalny, krautrock, musique concrète
Obrazek

Boris Blank - Electrified, 2014;
*****
Style: house, electro, experimental, synth pop, electro pop, jazz, funk,
ambient, minimal, cold wave, rock elektroniczny, industrial, trip-hop, future pop, neofolk, dark wave, rock symfoniczny, new age, neue deutsche welle

Obrazek

Thompson Twins - Close To The Bone, 1987;
****
Style: new wave, synthpop, electro-funk, soul, cold wave
Obrazek


Blind Faith - debiutancki - i jedyny - album brytyjskiej supergrupy Blind Faith powstałej w 1968 roku w wyniku rozpadu grupy Cream, której członkowie Eric Clapton i Ginger Baker (początkowo zamierzali nagrać album w duecie lub jako trio) nawiązali współpracę ze Steve'em Winwoodem (muzykiem będącego w tamtym czasie w głębokim kryzysie zespołu Traffic) oraz Ric'em Grechem (muzykiem, który dla Blind Faith porzucił swój zespół Family w środku trasy koncertowej!).
Materiał na krążek powstawał w Morgan Studios i Olympic Studios w pierwszych miesiącach 1969 roku w ogromnym pośpiechu, co było spowodowane nadchodzącą trasą koncertową - począwszy od czerwca 1969 od krótkiego europejskiego tournée, po występ w Madison Square Garden w Nowym Jorku 12 lipca 1969 rozpoczynający tournée amerykańskie. Szybkie tempo prac nad płytą było również przyczyną dosyć skromnej ilości autorskiego materiału zaprezentowanego na krążku, który ukazał się w lipcu 1969 roku.
Album otwiera Creamowy 9-minutowy Had to Cry Today osadzony mocno w hippisowskim blues rocku.
Nieco bardziej folkowy wymiar prezentuje z kolei Can't Find My Way Home w duchu Trafficowym.
Well All Right z repertuaru Buddy'ego Holly'ego zaprezentowany jest w konwencji funkującego country-bluesa. Utwór uzupełniony jest o instrumentalne, funkowo-jazzowe interlude.
Presence of the Lord o wymiarze religijnym i Sea of Joy są utworami o charakterystyce soulowej - pierwszy z dominującą rolą elektrycznego pianina, drugi zaś psychodelicznie organowy z folkowymi wpływami Traffic; zwraca tu szczególnie uwagę długa solówka skrzypcowa.
Album zamyka rozbudowana do ponad 15 minut Do What You Like, z indywidualną partią instrumentalną każdego z muzyków Blind Faith; utwór zaczyna się od funkowo-jazzowej części wokalnej, przechodząc w partię wibrujących psychodelą klawiszy Steve'a Winwooda, przez solówki gitarowe Erica Claptona w stylu Jimmy'ego Hendrixa, funkowy trans gitary basowej Rica Grecha, po niezwykle energiczne imitujące afrykańskie bębny ludowe uderzenia perkusji Gingera Bakera, by w finale znów powrócić do funkowo-jazzowej formy piosenkowej. Kompozycję kończy psychodeliczne eksperymentalne interlude z efektami reverse (wstecznymi taśmami), zapowiadające erę krautrocka i muzyki elektronicznej mającej nadejść w dekadzie lat 70.
Album wywołał ogromne kontrowersje pozamuzyczne związane z jego okładką, przedstawiającą nagą 11-latkę trzymającą model samolotu o fallicznym kształcie (pierwotnie na okładce miała znaleźć się 14-letnia siostra modelki). Zdjęcie w zamyśle miało przedstawiać połączenie niewinności z brutalną techniką. Autorem zdjęcia był Bob Seidemann, który zdobył zgodę rodziców dziewczynki, której - w zamian za pozowanie - kupił (za pośrednictwem Roberta Stigwooda) wymarzonego przez nią kucyka wartości 40 funtów. Zdjęcie zatytułował "Blind Faith", od którego nazwę zapożyczył potem zespół.
Naturalnie w USA okładka wywołała skandal i została zakazana. Wydanie amerykańskie zawierało zdjęcie zespołu na froncie okładki.
Mimo wielu kontrowersji wokół albumu Blind Faith i szybkiego rozpadu zespołu, album stał się numerem jeden w Wlk. Brytanii i USA i do dziś jest jednym z najbardziej kultowych i wpływowych płyt na świecie.


Electrified - wraz z początkiem lat 2000 macierzysta formacja Borisa Blanka, Yello dość sporadycznie wydawała albumy - średnio raz na siedem lat, toteż nie lada gratką dla fanów Yello w roku 2014 okazały się solowe produkcje muzyków formacji - Dietera Meiera i Borisa Blanka - ten drugi zaprezentował nawet dwa wydawnictwa: pierwsze, nagrane wspólne z wokalistką o pseudonimie Malia zatytułowane Convergence oraz drugie, o wiele bardziej wartościowe artystycznie Electrified, zawierające niepublikowany archiwalny materiał z lat 1977-2014, przede wszystkim ten, który nie dostał się do wydawnictw Yello, jednakże niesprawiedliwie byłoby określić go mianem odrzutów, to coś o znacznie większym wymiarze - to przegląd twórczości jednego z najbardziej wpływowych - obok Martina Gore'a - twórców współczesnego elektronicznego grania i samplingu.
Album Electrified, który ukazał się 2 grudnia 2014 roku prezentuje blisko 130 minut muzyki i 40 - w przeważającej większości instrumentalnych - muzycznych miniatur (niekiedy uzupełnionych o wokalizy) umieszczonych na dwóch dyskach.
Dysk pierwszy zawiera ścieżki pochodzące z lat 1991-2014, z charakterystycznymi dla Yello lat 90 i 2000 kolaboracjami house'u z jazzem (do którego Boris Blank nie kryje wyjątkowego przywiązania) cechującymi płyty Motion Picture i The Eye; styl ten w szczególności rzuca się w utworach: Escape Route, Key Largo i Inner Mountain. Mocno naznaczone wszechobecnym funkiem są Random Tox i You Can Have It, zaś klimaty elektro-funkowo-house'owe cechują Body Electric i Big City Grill, zdecydowanie folkowy, afrykański wydźwięk (w stylu z albumu Baby) ma Cult Of Mirrors. Są też i klimaty czysto house'owe z elementami electro i industrialu, które słychać w kompozycjach The Time Tunnel, Big Beans, Future Past, Elektro Kabinet (przypominający stylem Kraftwerk), Inner Mountain oraz wczesna, instrumentalna wersja utworu Night Train z albumu Zebra.
Mieszankę jazzu, funky, synthpopu i trip-hopu charakterystycznego dla Yello począwszy od lat 90 otrzymujemy w utworze Cigarette Girl, zaś klimaty trip-hopu z elementami electro z domieszką klimatów rodem z Twin Peaks słychać w utworze She’s Got Balls do złudzenia przypominającym momenty z kompozycji z albumu The Eye - Time Palace i Junior B.
Uwagę budzą utwory o charakterystyce ilustracyjnej muzyki filmowej, o niemal symfonicznym wymiarze: dark-ambientowy Midnight Procession z pojawiającym się przetworzonym wokalem i wokalizami, symfoniczno-ambientowy Bosphorus, w którym również słychać wokalizy; w bardziej syfonicznej konwencji jest Lost Languages uzupełniony o przetworzone szepty.
Warte uwagi są również: otwierający album skomponowany specjalnie na potrzebę tego wydawnictwa tytułowy Electrified z pojawiającym się tekstem i przetworzonym przez vocoder wokalem. Kompozycja jest połączeniem synthpopu z elementami funky i trip-hopu z charakterystycznym brzmieniem Yello, choć nie brakuje tu wypadów w klimaty Herbiego Hancocka czy Daft Punk.
Najlepszym numerem dysku 1 jest zdecydowanie Fat Roller, nieprawdopodobnie przebojowa synthpopowo-jazzowa ścieżka, nieco w stylu How-How z albumu Zebra. Gdyby kawałek znalazł się na albumie Zebra, posiadał tekst i wokal, najprawdopodobniej byłby jednym z największych przebojów w dorobku Yello!
Dysk drugi zawiera głównie ścieżki z lat 80, dominują tu klimaty melancholii i chłodu, czego dobitnymi przykładami są kompozycje: A Touch Of Magix w ambientowo-jazzowych klimatach przypominających dokonania Vangelisa i Briana Eno z lat 70, niezwykle chłodny ambientowy The Bridge, minimalistyczno, electro-trip-hopoweThe Last Mile i przypominający instrumentalne dokonania Depeche Mode Intervals w bardziej ambientowym zabarwieniu. Minimalistyczno-ilustracyjne pejzaże prezentują Dome, The Astrologer, Pacific Light i Licht Haus w klimatach instrumentalnych utworów Stalakdrama i Ciel Ouvert z albumu Stella.
W stylu new age przypominającym twórczość Tangerine Dream wędruje kompozycja Ancore.
One Minute To Go jest kolaboracją chłodnego ambientu z industrialnym pulsem. z kolei They’re Still Here ma czysto industrialny wymiar. Symfoniczno-folkowy Heaven’s Below o sakralnym wymiarze z chóralnymi wokalizami przypomina dokonania Dead Can Dance, którego wpływy słychać również w Ask The Stones.
Szeroki wachlarz gatunkowy, od ambientu przez electro, mimimal, po dub i house z niewielką domieszką funku i klimatu orientalnego charakteryzuje utwór Open The Box; zaś klimaty z Sheffield słychać w numerze Sphere łączącym psychodelę i eksperymentalizm Cabaret Voltaire z klimatem future popu wczesnego The Human League.
Young Dr. Kirk z hipnotyzującym industrialnym pulsem automatu perkusyjnego jest połączeniem stylu wczesnego Cabaret Voltaire z futurystyczną elektroniką lat 50 i 60. Granada Kiss będącą zapewne jedną z najstarszych kompozycji Borisa Blanka cechuje poszukiwanie przez artystę brzmienia; klimatem jest ona niemal namacalnym przeniesieniem brzmienia z kosmicznej trylogii Jeana Michela Jarre'a - Oxygene, Equinoxe i Magnetic Fields.
Typowo synthpopowymi numerami pochodzącymi z sesji nagraniowej do albumu You Gotta Say Yes to Another Excess są Aqua Marine z charakterystycznymi efektami scratch oraz Delta Boots przypominające utwory z tejże płyty - Lost Again, No More Words i Pumping Velvet - i śmiało mogłyby być jednymi z głównych numerów albumu.
Jedną z najbardziej niesamowitych kompozycji jest jedyna na kompilacji Electrified piosenka - Traum Blau - pochodząca zapewne jeszcze z samych początków twórczości Borisa Blanka, zanim jego formacja przyjęła szyld Yello. Kompozycja również jako jedyna z całej kompilacji charakteryzuje się brakiem wpływów przyszłej twórczości Yello; niewiarygodnie chłodny wokal Blanka wtapia się w muzykę będącą połączeniem cold wave w stylu Ultravox z future popem wczesnego The Human League.
„Nie lubię monotonii. Lubię ciepło i zimno, czerń i biel. Potrzebuję różnorodności, kontrastów w brzmieniu, żeby w pełni pokazać moją muzyczną duszę” - tak komentował to wydawnictwo Boris Blank. Nic dodać, nic ująć - należy się z nim w pełni zgodzić.


