Ogłoszenie
Studio Nagrań zostało przebudowane i uruchomione w oparciu o najnowsze dostępne skrypty phpBB. W procesie konwersji z dotychczasowej wersji ("by Przemo") mogły wystąpić drobne błędy. W przypadku dostrzeżenia jakichkolwiek nieprawidłowości proszę informować Administrację.

RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

tommsonn
Stary wyga
Posty: 361
Rejestracja: 21 sie 2008, 12:35
Lokalizacja: WMG
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Re: Czego teraz słuchacie

Post #113699 autor: tommsonn » 17 lis 2016, 20:43

Ostatni post z poprzedniej strony:

Magic Fly nie jest jednak w gronie muzyki zapomnianej. Space stworzyło przebój i to jest fakt.


pozdrawiam
TomekS

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 359
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #113701 autor: Sublime » 17 lis 2016, 21:08

Przebój przebojem, ale dzisiaj pewnie już częściej znajdziemy nowych fanów twórczości Klausa Schulze niż Space. Lata świeżości już dawno minęły, dzisiaj wraz z obrazem całość trąci myszką, aż czuć z dalszej odległości.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 860
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #113703 autor: PM7 » 17 lis 2016, 23:52

00adamek pisze:
PM7 pisze:
... Bardziej się napracowałeś pisząc ten tekst, niż Space tworząc album Magic Fly, jeśli nie liczyć ustawienia syntezatorów. A teledysk do tytułowego utworu to kabaret i tandeta.


Hmm, ... Piszesz to z pozycji muzyka, realizatora, producenta czy twórcy teledysków ...


A żeby o tym się wypowiedzieć, to muszę być malarzem?

Obrazek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 860
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #113704 autor: PM7 » 17 lis 2016, 23:54

Sublime pisze:Przebój przebojem, ale dzisiaj pewnie już częściej znajdziemy nowych fanów twórczości Klausa Schulze niż Space. Lata świeżości już dawno minęły, dzisiaj wraz z obrazem całość trąci myszką, aż czuć z dalszej odległości.


Swego rodzaju trącenie nie jest takie złe. Space "Air Force" nadal lubię i nie widzę powodu żeby sterylny, szklany dźwięk współczesnych produkcji uważać za lepszy.
Skądinąd, nie aż taki prosty utwór, ale to akurat pomijam.

Nie mam nic przeciwko Space, muzyka rozrywkowa odgrywa ważną rolę w życiu ludzi. Skoro jednak rzecz była o muzyce stworzonej dla rozrywki to uległem pokusie żeby wskazać na ironię tej sytuacji, bo rzecz wydała mi się zabawna. :wink:

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

00adamek
Zaawansowany
Posty: 119
Rejestracja: 12 lip 2004, 17:23
Lokalizacja: Dobra k.Szczecina
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: dużo by wymieniać ...
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 55
Status: Offline

Post #113705 autor: 00adamek » 18 lis 2016, 12:00

PM7 pisze:A żeby o tym się wypowiedzieć, to muszę być malarzem?


Malarzem nie, ale jeśli jesteś w stanie, określić czas na napisanie recenzji i czas na ustawienie syntezatorów do nagrania ww. płyty i to porównać, to tak. 8)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1710
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #113706 autor: Stefan » 18 lis 2016, 12:22

PM7 pisze:
Depeche Gristle pisze:

Magic Fly - wydany w kwietniu 1977 roku debiutancki album francuskiej


Bardziej się napracowałeś pisząc ten tekst, niż Space tworząc album Magic Fly, jeśli nie liczyć ustawienia syntezatorów.
A teledysk do tytułowego utworu to kabaret i tandeta.


Pamiętam te kawałki grane w PRL-owskim radiu w latach 70-tych. Miały niepowtarzalny urok - naprawdę niespotykane brzmienie (tak jak niektóre kawałki disco w tamtym okresie). Wykazali się odwagą i pomysłowością. Jako jedni z pierwszych zaaranżowali utwór na zespół: 3 syntezatory plus bębny. W porównaniu z nimi Kapitan Nemo (10 lat później) to była żenada. Pionierów trzeba raczej wychwalac a nie wysmiewać :hi:
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.
https://www.facebook.com/pages/D%C3%9CSSELDORF/267666756583471?fref=ts

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 860
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #113707 autor: PM7 » 18 lis 2016, 16:57

00adamek pisze:
PM7 pisze:A żeby o tym się wypowiedzieć, to muszę być malarzem?


Malarzem nie, ale jeśli jesteś w stanie, określić czas na napisanie recenzji i czas na ustawienie syntezatorów do nagrania ww. płyty i to porównać, to tak. 8)


Pisałem o nakładzie pracy, nie czasie. Analogi bez presetów trochę wymagają więc je wyłączyłem z porównania.
Autor recenzji musiał pozbierać informacje i zastanowić się co chce napisać oraz to wykonać.
W przypadku takiego albumu jak Magic Fly, średniej klasy muzycy powinni móc wejść, zaimprowizować ad hoc nagrywając cały album i wyjść po 32-35 minutach pracy.

Stefan, ja nie wyśmiewam. Sam lubię sobie dla rozrywki czasem podobne rzeczy zagrać. A to że sami nie traktowali sprawy poważnie, pokazali w tytułowym teledysku. :wink: A takie stwierdzenie padło na forum już lata temu.
https://www.youtube.com/watch?v=B2Y7ESqe6lM

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

micro-macro
Stary wyga
Posty: 205
Rejestracja: 16 sty 2007, 16:39
Lokalizacja: Stargard
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #113709 autor: micro-macro » 20 lis 2016, 5:19

PM7 pisze:
Depeche Gristle pisze:

Magic Fly - wydany w kwietniu 1977 roku debiutancki album francuskiej


Bardziej się napracowałeś pisząc ten tekst, niż Space tworząc album Magic Fly, jeśli nie liczyć ustawienia syntezatorów.
A teledysk do tytułowego utworu to kabaret i tandeta.


Magic Fly fajny, teledysk okropny. Ale... Kto mi poda przykład dobrego (dla mnie znaczy to pięknego) teledysku? Nie wiem, ale realizatorzy teledysków uparli się, że klip powinien opowiadać coś, jakaś historyjkę, najczęściej wychodzą jakieś tandentne potworki albo nie wiadomo co. Mam tu na myśli teledyski do muzyki w ogóle. Podobnie rzecz się ma z okładkami płyt. Przykład: J.M.Jarre "Oxygene". Nie dość, że tandeta, to przyprawia o mdłości. A muzyka piękna. Okładki do dwóch płyt z serii "Oxygene". Zdecydowanie wolę okładkę "Magnetic Fields" czy "Revolutions". Lepiej jest u Klausa Schulze. Do muzyki elektronicznej,instrumentalnej,ilustracyjnej zamiast jakichś trudno zrozumiałych, a często po prostu brzydkich grafik, dawałbym zwyczajnie piękne zdjęcia pejzaży. Szczytem brzydoty i tandety jeśli chodzi o okładkę jest dla mnie grafika z kasety "Fantasy Music" M. Hertla. Pamięta ktoś? Mam nadzieję, że przy ewentualnej płytowej edycji już nie będzie tego straszydła.