Close to the Bone - szósty studyjny album Thompson Twins, który ukazał się 31 marca 1987 roku, poprzedzony został serią nieszczęśliwych dla zespołu zdarzeń, począwszy od odejścia w 1986 roku jednego z filarów grupy Joe Leewaya, który zakochał się w dziewczynie, z którą następnie wziął ślub i zamieszkał w Los Angeles, definitywnie opuszczając podobno w przyjaznej atmosferze) Thompson Twins, co spowodowało spowolnienie, a nawet niemal paraliż prac zespołu nad nowym albumem, lecz to wcale nie było jeszcze najgorsze. 1986 rok był dla Toma Baileya i Allanah Curie (którzy prywatnie byli parą) prawdziwym koszmarem, bowiem Allanah poroniła ich nienarodzone dziecko, jakby nieszczęść było mało, artystce zmarła matka. Po tych przeżyciach para przeniosła się do Irlandii skupiając się na religii i poezji Edith Sitwell, szukała ucieczki od traumatycznych wydarzeń.
Album Close to the Bone powstawał w niesamowitym pośpiechu, poruszał tematy zarówno polityczne, jak i ostatnich ciężkich przeżyć członków zespołu, który - po odejściu Joe Leewaya zaprezentował się jako duet Tom Bailey - Allanah Curie.
Follow Your Heart jest utworem otwierającym album, który zaskakuje odejściem od charakterystycznego dla Thompson Twins synthpopowego brzmienia na rzecz klimatów new wawe połączonego z brzmieniem soulu, electro popu i funku, co cechuje wszystkie piosenki albumu. Inna sprawa, że druga połowa lat 80 nie była przychylna synthpopowi i zespoły grające ten gatunek często odchodziły od synthpopu, jednakże w przypadku Thompson Twins główną przyczyną odwrotu od synthpopu stało się odejście z zespołu Joe Leewaya,, którego pomysły były nieodzowne, co uwidoczniło się na Close to the Bone. Co gorsza zespół utracił nie tylko przebojowość, ale i swój niepowtarzalny styl, tak charakterystyczny dla kultowych albumów Thompson Thwins: Quick Step and Side Kick, Into The Gap i Here's To Future Days, mimo zastosowania tak typowych dla Thompson Twins bongosów i perkusjonaliów. "Nie mogliśmy zastąpić Joe, [on] jest niezastąpiony" - stwierdziła w jednym z wywiadów Allanah Curie, i nie myliła się; strata Joe Leewaya przyniosła zespołowi poważne konsekwencje.
Album Close to the Bone pozbawiony jest hitowych numerów na miarę Lay Your Hands on Me, Doctor! Doctor!, You Take Me Up, Hold Me Now, Love On Your Side, Lies czy We Are Detective.
Najbardziej chwytliwe numery z Close to the Bone, takie jak Follow Your Heart, Bush Baby, Twentieth Century (najlepszy z płyty), Gold Fever i Perfect Day w żaden sposób nie są w stanie nawiązać do wspomnianych hitów, i - co więcej - nie nawiązują nawet do niesinglowych kompozycji z Quick Step and Side Kick, Into The Gap i Here's To Future Days. Mimo, iż kompozycji z Close to the Bone w żadnym wypadku nie wolno nazwać słabymi, to dawna magia Thompson Twins uleciała bezpowrotnie pogrążając zespół w przeciętności popu lat 80 typu Duran Duran, Spandau Ballet, Howarda Jonesa i wielu podobnych wykonawców tamtych czasów.
Close to the Bone, mimo ogromnej trasy koncertowej (ponad 50 koncertów tylko w USA!), podczas której zespołowi przy oprawie koncertów pomagał Joe Leeway, album przyniósł (chyba trochę zasłużoną) porażkę komercyjną, plasując się dopiero na 90 miejscu w Wlk. Brytanii i nieco wyżej w USA - 76 miejsce.
Honor zespołowi nieco podratował singiel Get That Love, plasując się na 31 miejscu amerykańskiego Billboardu.
Trasa koncertowa promująca album Close to the Bone była ostatnią w karierze Thompson Twins; co prawda w 1989 roku zespół wydał jeszcze album Big Trash, ale w związku z jego całkowitą komercyjną klapą (zaledwie 143 miejsce w USA, na Wyspach nie notowany w ogóle), Thompson Twins zrezygnowali z trasy promującej album, zaś po komercyjnej katastrofie albumu Queer w 1991 roku zespół został rozwiązany, Tom Bailey i Allanah Curie w latach 1992-96 kontynuowali działalność pod szyldem Babble.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114411 autor: Depeche Gristle » 05 wrz 2017, 2:50

Ash Ra Tempel - Ash Ra Tempel, 1971;
******
Style: krautrock, art-rock, rock elektroniczny, rock progresywny, rock eksperymentalny, kosmische musik, rock psychodeliczny, musique concrète, noise, cold wave, dark wave
Obrazek