Czego teraz słucham? K. Schulze "People I know (Concert 1977)"

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 860
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #113710 autor: PM7 » 20 lis 2016, 13:52

Space Cats: Magic Fly
https://www.youtube.com/watch?v=J7UwSVsiwzI

Z jednej strony fajny żart. Z drugiej, te miałknięcia dopiero wydobywają z tej molowej melodii jej smutny charakter.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 359
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #113711 autor: Sublime » 20 lis 2016, 14:37

PM7 pisze:Swego rodzaju trącenie nie jest takie złe. Space "Air Force" nadal lubię i nie widzę powodu żeby sterylny, szklany dźwięk współczesnych produkcji uważać za lepszy.
Skądinąd, nie aż taki prosty utwór, ale to akurat pomijam.

Nie mam nic przeciwko Space, muzyka rozrywkowa odgrywa ważną rolę w życiu ludzi. Skoro jednak rzecz była o muzyce stworzonej dla rozrywki to uległem pokusie żeby wskazać na ironię tej sytuacji, bo rzecz wydała mi się zabawna. :wink:


W tak oczywistym przypadku trącenia nie traktowałbym jako coś złego czy dobrego. To po prostu fakt, którego artyści powinni być świadomi po jakimś czasie. W tego względu mi to nie przeszkadza. Po prostu całą produkcję traktuję jako komiczną i niewartą uwagi.

micro-macro pisze:Podobnie rzecz się ma z okładkami płyt. Przykład: J.M.Jarre "Oxygene". Nie dość, że tandeta, to przyprawia o mdłości. A muzyka piękna. Okładki do dwóch płyt z serii "Oxygene". Zdecydowanie wolę okładkę "Magnetic Fields" czy "Revolutions". Lepiej jest u Klausa Schulze. Do muzyki elektronicznej,instrumentalnej,ilustracyjnej zamiast jakichś trudno zrozumiałych, a często po prostu brzydkich grafik, dawałbym zwyczajnie piękne zdjęcia pejzaży. Szczytem brzydoty i tandety jeśli chodzi o okładkę jest dla mnie grafika z kasety "Fantasy Music" M. Hertla. Pamięta ktoś? Mam nadzieję, że przy ewentualnej płytowej edycji już nie będzie tego straszydła.


W kwestii akurat okładki Tlenu mam inne zdanie, ale gdy spojrzymy na całokształt twórczości różnorakich grafików, to poza kilkoma wyjątkami efekty były, delikatnie mówiąc, odpychające i kiczowate. Niestety, dzisiaj jest podobnie.

Obok całkiem zgrabnej szaty graficznej płyt wydawanych przez Generatora i GAD Records, pojawiają się gnioty w stylu okładek TD z ostatnich 15 lat, dwóch okładek JMJ do Elektroniki czy mój ulubiony projekt do "The Breakfast Event" Detlefa Kellera. Pomysł na taką okładkę mógłbym porównać do chęci chwalenia się swoimi siłami zbrojnymi przez jakiś słabszy kraj typu San Marino czy Liechtenstein, który swoją drogą nawet własnych wojsk nie ma. Nie ma co, trochę tych gniotów było i wciąż nadchodzą nowe.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

fantomasz
Habitué
Posty: 8148
Rejestracja: 02 kwie 2004, 15:14
Lokalizacja: Uniejów
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Kraftwerk, Laibach, 2+1, ABBA
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #113714 autor: fantomasz » 21 lis 2016, 20:15

Depeche Gristle pisze:Album Magic Fly do dziś jest ikoną i kultową płytą lat 70, co więcej; muzycy Space, którzy inspirowali się twórczością Kraftwerk, sami wpłynęli na twórczość Kraftwerk, która dotąd charakteryzowała się chłodem, natomiast brzmienie i wręcz taneczny wyraz utworów na albumie Kraftwerk - The Man Machine (1978 - w szczególności utwory Space Lab, Metropolis, The Model i Neon Lights), mają swoje źródło inspiracji niewątpliwie w Magic Fly.

Marcin, czy to jest Twoja osobista teza, czy istnieje jakieś ówczesne (czy późniejsze źródło) to potwierdzające? Jestem ciekaw, bo w żadnej znanej mi literaturze nie znalazłem sugestii związku TMM z Magic Fly. Chyba, że mnie pamięć zawodzi.
A swoją drogą utwór rzeczywiście genialny.
Kraftolog f.
--
Ostatnio z propozycją współpracy zwrócił się do nas sam Michael Jackson. Oczywiście odmówiliśmy (Kraftwerk, 1985).

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #113717 autor: Depeche Gristle » 21 lis 2016, 23:43

Jest to moje przypuszczenie. Warto pamiętać, że w 1977 roku Magic Fly był wielkim przebojem. W Kraftwerk na The Man Machine po raz pierwszy w roli kompozytora muzyki zadebiutował Karl Bartos, który był zwolennikiem bardziej komercyjnego czy wręcz przebojowego charakteru muzyki. Wpływ Bartosa na brzmienie tej płyty wydaje się dość znaczący; wystarczy porównać chłodny i surowy TEE z ciepło funkującym i zupełnie przystępnym TMM. I teraz warto porównać The Man Machine z Magic Fly (całym albumem), podobieństwo w sekcji rytmicznej jest znaczne. W szczególności dotyczy to, nomen-omen, Space Lab, w którym słychać wiele podobnych analogowych "kosmicznych" dźwięków syntezatora. Nie wiem czy to przypadek. Najlepiej byłoby dowiedzieć się u źródła, ale muzycy Kraftwerk zawsze byli powściągliwi w ujawnianiu swoich inspiracji muzycznych.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1710
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #113719 autor: Stefan » 22 lis 2016, 10:18

No bo to było podówczas poletko do zagospodarowania :hi: Kto był pierwszy - ten przechodził do historii. Mniej więcej w tym czasie, oprócz wspomnianych, powstały też takie perełki jak Human League "Reproduction" (z ambitniejszych rzeczy) a nurcie disco słynny "Popcorn" :wink:
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.

https://www.facebook.com/pages/D%C3%9CSSELDORF/267666756583471?fref=ts

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 359
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #113875 autor: Sublime » 05 gru 2016, 23:45

Autechre - Envane

Moim skromnym zdaniem to najlepsza EPka w dorobku tego duetu i jedna z lepszych produkcji elektronicznych lat 90. Z biegiem czasu wydaje się być dość przełomowa - słychać na niej patenty, które były później rozwijane przez wielu innych, nowszych artystów. Całkiem atrakcyjne połączenie industrializujących sampli, typowej dla IDM stylistyki i cały czas narastającego od samego początku w dyskografii Autechre odhumanizowania. Nigdy później nie było tak emocjonalnie, a jednocześnie tak surowo i chłodno. A przecież za miesiąc minie 20 lat od wydania tego krążka....
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

jman
Beton
Posty: 977
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #113880 autor: jman » 06 gru 2016, 11:26

Autechre - Envane. Moim skromnym zdaniem to najlepsza EPka w dorobku tego duetu i jedna z lepszych produkcji elektronicznych lat 90.


To chyba z sesji Chiastic Slide. Pamiętam, że kiedy w 1997 kupiłem tę kasetę i włączyłem ją, wrażenie było dziwne: z jednej strony pomyślałem, że nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś takiego, z drugiej klimat jednak był bardzo odpychający. I do dziś mam taką ambiwalencję odnośnie tego okresu (i całego późniejszego) Autechre.

Dla mnie Autechre to Amber i Tri Repetae :-)

Pozdrawiam,
Krzysiek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 359
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #113886 autor: Sublime » 06 gru 2016, 18:00

Envane i Chiastic Slide to chyba ostatnia okazja, w której możemy usłyszeć starego ducha Autechre. Potem już tylko Oversteps. ;)

Sam duet poznałem dwa lata temu - i świetnym pomysłem było konsekwentne chronologiczne poznawanie produkcji Brytyjczyków. Dzięki temu pewne zmiany w brzmieniu potrafiłem docenić (LP5, Untitled, Exai), choć nie zawsze jest to muzyka, którą da się lubić. (cała chmara płyt z lat 1999-2003).

Ten pierwszy etap twórczości właśnie do Chiastic Slide jest najłatwiejszy do przetrawienia, ale wtedy też właśnie powstawała najlepsza muzyka, a Amber to już w ogóle jedna z ciekawszych płyt w ogóle w elektronice. Moim osobistym wyborem jest właśnie Envane, choć zdaje sobie sprawę, że to dość przewrotna opinia.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #113957 autor: Depeche Gristle » 13 gru 2016, 1:07

Co. Ro. - The Album, 1993;
*****
Style: new wave, electro pop, synthpop, house, cold wave, eurodance, soul, synth rock, industrial, hip hop
Obrazek

Psyche - Unveiling The Secret, 1986;
******
Style: new wave, synthpop, future pop, cold wave, industrial, postpunk, ebm, noise, synth rock, experimental
Obrazek


The Album - debiutancki i jedyny album w dyskografii CO.RO., włoskiej formacji electro-popowej założonej w 1992 roku przez przypominającego wyglądem Kurta Cobaina Jaya Rolandiego, dysponującego ciekawym mocnym wokalem na pograniczu barytonu i falsetu, klawiszowca, gitarzystę i wokalistę Emanuele "Papsa" Cozziego i klawiszowca Maurizio Rossiego.
Na początku lat 90 italo disco odeszło do lamusa, zaś Włochy, obok Niemiec i Holandii, stały się największym zagłębiem gwiazd gatunku Eurodance, który popularność zyskał na początku lat 90 wypierając italo disco. Jednak CO.RO. nie identyfikowali się z tandetną sceną eurodance, mimo, iż na wczesnym etapie swojej kariery wykorzystywali ten właśnie nurt. Zespół zaprosił do współpracy włoską gwiazdę eurodance, wokalistkę Taleesę, z którą nagrał w 1992 roku singiel Because the Nigh, przeróbkę standardu z repertuaru Bruce'a Springsteena i Patti Smith, która stała się pierwszym przebojem CO.RO. i wielkim przebojem eurodance.
CO.RO. postawili jednak na znacznie ambitniejszą od eurodance odmianę tanecznej muzyki będącej wyraźnie inspirowaną brytyjską sceną synthpopową i new wave lat 80, w szczególności dokonaniami Depeche Mode i Cabaret Voltaire, choć żeby nie tracić eurodance'owej publiki i podbić swoje notowania na listach przebojów, muzycy postanowili kontynuować współpracę z Taleesą podczas nagrywania swojego debiutanckiego krążka zatytułowanego po prostu The Album.
Otwierający album numer Temptation potwierdza fascynację muzyków brytyjskim synthpopem lat 80. Klimat retrospektywnego synthpopu został tu połączony z house'em i nowoczesnym pulsem tanecznego rytmu; całościowo kawałek przypomina nieco wielki dyskotekowy przebój początku lat 90 What is Love w wykonaniu Haddawaya. Kontynuacją obranej linii z Temptation jest kolejny kawałek - 4 Your Love, w którym Rolandi śpiewa w duecie z Taleesą dysponującą silnym wokalem prawie w stylu Cher (prawie robi tu jednak różnicę, choć słychać że dziewczyna się stara, to czasem bliżej jej do innej włoskiej tandeciary - Alexii). 4 Your Love stało się wielkim singlowym przebojem CO.RO.
Over and Over śpiewany przez Emanuele Cozziego, jest jedną z trzech najlepszych piosenek na krążku; to najbardziej synthpopowy numer płyty, w którym wyraźnie słychać wpływy Depeche Mode, Cabaret Voltaire i Kraftwerk.
I Just Died in Your Arms Tonight z repertuaru Cutting Crew, to wielki szlagier i klasyk lat 80, bardzo często coverowany przez wiele zespołów. W wykonaniu CO.RO. elektroniczne brzmienie retro zostało połączone z eurodance'owym beatem i house'owym klimatem. Wielkim atutem jest ejtisowa gitara pojawiająca się pod koniec piosenki, która również pojawiła się na singlu.
Get Over It to ciężki house połączony z synthpopowym brzmieniem w stylu OMD. Utwór ten jest najlepszy pod względem wokalu Rolandiego; wokalista śpiewa tu dość wysoko na pograniczu falsetu, genialnie panując nad wysokimi tonami.
Was It So Bad For You jest kawałkiem klasycznie acid-house'owym, w klimacie jaki panował na płytach Groovy Laidback and Nasty (Cabaret Voltaire, 1990) i Happiness (The Beloved, 1990), z kolei Mirror Man - drugi z trzech najlepszych numerów płyty - jest w soulowych klimatach lat 80 w stylu Level 42 i Simply Red. Prawdziwy soulowo-jazzowy popis wokalny daje tu Jay Rolandi.
Całość kończy trzeci z trzech najlepszych numerów płyty - Dorian Gray, który jest bardziej rockowym obliczem CO.RO. Utwór śpiewany przez Emanuele Cozziego przypomina klimat... Depeche Mode z Songs of Faith and Devotion (!), ciężki i posępny rytm automatu perkusyjnego, industrialny puls linii basu plus mroczna i chłodna elektronika oraz overdrive gitary elektrycznej tworzą najbardziej spektakularny utwór na płycie, będący idealnym jej zakończeniem.
Album uzupełniają kawałki zaśpiewane gościnnie przez Taleesę, o których niestety nie da się powiedzieć za wiele dobrego. Zapewne spełniały one funkcje pozycji mających na celu zwiększyć przebojowość płyty (i jej sprzedaż), ale de facto pasują do niej jak pięść do oka, burząc przy tym koncept i spójność albumu, który tylko przez te trzy kawałki traci niemal połowę wartości artystycznej. Po kolei: There's Something Going On z repertuaru Abby (wydany również na singlu), to eurodance'owy chłam i najgorszy numer płyty w ogóle. Wspomniany już wcześniej Because the Night to również eurodance'owy numer, nie byłby godny uwagi, gdyby nie fakt wykorzystania sampli z klasyku Depeche Mode lat 80, Master And Servant. I Break Down and Cry jako jedyny kawałek z wokalem Taleesy w miarę się broni, głównie dzięki ejtisowemu brzmieniu syntezatorów w stylu Kraftwerk połączonemu z house'owym beatem i eurodance'owym stylem.
Jedną z ciekawostek płyty jest fakt, że aż dwa - Over and Over i Dorian Gray - z trzech najlepszych utworów płyty (tym trzecim jest Mirror Man) śpiewa klawiszowiec Emanuele "Paps" Cozzi z wyraźnie słabszym wokalem od wokalu Jaya Rolandiego.
Chociaż The Album okazał się sukcesem komercyjnym CO.RO., zaś grupa stanowiła ciekawy koloryt na tle eurodance'owej biedy, CO.RO. chyliło się ku upadkowi; zespół w latach 1994-99 nagrał jeszcze cztery single, po czym rozpadł się w 1999 roku.