Klaus Schulze - Irrlicht, 1972;
******
Style: krautrock, rock elektroniczny, rock eksperymentalny, rock psychodeliczny, musique concrète, cold wave, dark wave, kosmische musik, ambient
Obrazek

Jean Michel Jarre - Waiting For Cousteau, 1990;
******
Style: rock elektroniczny, synthpop, future pop, cold wave, ambient, industrial, experimental, funk, house
Obrazek

Kombi Łosowski - Live, 2013;
******
Style: synthpop, cold wave, rock elektroniczny, synth rock, future pop,
electro-funk

Obrazek


Ash Ra Tempel - debiutancki album krautrockowej formacji Ash Ra Tempel założonej przez trójkę bardzo młodych muzyków, zaledwie 19-letnich Manuela Göttschinga (jedynego stałego członka formacji w następnych latach), Hartmuta Enke (dziś już nieżyjącego) oraz 24-letniego Klausa Schulzego - byłego muzyka zespołów Psy Free i Tangerine Dream (który w następnych latach zrobił udaną karierę solową).
Debiutancki album Ash Ra Tempel ukazał się w czerwcu 1971 roku i składał się z dwóch różnych od siebie improwizowanych suit - Amboss i Traummaschine - po każdej ze stron albumu.
Blisko 20-miniutrowy Amboss rozpoczynają kosmiczno-psychodeliczne elektroniczne pejzaże podróży przez kosmos, w których słychać echa twórczości zarówno Stockhousena jak i wczesnego Tangerine Dream. Z czasem pojawiają się kaskady uderzeń perkusji oraz niezwykle odległe brzmienia gitary, które w miarę trwania utworu powoli nabierają mocy, zaś kompozycja coraz bardziej przyśpiesza, nabierając art.-rockowo-progresywnego charakteru; wreszcie brzmienie gitary wysuwa się na pierwszy plan, tworząc długie hałaśliwe riffy, będące niesamowitym popisem Göttschinga, zaś całość dopełniają kaskady na perkusji Klausa Schulzego, choć w pewnym momencie rytm zanika, a całkowicie dominujący riff gitarowy nabiera form od bluesowych zagrywek, po czysto hałaśliwe improwizowane zgrzyty uzupełnione o syntetyczne szumy, po czym perkusyjne kaskady powracają ze zdwojoną mocą wraz z szalejącą gitarą, rozwijając utwór do formy progresywnego monstrum, aż do jego zakończenia.
Jeden z użytkowników serwisu You Tube o nicku MrPete45 napisał pod utworem Amboss komentarz: „Gdy trafiłem na wojnę w 1972 roku, miałem dziewiętnaście lat. Jeden z żołnierzy z mojego plutonu posiadał tę piosenkę na kasecie. Pewnego dnia przebijaliśmy się przez gęstą trawę słoniową i natknęliśmy się na nasz spalony czołg. Weszliśmy do środka, wreszcie poczuliśmy komfort, zaczęliśmy brać LSD (…). Jedynym wspomnieniem jakie mam z tej nocy jest właśnie ta piosenka, a ściślej cechujące ją brutalne gitarowe solo i walka do upadłego z naszymi wrogami. Gdy wyczerpany obudziłem się o świcie… kolega od kasety leżał rozerwany na kawałki nieopodal mnie” (źródło: Wojciech Michalski / Screenagers.pl)
Odmienne nastroje prezentuje 25-minutowy Traummaschine (maszyna snów), poruszając się w rejonach od muzyki konkretnej, po muzykę kosmiczną rodem z albumu Tangerine Dream - Alpha Centauri . Utwór rozwija się powoli; słychać tu medytacyjne brzmienia syntezatorów, generatorów i organów, uzupełnionych o dźwięki pogłosów i elektronicznych plam, brak jest sekcji rytmicznej, a kompozycja sprawia wrażenie podróży gdzieś na odległych i chłodnych obrzeżach galaktyki. Z czasem, w miarę trwania utworu, pojawiają się delikatne brzmienia gitary, sporadyczne uderzenia imitujące perkusję zastąpione wkrótce przez brzmienia afrykańskich bębenków, które tworząc sekcję rytmiczną przyśpieszają kompozycję, zaś początkowo delikatna gitara nabiera agresywniejszych, choć odległych solówek. Wreszcie utwór wycisza się, rytm zanika, pojawiają się elektroniczne pogłosy uzupełnione o ciche i delikatne solówki gitary w elektroniczno-organowym tle. W międzyczasie solówki gitary stają się coraz mocniejsze nabierając cech progresywnych, choć odległych, riffów; pojawia się transowa sekcja rytmiczna, kompozycja staje się bardziej psychodeliczno-art. rockowa, zaś gitarowe riffy uspokajają się do łagodnych solówek, ponownie przenosząc słuchacza w podróż w odległe i chłodne obrzeża galaktyki.
Album Ash Ra Tempel, za którego brzmienie odpowiada legendarny inżynier dźwięku Conny Plank, jest jedną z najważniejszych płyt nurtu Krautrocka i jednym z najważniejszych obok debiutu Tangerine Dream - Electronic Meditation dla początków rocka elektronicznego, jednakże Ash Ra Tempel zawiera muzykę przystępniejszą i bardziej poukładaną od tej na Electronic Meditation. Inną analogią łączącą debiuty Tangerine Dream i Ash Ra Tempel jest osoba Klausa Schulzego, który po nagraniu obu albumów rozstał się z Tangrine Dream i Ash Ra Tempel.


Irrlicht - solowy debiut Klausa Schulze, który po nagraniach debiutanckich albumów swoich poprzednich zespołów Tangerine Dream i Ash Ra Tempel (odpowiednio: Electronic Meditation w 1970 i Ash Ra Tempel w 1971), czując się ograniczany przez pozostałych muzyków, narzekając na brak możliwości rozwinięcia własnych koncepcji, zdecydował się na twórczość solową, choć nie uciekał od współpracy z innymi muzykami, zarówno na niwie autorskiej, jak i angażując się w inne projekty; m.in. współpracując ponownie z Ash Ra Tempel czy The Cosmic Jokers.
Będąc wykonawcą solowym artysta dysponował dość skromnymi środkami; m.in. starymi elektrycznymi organami przerobionymi na prymitywny syntezator, oscylatorami, magnetofonem szpulowym, starym wzmacniaczem i mikrofonami uzupełnionymi o gitarę elektryczną, perkusję i cytrę. Muzyk nawiązał współpracę z berlińskim Colloquium Musica Orchestra, którego instrumentalne partie były rejestrowane na surowo, a następnie były przetwarzane i filtrowane na taśmie.
Ostatecznie album, którego pełna nazwa brzmiała: Irrlicht: Quadrophonische Symphonie für Orchester und E-Maschinen, ukazał się w sierpniu 1972 roku i zawierał trzy eksperymentalne kompozycje.
23-minutowy 1. Satz: Ebene rozpoczyna seria przetworzonej wiolonczeli, która ustępuje brzmieniu warkotliwego generatora połączonego z chłodnym i kosmicznym brzmieniem syntezatora przypominającego klimaty z albumu Tangerine Dream - Zeit, tu i ówdzie uzupełnionymi o przetworzone dźwięki skrzypiec, dając efekt podróży kosmicznej, w miarę zbliżania się do centrum galaktyki pojawiają się - początkowo ciche i delikatne - brzmienia organowe, które nabierają mocy i psychodeli, dominując już przez resztę kompozycji, pod koniec z lekka wibrując.
Króciutki, niespełna 6-minutowy 2. Satz: Gewitter (energy rise—energy collaps), który w pierwotnym winylowym wydaniu stanowił całość z 1. Satz: Ebene, jest o wiele bardziej złożonym, psychodelicznym i eksperymentalnym utworem wypełnionym dźwiękami białych szumów, elektronicznych eksperymentów, wibracji i zapętleń na tle delikatnego, psychodelicznego i cichego brzmienia elektrycznych organów.
21-minutowa 3. Satz: Exil Sils Maria jest impresją, która organowymi brzmieniami przemierza bezkresy przestrzeni międzygalaktycznej, napotykając po drodze białe szumy przetworzonych dźwięków syntetycznych techniką reverse. Muzyczny kosmiczny pejzaż przechodzi wreszcie w organowo-psychodeliczne brzmienie, pozostając jednak w kosmicznym klimacie międzygalaktycznych przestrzeni aż do końca kompozycji.
Do wznowienia CD albumu dodano pochodzący z występu z 1976 roku w Reims we Francji bonus track - 24-minutowy Dungeon, który klimatem przypomina utwór Kraftwerk - Komentenmelodie 1; kompozycja oparta jest o warkotliwe brzmienie generatora, które oplatają psychodeliczno-ambientowe przestrzenie; słychać tu też składne kosmiczne melodie, które na krótko przerywają białe szumy pochodzące z niedostrojonego radia, na które z czasem ponownie nakłada się kosmiczna melodia opleciona wokół brzmienia generatora, które z czasem przybiera na sile.
Mimo wszechobecnego silnego eksperymentalizmu i braku sekcji rytmicznej we wszystkich utworach, album Irrlicht otworzył drogę Klausowi Schulzemu do wspaniałej kariery; artysta był głównym wykonawcą z kręgu niemieckiej muzyki elektronicznej obok Kraftwerk i Tangerine Dream; stał się również czołowym multiinstrumentalistą i przedstawicielem rocka elektronicznego razem z Vangelisem i Jeanem Michelem Jarre'em, zaś album Irrlicht stał się kamieniem milowym muzyki elektronicznej, o statusie kultowym.


Waiting for Cousteau - dziesiąty album studyjny Jeana-Michela Jarre’a, który na przełomie lat 80 i 90 był jedynym, obok Depeche Mode, wykonawcą syntezatorowym, mającym status megagwiazdy cieszącej się statutem równym Rolling Stonesów, toteż artysta śmiało mógł się podjąć kolejnego wyzwania, nagrywając album poświęcony badaczowi podwodnych głębin – kapitanowi Jacques'owi-Yves Cousteau, jednocześnie odważnie sięgając po bardziej awangardowe formy muzyczne.
Album ukazał się 11 czerwca 1990 - w dniu 80 urodzin Jacques'a-Yves Cousteau. Pierwsze trzy utwory będące połączone w jedną suitę noszą tytuł „Calypso”, pochodzący od nazwy statku oceanografa.
Otwierający album przebojowy numer Calypso rozpoczyna eksperymentalna introdukcja zawierająca przetworzone dźwięki wiatru, szumu i bulgotania morskiej wody i wszelkich innych szumów, po czym numer przechodzi w radosną kompozycję o charakterze future-popowym z karaibskimi klimatami; numer śmiało pasowałby do albumu Zoolook, przypomina też radosne brzmienia Fourth Rendez-Vous, a nawet... Just Can't Get Enough - przeboju Depeche Mode z 1981 roku. W utworze oprócz synthpopu nie brakuje też elementów funku i house.
Im dalej w głąb płyty, tym robi się mniej przebojowo i bardziej awangardowo; Calypso Part 2 łączy w sobie klimaty industrialu, synthpopu, dark-ambientu i cold wave; kompozycję cechuje wyraźna zmiana rytmu - od ponurej, chłodnej i powolnej pierwszej części, po szybką, industrialno-synthpopową część drugą. Cała kompozycja nieco przypomina klimaty z płyt Depeche Mode: Some Great Reward czy Music For The Masses, ale także z wcześniejszych albumów Jeana-Michela Jarre’a: Magnetic Fields i Zoolook. Utwór kończy dźwięk fal rozbijających się o przycumowaną łódź.
Calypso Part 3 (Fin de siècle) jest spokojną kompozycją z wyraźną melodią i w monumentalno-ambientowym klimacie.
Tytułowa, monstrualna, 47-minutowa kompozycja En Attendant Cousteau w całości oparta jest o ambientowe brzmienie uzupełnione o delikatne dźwięki pianina oraz wszechobecne przetworzone delikatne dzwonki o różnym natężeniu dźwięków. Utwór mógłby być ilustracją do dokumentalnego filmu przedstawiającego głębiny oceanów. Zresztą kompozycja została wykorzystana przez samego Jacques'a-Yves'a Cousteau jako ścieżka dźwiękowa do jego filmu "Palawan: Le Dernier Refuge".
Album Waiting for Cousteau jest jedną z najważniejszych pozycji w dyskografii Jeana-Michela Jarre’a, oprócz wielkiego przeboju Calypso, album odniósł sukces komercyjny w postaci 14 miejsca na brytyjskiej UK Charts, zaś koncert zorganizowany w Paryżu w dzielnicy La Defense miesiąc po wydaniu albumu - 14 lipca 1990 roku, zgromadził dwa miliony widzów, co przyniosło Jarre'owi wpis do księgi rekordów Guinnessa za rekordową publiczność.


Live - album koncertowy zespołu dowodzonego przez Sławomira Łosowskiego, który od 2010 roku ponownie zaczął używać szyldu "Kombi" - tym razem jeszcze jako Kombi Łosowski, co miało związek z założonym w 2003 roku przez dawnych muzyków Kombi - Grzegorza Skawińskiego i Waldemara Tkaczyka - Kombii, który bez zgody lidera Kombi - Sławomira Łosowskiego i bez jego udziału samozwańczo kontynuował tradycję legendarnego Kombi.
Sławomir Łosowski, krótko po rozwiązaniu Kombi w 1992 kontynuował karierę solową; w połowie lat 2000, w odpowiedzi na powstanie Kombii, skompletował skład własnego zespołu, wykonującego na koncertach przeboje Kombi, wydał też album Zaczarowane Miasto w 2009 pod szyldem Łosowski, rok później reaktywując już szyld i kultową sygnaturę Kombi - Kombi Łosowski, pod którą ukazał się album Live, będący zapisem koncertu zespołu z 8 września 2011 roku w Grudziądzu.
Album zawiera 16 kompozycji - największych przebojów Kombi oraz kilka nowszych propozycji.
Pierwszą część koncertu stanowią standardy instrumentalne poczynając od utworów Bez Ograniczeń Energii i Wspomnienie z Pleneru w electro-funkowym wydaniu, przez kolejne instrumentalne hity: Taniec w Słońcu i Przytul Mnie w synthpopowych wersjach bliskich wersjom z 1987 roku - Przytul Mnie jest pozbawiona rapowanego tekstu, stając cię stricte instrumentalem. Całość instrumentalnej części koncertu dopełnia pochodzący z 1995 roku utwór Nowe Narodziny nawiązujący do brzmień z albumów Nowy Rozdział i Kombi 4.
Wreszcie przychodzi czas na część piosenkową koncertu, które rozpoczynają bliskie wersjom z lat 80 kultowe przeboje: Nietykalni i Czekam Wciąż i, co ważne, wokalista Zbyszek Fil doskonale się sprawdza w roli wykonawcy kultowych hitów.
Po standardach z lat 80, przychodzi też pora na nowsze kompozycje: Niebo i Miłość- utrzymane w klimatach z Tabu, instrumentalny przerywnik z orientalno-nowo rozdziałowym klimatem Casablanca, nieco mniej nawiązujące do brzmienia Kombi z lat 80, za to w nowoczesnej synthpopowej aranżacji Czerwień i Czerń oraz Pekin przedzielone przepiękną balladą nawiązującą do brzmień z albumów Nowy Rozdział i Kombi 4 Biała Perła.
Koncert kończą niemal niczym nie różniące się od oryginałów - także wokalnie - synthpopowe kultowe numery Kombi z lat 80: Za Ciosem Cios, Kochać Cię Za Późno i, oczywiście największy przebój zespołu, będący jego wizerunkiem - Słodkiego Miłego Życia, będący niesamowitym popisem Zbyszka Fila, nie gorszym jaki niegdyś dawał Grzegorz Skawiński.
Po wydaniu albumu Live, Sławomir Łosowski postanowił całkowicie przywrócić dawną nazwę zespołu - Kombi. I pod szyldem Kombi zespół wydał pierwszą po 28 latach płytę studyjną - Nowy Album w 2016 roku.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 359
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #114412 autor: Sublime » 05 wrz 2017, 20:06

Można polemizować, szczególnie z recenzją Waiting For Cousteau.