Unveiling the Secret - drugi album kanadyjskiej formacji Psyche, założonej w 1982 roku przez braci Darrina (wokal) i Stephena (klawisze) Hussów, na którym muzycy zainspirowani twórczością wykonawców pokroju Soft Cell, Suicide czy Experimental Products, prezentują o wiele dojrzalsze brzmienie i szeroki wachlarz syntezatorowych brzmień względem własnego albumu debiutanckiego, Insomnia Theatre (1985).
Już na sam początek otrzymujemy klasyczny synthpopowy numer z ciepłym acz agresywnym postpunkowym wokalem Darrina - Thundershowers - będący wizytówką stylu Psyche i klasyką brzmień lat 80. Kontynuacją nowofalowo-synthpopowej linii z agresywnymi i jednocześnie ciepłymi wokalami jest następna kompozycja - Lord Unleashed,
Synthpopowy acz nieco cięższy i chłodniejszy wymiar, charakterystyczny dla stylu Psyche, mają Black Panther i The Saint Became A Lush, zaś łagodniejsze oblicze zespół prezentuje w future-popowym Prisoner To Desire oraz nieco powolniejszym, przypominającym dokonania Thompson Twins lub Heaven 17 Taking Chances.
Poza różnymi barwami synthpopu, Psyche sprawdza się i w cięższej odmianie elektroniki, czego dowodzi Caught In The Act z silnymi wpływami nurtu Neue Deutsche Welle, w tym takich niemieckich kapel jak Der Plan, D.A.F. i wczesny Die Krupps. Utwór niewątpliwie odcisnął swe piętno na twórczości Front Line Assembly, Nitzer EBB oraz rodzimych wykonawców industrialno-synthpopowych: Düsseldorf, Kafel, Nowy Horyzont, C.H. District i Alles.
Jednym z najlepszych momentów płyty jest instrumentalny Intermezzo - to dwie minuty czysto industrialnych brzmień zaczerpniętych wprost z twórczości Throbbing Gristle.
Tytułowy Unveiling The Secret z kolei stanowi fundament pod współczesny EBM; w utworze słychać również mieszankę wpływów future-popu i stylu Giorgio Morodera.
W The Crawler słychać (także wokalnie) inspirację muzyków twórczością Front 242; kompozycja stylem silnie przypomina klimaty z debiutanckiego albumu Front 242 - Geography (1982).
Niesamowicie szybki Screamin' Machine jest hybrydą elektroniki w stylu Kraftwerk i punkowych riffów gitarowych z ostrym punkowym wokalem, w którym dostrzec można wpływ Alana Vegi. W kompozycji można się doszukać również stylu Sigue Sigue Sputnik.
Najbardziej niesamowitym momentem płyty jest jej finałowy numer - Waiting For The Stranger - noise'owy, pełen kontrolowanego chaosu, w klimacie wczesnego Suicide, ze schizofrenicznym wokalem, a w zasadzie schizofrenicznym wrzaskiem, utwór ten wpłynął na twórczość Skinny Puppy.
Podstawową wersję uzupełniają bonus tracki, pochodzące z wczesnego okresu twórczości Psyche: mechaniczny i future popowy Anguish, w którym wokal Darrina Hussa przypomina po trochu wokal Alana Vegi, po trochu Marca Almonda; future-popowy instrumental Venom przypominający wczesne The Human League i Depeche Mode oraz wersja demo Thundershowers.
Unveiling the Secret jest uznawany za najlepszy album w dorobku Psyche. Na pewno jest kwintesencją undergroundowego synthpopu, krążek miał bezpośredni wpływ na twórczość zespołów nurtu ebm lat 90, w tym m.in. Suicide Commando i Covenant.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #113978 autor: Depeche Gristle » 26 gru 2016, 18:51

Faust - Faust, 1971;
******
Style: krautrock, rock eksperymentalny, rock psychodeliczny, rock elektroniczny, art-rock, musique concrète, jazz-rock, industrial, noise, ambient, dark wave, cold wave
Obrazek

Kluster - Zwei-Osterei, 1971;
******
Style: krautrock, rock eksperymentalny, musique concrète, rock industrialny, noise, drone, rock psychodeliczny, rock elektroniczny, dark wave, cold wave
Obrazek