Depeche Gristle pisze:Waiting for Cousteau - dziesiąty album studyjny Jeana-Michela Jarre’a, który na przełomie lat 80 i 90 był jedynym, obok Depeche Mode, wykonawcą syntezatorowym, mającym status megagwiazdy cieszącej się statutem równym Rolling Stonesów, toteż artysta śmiało mógł się podjąć kolejnego wyzwania, nagrywając album poświęcony badaczowi podwodnych głębin – kapitanowi Jacques'owi-Yves Cousteau, jednocześnie odważnie sięgając po bardziej awangardowe formy muzyczne.


Te megagwiazdy jeszcze można zrozumieć, ale skąd te awangardowe formy muzyczne? Przecież zarówno suita Calypso, jak i Waiting For Cousteau nie niosły za sobą jakichkolwiek nowych rozwiązań. Jarre już wtedy dobrze wykorzystywał nowinki techniczne, a od Zoolook już właściwie mniej w dyskografii Jarre'a było eksperymentów, a więcej czerpania z dorobku własnego (Rendez-Vous) czy innych twórców elektroniki.

Bez wątpienia utwór tytułowy był i jest solidną porcją ambientowej strawy muzycznej, ale nie przeceniałbym go.

Otwierający album przebojowy numer Calypso rozpoczyna eksperymentalna introdukcja zawierająca przetworzone dźwięki wiatru, szumu i bulgotania morskiej wody i wszelkich innych szumów, po czym numer przechodzi w radosną kompozycję o charakterze future-popowym z karaibskimi klimatami; numer śmiało pasowałby do albumu Zoolook, przypomina też radosne brzmienia Fourth Rendez-Vous, a nawet... Just Can't Get Enough - przeboju Depeche Mode z 1981 roku. W utworze oprócz synthpopu nie brakuje też elementów funku i house.


Oj. ;)

Jako aktywny fan Depeche Mode jestem co najmniej zdziwiony tym porównaniem. Obydwa te utwory to najbanalniejsze przykłady gatunków, jakie reprezentują. A te przecież są zgoła odmienne. Jedyne co je łączy to właśnie ta banalna bezkompromisowość. A sama Calypso 1 to IMO typowy przebojowy utwór JMJ, który tym razem jasno odnosi się do karaibskich nurtów. Nie wiem, czy sam autor usłyszał by tam echa funku, o housie już nie wspominając - ten może częściej mógł się pojawiać w ewentualnych remiksach tego utworu, ale na pewno nie w oryginale.

Im dalej w głąb płyty, tym robi się mniej przebojowo i bardziej awangardowo; Calypso Part 2 łączy w sobie klimaty industrialu, synthpopu, dark-ambientu i cold wave; kompozycję cechuje wyraźna zmiana rytmu - od ponurej, chłodnej i powolnej pierwszej części, po szybką, industrialno-synthpopową część drugą. Cała kompozycja nieco przypomina klimaty z płyt Depeche Mode: Some Great Reward czy Music For The Masses, ale także z wcześniejszych albumów Jeana-Michela Jarre’a: Magnetic Fields i Zoolook. Utwór kończy dźwięk fal rozbijających się o przycumowaną łódź.


I kolejny raz Depeche Mode. Trochę za mało różnorodnych odniesień muzycznych, nie wiem specjalnie przekonany, czy chociaż w 1/1000 mieli taki wpływ na Francuza. A już w szczególności to widać poprzez porównanie płyt DM i JMJ z 1984 i 1987 (1988) roku - zarówno Zoolook i Revolutions mają naprawdę śladowe ilości punktów wspólnych z dokonaniami Brytyjczyków z Basildon.

Barwy użyte w tym utworze raczej mi przypominają te użyte na Revolutions. Choć na tej płycie jest więcej brzmień charakterystycznych dla new age, ale Jarre wtedy jeszcze potrafił interpretować je na swój osobliwy sposób.

Myślę, że trochę tutaj za dużo szukania czegoś więcej, w szczególności przy okazji suity Calypso. Słychać, że Jarre niespecjalnie poszukuje czegoś nowego - po prostu wykorzystuje swoje sztuczki w charakterystyczny sposób. 1 to typowy Jarre przebojowy. 2 to Jarre w bardziej złożonej kompozycji. 3 to Jarre monumentalny, wywołujący jakieś wzruszające wrażenie. Jedynie utwór tytułowy nie jest skalany tym typowym podejściem do tworzenia, przez 47 minut snuje się tak jak powinien.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114424 autor: Depeche Gristle » 11 wrz 2017, 22:58

Tylko że ja nigdy nie sugerowałem jakoby Depeche Mode mieli wpływ na Jarre'a; po prostu zauważam pewne podobieństwa brzmieniowe, co nie oznacza, że JMJ inspirował się twórczością DM - niczego takiego nie twierdzę. W przyrodzie tego typu podobieństwo określa się mianem Konwergencji.

Timothy Leary & Ash Ra Tempel - Seven Up, 1972;
******
Style: krautrock, rock psychodeliczny, rock eksperymentalny, kosmische musik, rock elektroniczny, drone, musique concrète, blues rock, noise, dark wave, cold wave, industrial
Obrazek

Cabaret Voltaire - Archive #828285 Live, 2013;
******
Style: new wave, rock industrialny, rock psychodeliczny, rock eksperymentalny, rock elektroniczny, synthpop, dark wave, cold wave, funk, jazz, krautrock, postpunk, noise, ambient, future pop
Obrazek


Seven Up - trzeci studyjny album Ash Ra Tempel nagrany wspólnie z ikoną, i zarazem ojcem chrzestnym ruchu hippisowskiego, amerykańskim filozofem, pisarzem , psychologiem i profesorem Harvardu Timothym Leary, który po ucieczce z więzienia San Luis Obispo w Kalifornii we wrześniu 1970 roku (gdzie odbywał karę za posiadanie narkotyków), przebywał w Szwajcarii i nawiązał współpracę z Ash Ra Tempel, wraz z zespołem we wrześniu 1972, podczas festiwalu w Bernie oraz w Sinus Studios w Bernie dokonano nagrań materiału do albumu Seven Up, do którego nagrania zaangażowano całą rzeszę artystów, w tym m.in. Briana Barritta (współautor tekstów razem z Timothym Leary), Liz Elliott, Bettinę Hohls czy Dietera Dierksa, który, oprócz gry na syntezatorze, wraz z Rolfem-Ulrichem Kaiserem był współproducentem i inżynierem dźwięku na albumie.
Album Seven Up, którego nazwę zaczerpnięto od puszki słynnego napoju energetycznego 7Up, którego szyld przerobiono na LSD, ukazał się w 1973 roku; jego zawartość składała się z dwóch różnych od siebie suit po każdej ze stron krążka.
Stronę A stanowiła 16-minutowa kompozycja Space, na którą składały się cztery quasi-piosenki - I. Downtown, II. Power Drive, III. Right Hand Lover, IV. Velvet Genes - w duchu hippisowskiej psychodelii lat 60 z elementami bluesa i funku, poprzedzielane zostały eksperymentalną muzyką elektroniczną i konkretną w duchu Karlheinza Stockhousena i Vladimira Ussachevsky'ego oraz eksperymentalno-kosmicznej elektroniki przełomu lat 60 i 70 z licznymi syntezatorowymi hałasami, zgrzytami, wibracjami i przestrzennymi zapętleniami, które oscylowały utwór muzycznie w kierunkach od stylu drone, przez kosmische musik, po wczesne formy industrialu.
Drugą część albumu stanowi 21-minutowa suita Time, w której - w odróżnieniu od Space - jest niezwykle mało wokali, prawie w całości instrumentalna, i tylko gdzieniegdzie pojawiają się deklamacje. Kompozycja składa się z trzech eksperymentalnych, połączonych ze sobą części - I. Timeship, II. Neuron, III. SHe (Live from "The Bern Festival"). Całość jest podróżą przez bezmiar międzygalaktycznej przestrzeni, reprezentowanej przez szyntezatorowe pejzaże, odległe riffy gitary i gitary basowej, wibracje i pulsy, które z czasem łączą się z psychodelicznym brzmieniem organów elektrycznych i odległymi wokalizami; sekcji rytmicznej bądź nie ma, bądź jest niezwykle powolna i równie odległa, całościowo nadając utworowi klimatu z albumu Tangerine Dream - Alpha Centauri. I chociaż w połowie trwania, kompozycja na chwilę przyśpiesza przy wtórze narkotycznych deklamacji oraz odległych sekcji perkusyjnych i gitarowych do formy transowego art.-rocka, to kompozycja znów szybko wraca do klimatu syntezatorowo-organowego kosmische musik z odległymi wokalizami i partiami gitary, pozbawiona sekcji rytmicznej, która z czasem się pojawia, choć jest odległa i przytłumiona. Pod koniec cała muzyka powoli przechodzi w brzmienie generatora połączone z białymi szumami, które są zwieńczeniem całego utworu. Pełna psychodela.
Przełom lat 60 i 70 jest chyba najlepszym okresem w dziejach muzyki, gdzie powstawały takie narkotyczne wizje jak m.in. album Seven Up, które trafiały do szerokiego kręgu odbiorców. Takiej sytuacji nie było nigdy przedtem, ani nigdy potem.


Archive #828285 Live - trzypłytowe wydawnictwo Cabaret Voltaire, które ukazało się 30 września 2013 roku, zawierające archiwalny materiał koncertowy zespołu z lat 1982-85, niewydany wcześniej oficjalnie na żadnym krążku.
Dysk pierwszy zawiera występ w Warehouse w Liverpoolu z dnia 12.06.1982, który otwiera eksperymentalny, psychodeliczno-industrialny, w duchu The Velvet Underground niealbumowy utwór Eddies Back z częstą zmianą rytmu utworu i deklamacjami - od łagodnych po ostre - utwór jest bliski wersji studyjnej.
Over And Over zaprezentowany jest we wczesnej postpunkowej formie z niezwykle ubogą jeszcze warstwą liryczną.
Bardzo bliski wersji studyjnej jest też albumowy utwór This Is Entertainment z mocniej zaznaczoną sekcją rytmiczną podkreślaną udziałem żywych bębnów.
Mocno eksperymentalny wstęp ma niezwykle rzadki numer You Can See It, potem utwór przechodzi w kolaborację funku i psychodelii z zabójczymi uderzeniami żywej perkusji.
Gut Level z wyraźną perkusją elektroniczną uzupełnianą o żywe bębny, łączy w sobie elementy new wave, funku, jazzu i psychodeli.
Diskono to industrialny puls połączony z elementami jazzu i new wave w zabójczym funkującym tempie żywej perkusji i krzykliwymi niskimi deklamacjami Spephena Mallindera.
Yashar (Version), w skróconej formie, różni się znacznie od wersji studyjnej przede wszystkim brakiem orientalnego charakteru muzyki, zastąpionego przez solówki organów Vox Continental i obecnością tekstu i wokalu w postaci krzykliwej i niskiej deklamacji.
Walls Of Merseyside jest utworem na bazie studyjnego Walls Of Jericho; w wersji Walls Of Merseyside brak jest charakterystycznego syntezatorowego industrialnego pulsu, za to mocniej tu brzmi gitara basowa, pojawiają się riffy gitarowe, zaś niemal przez cały utwór, który nabiera bardziej postpunkowego charakteru względem wersji studyjnej, rozbrzmiewa syntetyczne dzwonienie o niejednostajnym natężeniu i prędkości.
Występ kończy lodowaty i mroczny ambientowy soundtrack DV Decay 2.
Dysk drugi zawiera materiał z występu w Sheffield Lyceum z dnia 27.08.1982, ze skróconą setlistą koncertową.
Występ otwiera psychodeliczno-industrialny The Shadow, po trochu w klimatach z The Voice of America, Johnny Yes No i 2 x 45. Szybki puls automatu perkusyjnego w stylu afrykańskich ludowych rytmów współgra z transowym brzmieniem gitary basowej, zaś w tle słychać sample dialogów, motywy klawiszowe i riff przesterowanej gitary Richarda Kirka, całość uzupełnia krzykliwa deklamacja. The Shadow jest jedyną zmianą w setliście względem występu w Liverpool Warehouse, bowiem numer The Bells jest de facto tym samym utworem, co You Can See It. Różnice pojawiają się w tytule i bardziej wyostrzonych dźwiękach w eksperymentalnym wstępie.
Pozostałe utwory: Over And Over, Gut Level, Diskono, Walls Of Sheffield i DV Decay 3 różnią się tylko nieznacznie (głównie czasem trwania) od wersji zagranych w Liverpoolu, zaś dwa ostatnie numery cechuje zmiana tytułów, odpowiednio z Walls Of Merseyside na Walls Of Sheffield i DV Decay 2 na DV Decay 3.
Trzeci dysk zawiera występ w Toronto z dnia 05.05.1985, na którym Cabaret Voltaire prezentują numery głównie - poza introdukcją Mao Muzak Intro i utworem kończącym Strange Outro - z The Crackdown, Micro-Phonies i Drinking Gasoline, w tym największe i najbardziej rozpoznawalne kultowe numery zespołu: Crackdown, Sensoria, Animation, Big Funk, Sleepwalking, Ghost Talk, Kino i Do Right w wersjach bliskim wersjom studyjnym, tylko nieco bardziej surowszych brzmieniowo i niekiedy z większą ilością żywej perkusji, gitary i basu. Najciekawszym numerem wydaje się być niezwykle rzadki rarytas, niealbumowy synthpopowo-nowofalowy numer Doin Time z silnym kołyszącym syntezatorowym pulsem, mocnymi uderzeniami perkusji, przeciągłymi solówkami gitary, noise'owymi wstawkami i new wave'owym wokalem Mallindera, który część fraz wprost wycharczał.
Całość kończy wspomniane Strange Outro - 10 minut powtarzającej się chłodnej sekwencji klawiszowej uzupełnionej o noise'owe wstawki i sample dialogów - wszystko przy akompaniamencie aplauzu publiczności.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114432 autor: Depeche Gristle » 19 wrz 2017, 13:02

The Prodigy - Experience, 1992;
*****
Style: house, drum and bass, jungle, future pop, cold wave, minimal, electro,
ambient, hip hop, electro pop, reggae, experimental

Obrazek

7JK - Ride The Solar Tide, 2016;
******
Style: new wve, synthpop, cold wave, dark wave, industrial, synth rock, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, ebm, rock symfoniczny
Obrazek

Jean Michel Jarre - Revolutions, 1988;
*****
Style: rock elektroniczny, synthpop, cold wave, industrial, future pop, rock symfoniczny, dark wave, ambient, neofolk, minimal, electro, jazz, experimental
Obrazek


Zee - Identity, 1984;
******
Style: new wve, synthpop, electro funk, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, cold wave, neofolk, soul
Obrazek