Faust - debiutancki album niemieckiej formacji awangardowej Faust, której początki sięgają roku 1970, kiedy przedstawiciele wytwórni muzycznej Polydor, dostrzegłszy ogromny potencjał rodzącej się niemieckiej sceny rockandrollowej, a jako że grupy Amon Duul II i Can nie były zainteresowane rolą gwiazd rocka, skontaktowali się z niemieckim producentem muzycznym Uwe Nettelbeckiem z prośbą o skompletowanie w Niemczech zespołu, który nie tylko zaistniałby na brytyjskich i amerykańskich listach przebojów, ale wprost konkurowałby z The Beach Boys, The Rolling Stones, The Kinks czy powoli rozpadającym choć będącym u szczytu popularności The Beatles. Uwe Nettelbeck będący fanem wspomnianych formacji z entuzjazmem podjął wyzwanie; skompletował wśród niemieckich hippisów sześcioosobowy band, który przyjął nazwę Faust na cześć słynnego dramatu Johanna Wolfganga von Goethego pod tym samym tytułem, którego nośność powinna zapewnić zespołowi sukces komercyjny.
Los bywa jednak przewrotny; młodzi muzycy tworzący Faust - Werner "Zappi" Diermaier, Hans Joachim Irmler, Arnulf Meifert, Jean-Hervé Péron, Rudolf Sosna i Gunter Wüsthoff - byli hippisami w dosłownym tego słowa znaczeniu, narkotyki w tym LSD były na porządku dziennym, w dodatku chłopaki podzielali sympatię dla marksistowskiej grupy terrorystycznej Baader-Meinhof, toteż niejednokrotnie studio nagraniowe - ku rozbawieniu samych muzyków - nachodziła policja i jednostki antyterrorystyczne poszukując środków pirotechnicznych.
Ku rozpaczy menadżerów z Polydoru, muzycy postanowili iż nie będą łatwym popowym zespołem na wzór The Beatles, co pogrzebało wszelkie mocarstwowe plany Polydoru, chociaż muzycy Faust w pewnym sensie przychylili się do warunków Polydoru, bycia nowymi Beatlesami, oczywiście na swój niemiecki przewrotny sposób, wręcz ironicznie umieszczając na początku otwierającego album utworu Why Don't You Eat Carrots? sample ze słynnego szlagieru The Beatles - All You Need Is Love.
Sam utwór Why Don't You Eat Carrots? nie ma nic wspólnego z przebojowymi hitami brytyjskiego i amerykańskiego big-bitu. To klasyczna awangarda w niemieckim stylu, jakiej na początku lat 70 w RFN było pełno; 10-minutowa kompozycja zaczyna się od psychodelicznych białych szumów i brzęku generatora, w które wsamplowano fragmenty światowych przebojów, w tym wspomniany All You Need Is Love. Utwór przechodzi przez wiele etapów od brzmień niemal barokowych z jazzującą trąbką w tle, które momentalnie przerywa upiorna eksperymentalna melodia przetworzona techniką reverse, by znów powrócić do stanu poprzedniego (niemal barokowego).
Mniej więcej w połowie trwania utwór przechodzi w stan free-jazzu z elektronicznymi eksperymentami dźwiękowymi i nieco nieskładnymi chóralnymi wokalami (po angielsku) imitując tym samym popowy hit. W końcu eksperymenty dźwiękowe i elektronika zaczynają dominować całkowicie, przenosząc utwór w kolejny, końcowy wątek, w którym pojawia się dialog damsko-męski (po niemiecku). Od czasu do czasu przebija się wesoła free-jazzowa melodia mieszając się z pychodeliczno-eksperymentalnymi dźwiękami generatora i syntezatorów.
Meadow Meal jest kontynuacją eksperymentalnych założeń; 8-minutową kompozycję rozpoczynają serie eksperymentalnych szumów, przetworzonych elektronicznie perkusjonaliów i dzwonków, w tle zaś słychać dźwięk fortepianu. Owa introdukcja przenosi utwór w fazę wokalną, niemal popową przypominającą nieco dokonania Pink Floyd, z przebojowo brzmiącym refrenem i narracjami z efektem zwielokrotnionego echa, w tle słychać delikatną pinkfloydowską solówkę gitary, utwór na moment przechodzi w klimat art rockowy z ożywionymi przetworzonymi riffami gitary, nieco w stylu Jimmy'ego Hendrixa, i progresywnym rytmem perkusji, z oszalałym wyciem w finale, by znów powrócić do formy niemal popowej. Trzecią część utworu stanowią przetworzone dźwięki deszczu i burzy połączone z psychodeliczną organową melodią w stylu lat 60.
Drugą stronę płyty wypełnia 17-minutowa wielowątkowa suita Miss Fortune, zaczynająca się klimatami art.-rockowymi z charakterystycznymi riffami przetworzonych dźwięków gitarowych; w momencie kulminacyjnym utwór niemal całkiem cichnie, ożywiany jest przez przeciągły brzęk syntezatora, którego dźwięk przenosi się z niskich na wysokie tony, by znów zamilknąć. Po krótkiej pauzie, wśród szumów perkusyjnych, delikatnego pianina i elektronicznych eksperymentów dźwiękowych, pojawia się zawodzący wokal. Utwór, powoli nabierając rozpędu, przyjmuje art.-rockową formę z domieszką jazzu, by znów niemal ucichnąć przy akompaniamencie pianina i przetworzonych zawodzących wokali, te zaś przechodzą w taśmowe eksperymenty i samplowanie taśm "od tyłu" (technika reverse).
I kiedy wydaje się, że utwór definitywnie się kończy, pojawia się dodatkowe interlude z delikatną grą gitary akustycznej w tle, zaś na pierwszy plan wychodzi dialog-wyliczanka, gra słów po angielsku, w której pojawia się tytuł utworu "Miss Fortune".
Niemiecką scenę rockową dość mocno charakteryzowała odmienność od sceny anglo-amerykańskiej; przede wszystkim Niemcy stawiali na romantyzm i awangardę. O ile zespoły z ograniczoną liczbą muzyków do dwóch-trzech, takich jak Kraftwerk, Tangerine Dream czy Cluster cechowała większa skłonność do eksperymentalizmu, o tyle zespoły z bardziej rozbudowanymi składami - Can, Amon Duul II czy Wallenstein cechowały się nieco większym podobieństwem do zespołów brytyjskich. Faust, mimo rozbudowanego składu prezentował jednak schemat zespołu zdecydowanie eksperymentalnego.
Debiutancki album Faust, który ukazał się w 1971 roku, nie spełnił oczekiwań wytwórni Polydor - nie osiągnął sukcesu komercyjnego, co było do przewidzenia, za to dziś jest uważany za kultowy w historii rocka; album zebrał pozytywne opnie krytyków rockowych, miał też bezpośredni wpływ na twórczość takich grup jak Throbbing Gristle czy Sonic Youth.