Experience - debiutancki album formacji The Prodigy, który ukazał się 28 września 1992 roku, choć jego początki sięgają de facto roku 1989, kiedy z USA do Londynu przywędrowała moda na Acid House, którym zafascynował się Liam Howlett zakładając The Prodigy początkowo będące jego solowym projektem, do którego z czasem dołączyli Leeroy Thornhill, Keith Flint i Maxim Reality. W 1990 krótko z zespołem występowała wokalistka Sharky. Jednak we wczesnych latach i na pierwszych dwóch albumach główną postacią w zespole odpowiedzialną za jego wizerunek muzyczny i brzmienie był klawiszowiec Liam Howlett.
Debiutancki album The Prodigy - Experience był w dużej mierze efektem fascynacji muzyków kulturą DJ-ów z Detroit i acid house'em, jednakże The Prodigy zaproponowali zupełnie nową, rewolucyjną odmianę techno, czego próbkę dostarcza już otwierający album utwór Jericho, łączący tradycyjny acid house z szybkim jungle'owym beatem i elementami hip-hopu.
Jednak charakterystyczne brzmienie będące wizytówką wczesnego The Prodigy otrzymujemy w następnym numerze - Music Reach (1/2/3/4) prezentującym acid house połączony z zabawnym 8-bitowym brzmieniem rodem z futurystycznych gierek na Atari i Commodore 64 i pędzącym w szalonym tempie Drum & Bassu rytmem oraz z wokalami do skromnych jednozdaniowych tekstów. Ten schemat powtarza się w większości utworów na płycie: Your Love (Remix), Hyperspeed (G-Force Part 2), Charly (Trip into Drum and Bass Version), Fire (Sunrise Version - z wykorzystaniem sampli z twórczości Arthura Browna), Ruff in the Jungle Bizness oraz w singlowych przebojach albumu Wind It Up i Out of Space, który został oparty na standardzie reggae Maxa Romero - "I Chase The Devil". Wind It Up i Out of Space stały się pierwszymi wielkimi przebojami singlowymi The Prodigy, przynosząc zespołowi sławę w Europie.
Bardziej tradycyjną acid-house'ową formę, choć w morderczym tempie z domieszką 8-bitowego brzmienia dostarcza inny singlowy przebój albumu - Everybody in the Place (155 and Rising).
Zupełnie nieoczekiwanym wytchnieniem od morderczego tempa jest utwór Weather Experience będący zapowiedzią twórczości na następnej płycie zespołu - Music for the Jilted Generation. Pierwsza część kompozycji prezentuje klimat spokojnego electropopu w stylach z twórczości Jeana Michela Jarre'a oraz schyłkowego Cabaret Voltaire i solowego Richarda H. Kirka z przepiękną ambientową melodią; w drugiej części utwór przechodzi w klimat house'owo-drum and bassowy.
Album kończy utwór koncertowy Death of the Prodigy Dancers z popisową gardłową partią wokalną Maxima Reality'ego. Numer jest w klimacie mocnego acid house'u przechodzącego w drum and bass.
Debiut The Prodigy Experience ukazał się w najbardziej nieoczekiwanym momencie; na początku lat 90, w erze dominacji grunge'u i eurodance, szturmem wdarł się na europejskie listy przebojów, docierając do 12 miejsca na liście najlepiej sprzedających się albumów w Wielkiej Brytanii, stając się dla muzyki elektronicznej tym, czym było pojawienie się debiutów Depeche Mode i Soft Cell dekadę wcześniej. Experience zamieszał również na światowej scenie muzycznej stając się, obok debiutu U 96 - Das Boot, pierwszym sukcesem komercyjnym techno, dał początek brytyjskiej scenie rave'owej, Drum and bass i Breakbeat, wpłynął też na niemiecką (i polską) scenę techno.
The Prodigy jednak wcale nie okazali się gwiazdą jednego sezonu jak wielu ówczesnych wykonawców klubowych; The Prodigy w ciągu kilku następnych lat dokonał olbrzymiej zmiany w muzyce, stając się o wiele mroczniejszy i cięższy, kierując się w stylistykę rockową, zespół zyskał milionową rzeszę fanów i status zespołu kultowego, zdobył też poważanie i sympatię w kręgach zespołów rockowych, a nawet metalowych.


Ride The Solar Tide - drugi album polsko-brytyjskiej formacji 7JK, którą w 2011 roku założyli muzycy wrocławskiego zespołu Job Karma - Maciek Frett i Aureliusz Pisarzewski oraz neofolkowy wokalista z Sheffield Matt Howden ukrywający się pod pseudonimem Sieben; od nazwy macierzystych formacji muzyków nazwę zaczerpnęła 7JK, którą w międzyczasie opuścił Aureliusz Pisarzewki, zaś zespół stał się duetem Frett (klawisze / programowanie) - Howden (wokale / skrzypce).
Album powstawał etapowo w dwóch odległych od siebie miejscach; Matt Howden w swoim studiu w Sheffield nagrywał wokale, sample głosów, basy i partie skrzypcowe, a następnie przesyłał je do Maćka Fretta, który w swoim studiu na wrocławskich Sołtysowicach miksował całość wraz z muzyką w gotowe utwory.
W odróżnieniu od debiutanckiego krążka formacji Anthems Flesh, rozbudowanego pod względem gatunkowym, pełnego poszukiwań brzmieniowych, Ride The Solar Tide jest daleka od eksperymentalizmu Job Karmy, w miarę jednolita i spójna gatunkowo; album ma charakter koncepcyjny i traktuje zagadnienie ciemnej energii, czarnych dziur, kosmosu oraz miejsca w nim człowieka, cywilizacji i jej pozaziemskim pochodzeniu oraz jej przyszłości. I chociaż temat, który przewijał się na płytach wielu zespołów wydaje się być już nazbyt przetrawiony, to 7JK w perfekcyjny sposób podaje go w zupełnie nowej formie 10-piosenkowego dokumentu popularnonaukowego, a nawet filmu SF, pozwalając na rozbudzenie ciekawości słuchacza zgłębiającego każdy następny numer albumu.
Premiera albumu Ride The Solar Tide nastąpiła 3 listopada 2016 roku podczas XV Wrocław Indistrial Festiwal, 7JK, otwierając festiwal w Synagodze Pod Białym Bocianem we Wrocławiu, zagrali na żywo cały materiał z nowej płyty.
Album otwiera synthpopowo-industrialny utwór Liftoff For 7JK, który rozpoczynają, poprzedzone podniosłym brzmieniem fortepianu, wsamplowane dźwięki startu rakiety kosmicznej zabierającej słuchacza w podróż przez album. Utwór jest niemal instrumentalny; jedynym tekstem jest zaśpiewana po kilkakroć tytułowa fraza albumu - "Ride The Solar Tide".
The Centre Of The Universe, odwołująca się w tytule do niechlubnej historii geocentryzmu obecnego niegdyś w postrzeganiu przez ludzkość kosmosu, ma w sobie klimat industrialnej psychodelii połączonej z klimatami w duchu Joy Division i New Order.
Barry The Astonishing jest melancholijną syntezatorową rockową balladą, w której rolę gitarowych riffów pełnią przeciągłe partie skrzypiec; klimat tworzy też opatrzony dramatyzmem wokal Matta Howdena, przechodzący niekiedy w deklamacje. W podobnym tonie przedstawia się Slow Flow Snowflake, choć opatrzony jest industrialnym pulsem i odległym, bardzo niskim dźwiękiem syntezatora. Słychać tu też dźwięki akustycznej gitary!
Dark Energy z chłodną i mroczną elektroniką oraz przetworzonymi dźwiękami maszyny do pisania przypomina klimaty Depeche Mode z albumów Some Great Reward lub Black Celebration; nawet wokal Matta oscyluje gdzieś w stylu Dave'a Gahana. Klimat podniosłości podkreślają przetworzone solówki skrzypiec przypominające tu bardziej gitarowe riffy.
Nieco depresyjny Guidance Is Internal z chłodnym wokalem przypominającym trochę Blixa Bargelda, jest kolaboracją new wave w stylu wczesnego Joy Division, wsampolwanych dialogów i efektów dźwiękowych rodem z Cabaret Voltaire i folkowego brzmienia skrzypiec.
Black Hole Entropy, najbardziej elektronicznie brzmiący numer albumu, jest połączeniem EBM-u z industrialnym pulsem. Muzyka tego utworu została wykorzystana jako dżingiel XV Wrocław Industrial Festiwal.
Nieco awangardowa, synthowo-industrialna piosenka The Next Great Page Turn posiada w sobie klimaty i wczesnego D.A.F. i Einstürzende Neubauten, ale przede wszystkim Depeche Mode; klimat nkompozycji przypomina To Have and to Hold z albumu Music for the Masses.
Również klimatami Depeche Mode, ale bardziej współczesnymi zaskakuje Undergrowth, z transowym pulsem syntezatora, syntetycznymi efektami, chłodnymi pejzażami klawiszy oraz wokalem współgrającym z solówkami skrzypiec. Piosenka ma niezwykle przebojowy charakter radiowego hitu, w zasadzie pełnego ekspresji hymnu.
Kończący album Starseed z gościnnym udziałem Hanny Stubbs (deklamacje), jest idealnym podsumowaniem albumu. Kompozycja jest synthpopową pieśnią, w której słychać echa dawnego space rocka uwydatnionego brzmieniem przetworzonych do roli gitarowych solówek skrzypiec.