Zwei-Osterei - drugi album eksperymentalnej szwajcarsko-niemieckiej formacji Kluster, która powstała w 1968 z inicjatywy Conrada Schnitzlera, Hansa-Joachima Roedeliusa i Dietera Moebiusa jako Die Ensemble Kluster; grupa ulokowała się w Berlinie Zachodnim tworząc legendarne The Zodiak Free Arts Lab, z którym związało się jeszcze wielu innych wykonawców krautrockowych, w tym Agitation Free i Tangerine Dream.
W 1969 trio skróciło nazwę na Kluster, tworząc w swych laboratoriach muzykę eksperymentalną inspirowaną twórczością elektronicznych eksperymentatorów lat 50 i 60 pokroju Sockhousena, Johna Cage'a, Edgara Varese, Pierre'a Schaeffera i innych, odwołując się do futurystów początku XX wieku, manifestu futurystów i The Art. of Noises Luigiego Russolo z 1913 roku, Dadaistów i przedwojennych artystów awangardowych związanych ze szwajcarskim klubem Cabaret Voltaire.
W 1969 roku Kluster nagrał eksperymentalny album Klopfzeichen zawierający dwie eksperymentalne beztytułowe suity w całości wypełniające każdą ze stron płyty; pierwsza zawierająca narrację o charakterze sakralnym, druga instrumentalna. Ten sam schemat był kontynuowany na nagranym 23 lutego drugim albumie formacji zatytułowanym Zwei-Osterei, wv którego skład weszły dwie blisko 23-minutowe beztytułowe eksperymentalne suity.
Ścieżka pierwsza (Electric Music & Text) opatrzona jest religijnym tekstem recytowanym w stylu nazistowskich kronik filmowych z czasów II Wojny Światowej przez Manfreda Paethe, co podkreśla grozę muzyki, która ma bardziej charakter muzyki w tle dla eksperymentalnych kakofonii dźwięków muzyki konkretnej lat 50 i 60. Od pulsujących niczym ból głowy brzęków generatora, na które nakładają eksperymentalne elektroniczne pulsy, chaotyczne brzmienia organów, wszelkie przetworzone akustyczne dźwięki nadające całości industrialnego klimatu, poprzez elektro-akustyczne wibracje z dźwiękami chaotycznego fletu w tle, akustyczne odgłosy imitujące dźwięki fabryk, po elektro-akustyczny drone'owy chłód.
Ścieżka druga (Kluster 4), podobnie jak w przypadku albumu Klopfzeichen, jest instrumentalna, za to bogatsza dźwiękowo i stereofonicznie; kompozycję rozpoczynają taśmowe pętle, na które z czasem nakładają się różnorodne dźwięki zgrzytów. hałasów, przetworzonej i zniekształconej mowy, elektro-akustyczne pulsy, nieskładne dźwięki fletu, gitary basowej; słychać też różnorodne efekty stereofoniczne. Z czasem pojawia się sekcja rytmiczna przetworzonych instrumentów perkusyjnych nadając utworowi pewnej formy archaicznej sekcji rytmicznej, która rozkręcając się, porządkuje chaos, tworząc bardziej uporządkowaną serie wibracji i pulsów tworzących coś w rodzaju transowej i psychodelicznej melodii. Z czasem i na tą strukturę melodii nakłada się szereg industrialnych zgrzytów, psychodelicznych dźwięków, zwielokrotnione echa, efekty stereofoniczne, raz ożywione innym razem cichnące, wreszcie pojawia się przeciągły brzęk generatora z elektroakustycznymi pulsami nadając utworowi drone'owy charakter.
Do wersji kompaktowej dodano utwór bonusowy - 15 minutową ścieżkę zagraną na żywo na The Weiner Festwochen Alternativ w 1980 roku jako Cluster & Farnbauer. Kompozycja jest połączneiem syntezatorowo-organowych brzmień nawiązujących do wczesnej twórczości Kluster / Cluster połączonych z eksperymentami perkusyjnymi.
Wart odnotowania jest fakt, iż współmuzyk Kluster Conrad Schnitzler, nagrywając album Zwei-Osterei, był jednocześnie w składzie Tangerine Dream, z którym nagrał debiutancki album tejże grupy Electronic Meditation (1970).
Muzyczne eksperymenty z albumów Klopfzeichen i Zwei-Osterei wywarły bezpośredni wpływ na twórczość pionierów industrialnego rocka - Cabaret Voltaire i Throbbing Gristle, zaś w Polsce wpłynęły na twórczość Czesława Niemena, Kafel, Aya RL, Düsseldorf i Job Karmy.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114013 autor: Depeche Gristle » 02 sty 2017, 22:56

Suicide - Ghost Riders (live), 1986;
*****
Style:new wave, synthpop, rockabilly, cold wave, postpunk, experimental, rock psychodeliczny, dark wave, minimal
Obrazek


Ghost Riders - koncertowy album formacji Suicide wydany pierwotnie w USA w formie kasety w 1986 roku z okazji 15-lecia Suicide; jest to zapis występu zespołu z dnia 19 września 1981 roku w Walker Art Center w Minneapolis. Koncert był uświetnieniem 10-lecia istnienia formacji, która zaprezentowała swój klasyczny repertuar poczynając od otwierającego występ psychodelicznie transującego Rocket USA z wokalem Alana Vegi, w którym dominuje senny styl rockabilly przechodzący czasem w nerwowe wrzaski, a niekiedy w charczenie i szept.
Niealbumowy Rock N' Roll (Is Killing My Life) z charakterystycznym dla Suicide szybkim pulsem automatu perkusyjnego (dominującym we wszystkich piosenkach), analogowym brzmieniem syntezatorów nawiązującym do klasyki rock'n'rolla lat 50 i 60 oraz ciepłym acz depresyjnym wokalem Alana Vegi w stylu Elvisa Presleya, snuje historię z życia codziennego amerykańskiego muzyka rockowego.
Ghost Rider - najbardziej znany numer Suicide i największy ich przebój przedstawiony tu został w nieco bardziej awangardowej i eksperymentalnej formie.
Dream Baby Dream jest jednym z tych słodko-gorzkich klasycznych kawałków Suicide w stylu jakim prezentowali w utworach Cheree, Johnny czy Girl, choć zwraca tu uwagę dosyć rozstrojone brzmienie organów.
Niealbumowa Sweet White Lady jest kompozycją, w której klawisz Martina Reva stanowi hybrydę synthpopu, psychodelii lat 60, postpunka i rockabilly, zaś przejmujący wokal Alana Vegi przechodzi od nieco schizofrenicznego rockabilly po pełne emocji deklamacje w stylu Jima Morrisona.
Harlem jest kolejnym utworem Suicide znanym wyłącznie z koncertów; to bardziej eksperymentalna kompozycja w formie mrocznego synthpopu połączonego ze zniekształconymi psychodelicznymi brzmieniami syntezatora przypominającymi dźwięki trautonium lub thereminu, w którym wokale Alana Vegi zmieniają się - od względnie spokojnych Elvisowych rockabilly przez depresyjne charczenie po wściekłe wrzaski.
Do wznowienia CD dodano nieopublikowany na kasecie numer 96 Tears pochodzący z repertuaru zespołu ? and the Mysterians, którego twórczość była bezpośrednią inspiracją dla Suicide. Kompozycja pozbawiona jest tym razem sekcji rytmicznej, a przedstawiona została w formie luźnej archaicznej syntezatorowej melodii nie pozbawionej eksperymentalnych zakrętów z wokalem Alana Vegi w stylu rockabilly.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114041 autor: Depeche Gristle » 10 sty 2017, 0:16