Revolutions - album Jeana-Michela Jarre’a, który ukazał się w sierpniu 1988, poświęcony został wszystkim rewolucjonistom, dzieciom rewolucji i rewolucji, która była nieodzownym czynnikiem najnowszej historii cywilizacji, poczynając od rewolucji francuskiej i amerykańskiej, przez przemysłową, muzyczną i komputerową, po islamską.
Odwołanie do rewolucji przemysłowej, która nastąpiła pod koniec XVIII wieku rozpoczyna utwór Industrial Revolution Ouverture, w którym motyw przewodni stanowi metaliczny odgłos imitujący pracę robotników uderzających ciężkimi narzędziami; utwór wznosi się do podniosłej melodii, by powoli wyciszyć się wśród syntetycznych industrialnych dźwięków imitujących pracę młotów pneumatycznych i podobnego ciężkiego sprzętu.
Kontynuacją hołdu dla rewolucji przemysłowej jest Industrial Revolution Part 1 - składowa trzyczęściowej suity - której eksperymentalny początek przypomina bardziej dokonania Throbbing Gristle, z niskim i transowym brzmieniem syntezatora, na którego tle słychać dźwięki maszyny parowej i koparki, w drugiej części utwór wznosi się do poziomu syntezatorowej symfonii (na moment przerwanej przez sapanie maszyny parowej). Początki tego stylu można było usłyszeć już na poprzednim albumie Jarre'a - Rendez-Vous. Utwór kończy krótkie, powolne industrialno-symfoniczne interlude. Industrial Revolution Part 2 ma charakter synthpopowo-symfonicznej miniatury, z kolei Industrial Revolution Part 3 wyraźnie zwalnia do ciężkiego powolnego rytmu ciężkiej pracy robotników, w którego tle ciągle słychać sapanie maszyny parowej. Całość rozbudowana jest o chłodne brzmienia syntezatora i podniosłe klawiszowe solówki imitujące riffy rockowej gitary. Trzyczęściową suitę kończy króciutkie, efektowne eksperymentalne interlude.
London Kid jest lekkim przebojowym synthpopowym numerem z chwytliwą gitarową zagrywką i chłodnym klawiszem; utwór jest hołdem dla XVIII i XIX londyńczyków obsługujących pierwsze maszyny przemysłowe.
Revolution, Revolutions jest odwołaniem do odwiecznej arabskiej rewolucji islamskiej; utwór rozpoczyna orientalny wstęp muzyki arabskiej, nieco w stylu twórczości Ennio Morricone, po czym kompozycja rozwija się w neofolkową formę transowego synthpopu z orientalnymi elementami muzyki arabskiej okraszonej arabskimi zaśpiewami i robotycznymą deklamacją przetworzoną przez vocoder grą słów "zgodność - sprzeczność". Utwór jest największym przebojem płyty,
Przeciwwagą dla London Kid jest Tokyo Kid; pierwszy z utworów oddaje hołd londyńskim operatorom pierwszych maszyn, zaś drugi oddaje hołd tokijskim operatorom tych najnowszych maszyn - komputerów i supernowoczesnych samochodów. W warstwie muzycznej kompozycja jest połączeniem synthpopu z jazzowymi dźwiękami saksofonu; utwór przypomina nieco klimatem dokonania Cabaret Voltaire z albumu 2 x 45.
Computer Weekend jest kolaboracją cukierkowej future popowej melodii, synthpopu i symfonicznych partii klawiszy, w tle słychać szum morskich fal, a pod koniec także dźwięki młynka elektrycznego i cykanie świerszcza.
September będący połączeniem pogodnego synthpopu z afrykańskimi wokalizami Mireille Pombo i malijskiego chóru żeńskiego jest hołdem dla południowoafrykańskiej aktywistki ANC Dulcie Evonne September zamordowanej w marcu 1988 roku przez reżim apartheidu.
Album kończy symfoniczny, nieco w stylu Vangelisa, patetyczny L'Emigrant, bowiem rewolucje często powodowały także fale emigracji, toteż utwór dedykowany jest ofiarom rewolucji, które z jej powodu musiały opuścić swój dom - i często kraj - tracąc cały dobytek.
Album Revolutions, choć spotkał się z falą krytyki, odniósł ogromny sukces komercyjny docierając do 2 miejsca UK Charts, listy najlepiej sprzedających się albumów. Był też najlepiej sprzedającym się albumem Jeana-Michela Jarre’a od czasów Oxygene.


Identity - pierwszy, i jedyny, album efemerycznej formacji Zee wydany 9 kwietnia 1984 roku.
Zee zostało założone w 1983 roku przez klawiszowca Pink Floyd Richarda Wrighta - skłóconego z macierzystym zespołem i będącego poza nim od 1979 roku - oraz wywodzącego się z synhpopowego zespołu Fashion wokalistę Dave'a Harrissa.
Dominującym instrumentem Zee stał się najnowocześniejszy w tamtym czasie syntezator Fairlight CMI, toteż muzyka na Identity mocno oscylowała w kierunku synthpopu.
Album otwiera singlowy Cönfüsiön w klimacie synthpopu z elementami funku w stylu Cabaret Voltaire z płyt Micro-Phonies i Code oraz new wave'owym wokalem Dave'a Harrissa.
Prawdziwymi majstersztykami płyty są powoli rozwijające się numery; pierwszym z nich jest chłodna, przesycona aurą tajemniczości ballada Vöices mająca w sobie - także wokalnie - coś z klimatu Johna Foxxa. Pod koniec piosenki pojawiają się długie solówki gitar w stylu Gilmoura będące cechą charakterystyczną niemal wszystkich kompozycji płyty.
Priväte Persön z kolei jest numerem oelectro-funkowym rodowodzie, trochę w stylu muzyki z Future Shock Herbiego Hancocka; wokalnie Dave'a Harrissa wspomagają chórki w stylu lat 60.
Stränge Rhythm to kolejny powoli rozwijający się utwór budujący napięcie, mający w sobie klimat Johna Foxxa, jednakże w odróżnieniu od Vöices, Stränge Rhythm jest energicznym, soczyście synthpopowym numerem z transowym syntezatorowym pulsem przechodzącym niekiedy w krótkie fazy rytmów afrykańskiej muzyki ludowej podkreślanych przez silne folkowe uderzenia perkusji i sample ludowych zaśpiewów. Pod koniec utworu pojawiają się funkowe zagrywki gitary.
W klimatycznej elektroniczno-rockowej balladzie Cüts Like Ä Diämönd odżywają klimaty rodem z Pink Floyd; tu utwór również rozwija się powoli budując klimat, od łagodnych nieco psychodelicznych brzmień klawiszowych, po rock elektroniczny z dramatycznym klimatem i długimi solówkami gitary; kompozycja do złudzenia przypomina muzykę Pink Floyd z lat 70.
By Töüching jest przebojowym synthpopowym i funkującym wytchnieniem od aury
tajemniczości i depresji; w piosence słychać klimaty przypominające brzmienia Thompson Twins, Cabaret Voltaire, Herbiego Hancocka i Kraftwerk. Utwór finalizują długie solówki gitarowe, z kolei Höw Dö Yöü Dö It jest zdecydowanie bardziej funkową piosenką w stylu Herbiego Hancocka.
Doskonale wieńczący album Seems We Were Dreäming jest kolejną balladą budującą nastrój tajemniczości, od błogiego, z lekka depresyjnego soulu, przez szybką i dramatyczną psychodelę w klimacie lat 60, by znów wrócić do stanu błogiej psychodeliczno-soulowej depresji, tworząc niesamowity efekt końcowy.
Mimo nagrania bardzo dobrego albumu Identity, na którym połączono synthpop z klimatami psychodelii, już w 1985 roku Richard Wright, który zresztą wkrótce powrócił do Pink Floyd, rozczarowany brakiem sukcesu komercyjnego albumu i niezadowolony z prezentowanego materiału, uznał iż album jest - jak się wyraził - eksperymentalną pomyłką, postanowił nie kontynuować już twórczości pod szyldem Zee, definitywnie rozwiązując formację.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

Studio Nagrań : Zastrzeżenia