Jon and Vangelis - The Friends Of Mr. Cairo, 1981;
*****
Style: synthpop, ambient, cold wave, new age, new wave, minimal, rock elektroniczny
Obrazek


The Friends Of Mr Cairo - drugi album duetu,w którego skład weszli: wokalista prog-rockowej formacji Yes Jon Anderson i wirtuoz klawiszy Vangelis, chociaż początki współpracy obu artystów sięgają 1975 roku i wydanego wówczas albumu Vangelisa Heaven and Hell, to dopiero nieporozumienia wewnątrz Yes i odejście od tego zespołu Jona Andersona w 1979 roku skłoniły obu artystów do zacieśnienia współpracy pod szyldem Jon and Vangelis, zaś album The Friends Of Mr Cairo był drugim albumem duetu, który wydany został w lipcu 1981 roku.
Album otwiera przebojowa syntetyczna ballada I'll Find My Way Home (w pierwszej wersji nie znalazła się na albumie), z przepięknym subtelnym wokalem Jona Andersona. To największy przebój duetu, który debiutował na 6 miejscu listy przebojów w Wlk. Brytanii.
State of Independence, od strony muzycznej jest połączeniem hipnotycznego sekwencerowego pulsu, sennego new-age'owego podkładu i długich partii saksofonu; wokalnie zaś piosenka przypomina klimaty... jakby karaibskie i reggae.
Kompozycje Beside i The Mayflower to spokojne new age'owo-ambientowe ballady z charakterystycznymi subtelnymi wokalami Andersona. Beside pozbawiony jest zbędnej sekcji rytmicznej (tylko wokal + klawisze); ta pojawia tylko na chwilę w The Mayflower wzbogaconej o sample dialogów i komunikatów radiowych.
12-minutowa dwuczęściowa kompozycja tytułowa The Friends of Mr Cairo bezpośrednio nawiązuje do klasycznych hollywoodzkich filmów gangsterskich z lat 30 i 40, w tle utworu co jakiś czas przewijają się sample z urywków klasycznych filmów, w których słychać dialogi bohaterów z epoki, takich jak Humphrey Bogart, Sydney Greenstreet, Peter Lorre i Jimmy Stewart. Pierwsza część utworu zaczyna się od dźwięku klaksonu, szalonej ucieczki samochodem, strzelaniny, wycia syren, wreszcie rumoru zderzenia i znów strzelaniną (motyw jest jeszcze kilkakrotnie powtarzany); utwór utrzymywany jest hipnotycznym pulsem sekwencera nie milknącym ani przez chwilę przez pierwszą część kompozycji. Druga część jest spokojna, niezwykle nastrojowa i ambientowa, pozbawiona sekcji rytmicznej.
Back to School to najszybszy i najbardziej energiczny numer albumu; jest to de facto klasyczny rock'n'roll z początku lat 60 w synthpopowej oprawie, z niesamowitymi partiami organów Vox Continental i saksofonu idealnie podtrzymujących ducha tamtej epoki.
Album kończy przepiękna ambientowa ballada Outside of This (Inside of That), która stanowi idealne tło wyciszenia i refleksji nad całym albumem.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 528
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #114110 autor: Depeche Gristle » 13 lut 2017, 15:09

Kombi - Nowy Album, 2016;
*****
Style: synthpop, cold wave, synthrock, rock elektroniczny, future pop, ambient, hip hop, new age, nowa fala
Obrazek

Klincz - Kolory Muzyki, 2013;
******
Style: nowa fala, synthpop, synthrock, cold wave, postpunk, future pop, rock elektroniczny, ambient, new age
Obrazek


Nowy Album - studyjna reaktywacja zespołu Kombi po 28 latach od nagrania płyty Tabu (1988). Pretekstem do nagrania Nowego Albumu było również 40-lecie założenia kultowej polskiej syntezatorowej formacji.
Przez blisko ćwierć wieku niebytu Kombi, lider zespołu Sławek Łosowski nagrywał pod własnym nazwiskiem wspomagany przez perkusistę - swojego syna Tomka. W końcu z czasem Sławek uzupełniał skład o kolejnych muzyków, w tym o wokalistę Zbyszka Fila dysponującego mocnym soulowym wokalem przypominającym barwą i stylem Grzegorza Skawińskiego, który z kolei w 2004 podjął próbę reaktywacji Kombi, jednak bez lidera i klawiszowca zespołu Sławka Łosowskiego, co ostatecznie doprowadziło do ostrego konfliktu między artystami i powstania Kombii ze Skawińskim jako liderem i wokalistą, tylko częściowo nawiązującym do tradycji Kombi.
Tymczasem reaktywację Kombi poprzedziły wydania w 2009 roku albumu Zaczarowane Miasto i albumu Live w 2013 pod szyldem Kombi Łosowski, przywracając markę Kombi po dwóch dekadach letargu.
Nowy Album od początku zakładał nawiązanie do tradycji i brzmień z dwóch największych albumów Kombi z lat 80 - Nowy Rozdział i Kombi 4. Zresztą szata graficzna otwarcie nawiązuje do Nowego Rozdziału; brak jest co prawda na froncie okładki zdjęcia zespołu, za to dominuje prosta sztuka graficzna lat 80; duży kultowy czerwony szyld Kombi, pod którym widnieją charakterystyczne dla lat 80 świetliste pasy znane z wnętrz studiów TV, programów muzycznych i teledysków z tamtych czasów, zaś w samym środku potrójnego pasa umieszczono obok siebie przyciski "play" i "stop", na dole widnieje napis "Nowy Album" wzorowany na literach z wyświetlaczy elektronicznych kalkulatorów z lat 80, czyli tak samo jak miało to miejsce w przypadku LP Nowy Rozdział.
Wydanie Nowego Albumu opóźniła śmierć żony Sławka, zmarłej po długiej i ciężkiej chorobie, ostatecznie w 40 rocznicę powstania Kombi, 22 stycznia 2016 roku Nowy Album trafił na półki sklepowe.
Pierwszym singlem zapowiadającym, promującym i otwierającym album jest kompozycja Na Dobre Dni, o prostej i przebojowej synthpopowej strukturze silnie przypominającej największy przebój Kombi - Słodkiego Miłego Życia - z niezwykle optymistycznym przesłaniem na... ciężkie czasy.
Następne utwory kontynuują połączenie współczesności z nostalgią za latami 80, poczynając od mocnego synthpopowego Sen Za Snem łączącego analogowe brzmienia z nowoczesnymi aranżami; nieco lżejszy, za to bardziej przebojowy jest Niech Noc Połączy.
Nowy Rozdział nawiązuje brzmieniem do kultowego albumu Kombi - Nowy Rozdział; można w nim usłyszeć chyba wszystkie dźwięki największych przebojów - Słodkiego Miłego Życia, Kochać Cię Za Późno, Jej Wspomnienie, jednakże piosenka opowiada o współczesnym problemie życia w zniewoleniu przez wirtualny świat internetu.
Miłością Zmieniaj Świat jest kolejnym singlem promującym album; to przepiękna synthpopowa ballada łącząca analogowe brzmienia syntezatorów Sławka ze współczesną aranżacją. Ciekawostką jest pojawienie się partii rapowanej w wykonaniu Kuby Gołdyna.
Mocnym argumentem płyty jest kompozycja Siedem Piekieł, w której można się doszukać hybrydy stylu Depeche Mode ze stylem Kombi lat 80.
Utwór Niedopowiedzenia jest chwilą niemal całkowitego wytchnienia od brzmień Kombi lat 80; dynamiczny i energetyzujący synthpop przypomina bardziej elektroniczne oblicze New Order. To najlepszy moment płyty.
Gwinea to znów powrót do klimatów brzmień klasycznego Kombi połączonych ze współczesną aranżacją, podanych jednak w lżejszej i bardziej pogodnej formie; pojawiają się tu brzmienia rodem z Commodore 64 i afrykańskie ludowe śpiewy. Nieprzypadkowo, bowiem piosenka jest wirtualną podróżą i ucieczką do Afryki.
Jaki Jest Wolności Smak to znów mocniejszy i energiczny styl synthpopu; mocna sekcja rytmiczna i perkusyjna plus klimat klasycznego Kombi, doskonale sprawdza się w tekście odwołującym się do sprzeciwu wobec skorumpowanej, aroganckiej i autorytarnej władzy rządzącej obecnie w Polsce.
Podstawową część albumu dopełnia jedyny instrumental Słoneczny Dzień, o dziwo mało nawiązujący do brzmień klasycznego Kombi, za to przypominający dokonania Tangerine Dream z lat 90. Choć biorąc pod uwagę dotychczasowe instrumentalne kompozycje Łosowskiego z lat dwutysięcznych, taka sytuacja wcale nie musi dziwić. Utwór jest kolażem rocka elektronicznego, new age i ambientu, wreszcie też pojawiają się długie solówki gitarowe zagrane przez Wiktora Tatarka.
I już na sam koniec, żeby utrzymać nastrój klasycznego Kombi, pojawia się bonus w postaci największego przeboju zespołu, Słodkiego Miłego Życia w wersji live, zagranego w wersji nie różniącej się od oryginału z 1983 roku, nawet wokal Zbyszka Fila trudno odróżnić od wokalu Grzegorza Skawińskiego.
Nowy Album jest udanym powrotem Kombi, niemal w całości przesycony brzmieniem ulubionych syntezatorów Sławka Łosowskiego: Prophet-5 i Mini Korg 700s, i nawet jeżeli album niekiedy brzmi nawet bardziej "noworozdziałowo" od... samego Nowego Rozdziału. Świetne teksty, analogowe brzmienia połączone z nowoczesnością bronią się same. Album na czasie.


Kolory Muzyki - kompilacyjny album największych przebojów poznańskiej formacji Klincz powstałej w 1983 roku, wydany nakładem wytwórni MTJ. Od samego początku grupa inspirowała się stylem New Romantic, przenosząc go na polski grunt muzyczny. Mimo popularności New Romantic i synthpopu w latach 80 w Polsce, Klincz pozostawał w cieniu podobnych wykonawców - Kapitana Nemo, Kombi, Papa Dance, Lombardu czy Urszuli; nawet do dziś dwa jedyne studyjne albumy grupy - Gorączka (1984) i Jak Lodu Bryła (1988) - nie doczekały się wznowień CD, mimo to Klincz był jednym z najbardziej wpływowych zespołów na polskim rynku muzycznym, a składanka Kolory Muzyki stanowi ciekawy przegląd ich twórczości w formie CD.
Najbardziej na twórczość Klinczu wpłynęły przede wszystkim Ultravox, Pseudo Echo i polska punkowa scena początków lat 80, co słychać wyraźnie w takich piosenkach jak Dla Ciebie Staczam Się, Gorączka, Posłuszna Jak Automat, Jak Lodu Bryla, To Nie Do Wiary, Zadzwoń Do Nieba, Wielki Wyścig i Dziś Cofnąć Się Nie Mogę, charakteryzujące się ponurym klimatem, zimnofalowym brzmieniem i rytmicznym pulsem sekwencera uzupełnione o postpunkowe riffy gitarowe. Równe chłodne i ponure są przepiękne i przejmujące ballady: Plamy Na Słońcu i Nie Ma Ucieczki, tu też słychać silne wpływy Ultravox i Pseudo Echo.
Są też i pogodniejsze synthpopowo-nowofalowe numery: Firma Salon gier oraz, śpiewane w duecie z Urszulą, Koty i Pod latarnią.
Postpunkowo-nowofalowe oblicze mają przypominający dokonania Lombardu Słodki Doping oraz kawałek nieco w stylu Dwa Plus Jeden lat 80 Disneyland, z kolei w Dokąd, Po Co i Jak słychać wyraźny klimat Killing Joke.
Jednym z najciekawszych utworów jest kończący album instrumentalny Latarnik z mocnym pulsem sekwencera, ambientowymi i new age'owymi partiami syntezatorów połączonymi z mocną sekcją perkusji, delikatnymi latynoskimi zagrywkami gitary akustycznej i riffami syntezatora gitarowego. Kompozycja przypomina twórczość Tangerine Dream z płyt z lat 1978-83.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia