RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5746
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Re: Czego teraz słuchacie

Post #115265 autor: Belmondo » 17 wrz 2018, 15:21

Ostatni post z poprzedniej strony:

jman pisze:Belmondo a Ty czego ostatnio słuchasz?


Zlapales mnie. Hopkinsa :o . Serio. Troche mam malo czasu aby przesledzic cala tworczosc, ale to zrobie.
Nastepny jest Moderat. Potem Bjork.
Wczoraj przypomnialem sobie Fragile Midge Ure'a (bylem na koncercie w tym roku i wracam czesto do tego artysty). Orchestrated niemalze rzucil mnie na kolana, ale to z sentymentow.
Zainteresował mnie Kensigton z mainstreamu, swietni artysci.
Zaczynam tez sluchac Korteza :o ma fenomelany glos.
Zlapalem sie tez na, uwaga, islandzkim hip-hopie :mrgreen: jest wyjatkowo hmm... plastyczny jesli to moge tak okreslic.
Ogolnie przestaje mnie interesowac w tej chwili historia, skupiam sie na tym co teraz i niedawno temu aby troche nadrobic.
Klasyke (elektronike) raczej omijam. To co w tej chwili powstaje, to glownie w skrocie chlam, zarowno artystyczny jak i wykonawczy.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 470
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115267 autor: Sublime » 17 wrz 2018, 20:22

Belmondo pisze:Zachwyt jest subiektywnym odbiorem przedmiotu tegoz :D


Drażni mnie jednak maniera pewnego fana muzyki silącego się na obiektywizm, po prostu. Jako fan Depeche Mode też mógłbym starać się wplatać ten "wpływ" zespołu na innych artystów, tyle że byłoby to po czasie po prostu absurdalne. :D

Żeby nie było, że trochę rozjeżdżamy się w temacie... ja ostatnio słucham przede wszystkim Providence Nathana Fake'a, całkiem przyjemny pop prosto od Let's Eat Grandma i nowej EPki Aphex Twina. Znalazł się też wreszcie czas na Lines Zimpla i No Plan Bowiego.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 563
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115270 autor: Depeche Gristle » 17 wrz 2018, 22:49

Cabaret Voltaire - Radiation, 1998;
*****
Style: new wave, synthpop, cold wave, electro-funk, industrial, postpunk,
hip-hop

Obrazek


Radiation - kompilacja zawierająca nagrania Cabaret Voltaire pochodzące z płyt wydanych pod szyldem wytwórni Virgin / Some Bizarre w latach 1984-85, jak i wczesne wersje utworów, które zostały wydane na albumie Code w 1987 roku, a także niewydane na żadnym albumie piosenkowe rarytasy. Jest to wyjątkowe wydawnictwo, bowiem utwory zostały nagrane od nowa i na żywo w sesjach w studiu BBC, w dniach 18 października 1984 z udziałem Janice Long, 22 października 1984 z udziałem Johna Peela i 6 sierpnia 1986, ponownie z udziałem Janice Long.
W zestawieniu pominięto utwory pochodzące z albumu The Crackdown (1983) oraz z The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord, będącej wówczas najnowszą płytą Cabaret Voltaire, większość zaś utworów została zaprezentowana w odbiegających od wersji albumowych aranżacjach - mniej industrialnych, za to bardziej funkowo-synthpopowych, za wyjątkiem numerów pochodzących z albumu Micro-Phonies, które są dosyć bliskie wersjom albumowym, może tylko bardziej przykrócone, co nie zmienia ich niesamowitego klimatu, jak choćby w przypadku otwierającego album kultowego numeru Sensoria, będącego wizerunkiem twórczości Cabaret Voltaire; kompozycja jest bardzo bliska wersji albumowej, podobnie jak Digital Rasta, choć piosenka wzbogacona jest o nieco eksperymentalną introdukcję. The Operative utrzymany jest w tej samej electro-bluesowej formule, co na Micro-Phonies, choć zdecydowanie mocniejsza jest tu sekcja perkusji.
Sleep Walking nie jest już tak industrialny, jak na Drinking Gasoline; utwór utrzymany jest w formie zimnofalowo-synthpopowo-funkowej; wzmocniono również sekcję basu oraz wzbogacono utwór o partie saksofonu.
Big Funk jest nieco bliższy pierwowzorowi z Drinking Gasoline, jednak nie ma już tego charakterystycznego, industrialnego pulsu, zaś kompozycja nabiera bardziej funkowo-synthpopowego kształtu.
Ciekawostką są zaprezentowane przez Cabaret Voltaire premierowe kompozycje, które miały znaleźć się w 1987 roku na albumie Code: Hey! Hey! przypominający pod pewnymi względami wersję, jaka pojawiła się potem na albumie, choć ta wczesna aranżacja jest mniej zimnofalowa, bardziej electro-funkowa, zawierająca motywy klawiszy, których w wersji finalnej już nie było. Kompletnie różni się też wokal Mallindera względem wersji finalnej. Drugim z zaprezentowanych tu numerów mających ukazać się na Code, jest Sex, Money, Freaks w kompletnie różniącej się formie, zarówno muzycznej, jak i wokalnej. Ta pierwotna wersja utworu jest znacznie dynamiczniejsza, electro-funkowa z odległymi partiami klawiszy, które zanikły w wersji finalnej. Jedno jednak pozostaje niezmienne: charakterystyczny basowy motyw, zaczerpnięty z utworu Trans-Europe Express z repertuaru Kraftwerk.
Największą jednak przystawką albumu są utwory, których próżno by szukać na którymkolwiek albumie Cabaret Voltaire - to prawdziwe rarytasy, dla których warto mieć w swojej kolekcji Radiation: Kind utrzymany w chłodnym, pulsującym klimacie synthpopu w stylu Sensoria; postpunkowy Ruthless przypominający Over And Over, z mocną sekcją żywej perkusji, silnym industrialnym pulsem i bluesowymi gitarowymi ozdobnikami; śpiewany przez Richarda H. Kirka You Like To Torment Me utrzymany jest w synthpopowo-industrialnym klimacie Depeche Mode lat 80 z płyt Some Great Reward i Black Celebration, zaś pierwsze mariaże z hip-hopem w wykonaniu Cabaret Voltaire pojawiają się w We've Got Heart, również w całości śpiewanym, a raczej rapowanym przez Kirky'ego. Utwór utrzymany jest w funkowo-synthpopowo-industrialnej tonacji, mocno zbliżonej do klimatów z albumu The Crackdown.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5746
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115272 autor: Belmondo » 17 wrz 2018, 23:39

Sublime pisze:Jako fan Depeche Mode


Aaaa, to stad ta sztywnosc w mysleniu 8)
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 470
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115273 autor: Sublime » 18 wrz 2018, 0:38

To chyba nie ma o czym mówić... :hi:
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5746
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115278 autor: Belmondo » 18 wrz 2018, 11:54

Nie przejmuj sie wszyscy to mamy tam gdzie wchodzi czynnik emocjonalny. Nasze mozgi maja tendencje to widzenia wybiorczego gdy czlowiek jest z czyms emocjonalnie zwiazany. Bardzo trudno to obejsc czy uniknac.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 470
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115279 autor: Sublime » 18 wrz 2018, 17:56

Mimo tego potrafię być wobec twórczości DM krytyczny - nie jest to zasadniczo jakimś wielkim problemem. Nie przeszkadza mi to jednocześnie być fanem ich muzyki. Kwestia odpowiedniego podejścia, nie widzę w tym przeszkód. Samą aluzję kierowałem w odniesieniu do użytkownika (nomen omen) Depeche Gristle. :wink:
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5746
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115282 autor: Belmondo » 18 wrz 2018, 19:07

Nie trudno zauwazyc, ze do DG. DG jest subiektywny, co trzeba brac z dystansem, ale tez miedzy wierszami ma trafne i ciekawe spostrzezenia. Jestem przekonany, ze DG zdaje sobie sprawe z tego ze Beloved to w zasadzie zespol jednego przeboju, jednak postawienie w tym jednym konkretnym przypadku znaku rownosci jest jak najbardziej uzasadnione.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 563
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115366 autor: Depeche Gristle » 24 wrz 2018, 18:33

Wielkie dzięki za dyskusję :) Niestety z braku czasu sam włączyć się w nią nie bardzo mogę. I cieszę się, że komuś jeszcze w ogóle chce się czytać, co napiszę :)
Może odniosę się do jednego:
Sublime pisze: tak chciałbym wiedzieć, na czym to podobieństwo miałoby polegać. Bo ja dostrzegam wiele różnić w mroku na Dream On i w mroku na In Your Room chociażby.


Dlaczego od razu taki "drastyczny" przykład? Owszem, brak jest jakichkolwiek podobieństw między In Your Room, a Dream On, ale już nad takim Walking In My Shoes można w tej kwestii podyskutować.
Zresztą, i tak każdy na swój sposób interpretuje muzykę.


Nitzer Ebb - Showtime, 1990;
******
Style : new wave, synthpop, industrial, ebm, cold wave, dark wave, noise,
hip hop

Obrazek

Psyche - Insomnia Theatre, 1985;
*****
Style: new wave, synthpop, industrial, noise, experimental, future pop,
cold wave, dark wave

Obrazek


Showtime - trzeci album brytyjskiej formacji EBM-industrialowej Nitzer Ebb, nagrywany w 1989 roku, którego premiera miała miejsce 20 marca 1990 roku - dzień po premierze kultowego albumu Depeche Mode - Violator, co też nie było przypadkowe, bowiem w tamtym czasie oba zespoły blisko ze sobą współpracowały. Producentem płyt Nitzer Ebb, począwszy od Belief (1989) był współpracujący z Depeche Mode Mark Ellis - "Flood".
Showtime przynosi w twórczości Nitzer Ebb pewien przełom, na który bezpośredni wpływ wywarł Flood, którego znakiem firmowym było sterylne brzmienie czy kładzenie nacisku na rytm. Nitzer Ebb nie brzmi już tak surowo i mechanicznie, jak chociażby na swym debiucie That Total Age (1987), pojawia się za to pewien schemat budowy napięcia albumu, klimat, który potrafi zmieniać nastroje, od euforii, po depresję - zespół wyraźnie dojrzewa, choć w dalszym ciągu brakuje tu miejsca na zbytnie syntezatorowe i brzmieniowe przestrzenie, co jest dość charakterystyczne dla Nitzer Ebb tamtego okresu.
Album otwiera singlowy Getting Closer z dynamiczną sekcją rytmiczną, mocnymi samplami riffów gitarowych na tle syntezatorowego pulsu i silnym punkowym wokalem. Gitarowe brzmienia stanowią tu jednak osobliwy wyjątek w stosunku do reszty albumu.
Synthpopowy i chłodny Nobody Knows o nieco spowolnionym rytmie, ale wcale nie o lżejszym wymiarze, przypomina klimaty wczesnego Nine Inch Nails czy Ministry z lat 80.
Intrygująca kompozycja One Man's Burden zaczyna się od powolnego i depresyjnego industrialnego klimatu, by z czasem przyśpieszyć, utrzymując industrialny klimat. Uwagę zwracają tu głęboki puls, marszowy rytm i... brzmienie trąbki.
All Over jest klasycznie synthpopowym numerem z wyraźnymi wpływami zimnej fali i new wave lat 80.
My Heart ma wyraźnie ebm-owy wymiar z silnym mechanicznym pulsem sekwencera w stylu wykonawców nurtu NDW - D.A.F., Der Plan i wczesnego Die Krupps, mocną partią basu i dość rwaną sekcją perkusji.
Lightning Man utrzymany jest w klimacie bardziej współczesnego ebm-u, synthpopu i industrialu - głównie za sprawą pulsującej sekcji rytmicznej i głębokiego industrialnego syntezatorowego pulsu. Pojawiają się też chłodne partie klawiszy, linia wokalna ogranicza się do deklamacji, która przechodzi do formy postpunkowych krzyków. Słychać tu wpływy Skinny Puppy i Ministry lat 80, których ewidentne piętno odciska się również w następnym utworze, wyjątkowo surowo brzmiącym, mrocznym, chłodnym i synthpopowym Rope; słychać tu ponadto wpływy brzmieniowe Depeche Mode i Cabaret Voltaire.
Industrial, synthpop i szybki puls, a także nutka przebojowości, to wszystko pojawia się w Hold On. Nawet mimo braku przestrzeni, a numer jest dość mocno mechaniczny, to za sprawą łagodnego wokalu (najłagodniejszego na całym albumie) i chwytliwej linii wokalnej, szczególnie w refrenie, kompozycja zapewne stałaby się przebojem Nitzer Ebb, gdyby była singlem.
Zamykający album Fun to Be Had charakteryzuje się dynamicznym rytmem, silnym pulsem oraz rapowaną linią wokalną. Utwór pozostaje pod silnym wpływem twórczości Front 242 - nic dziwnego, bowiem Front 242 od początku stanowił główną siłę inspiracji dla Nitzer Ebb i rzeczą dziwną byłoby, gdyby na płycie zabrakło takiego utworu.
Showtime co prawda pozostał w cieniu albumu Depeche Mode - Violator, jednakże został doceniony przez muzyków Depeche Mode, którzy zaprosili Nitzer Ebb na wspólną trasę koncertową promującą album Violator - World Violation Tour w 1990 roku, zaś klawiszowiec Depeche Mode Alan Wilder osobiście stał się producentem następnego albumu formacji - Ebbhead, z kolei dla odmiany, wokalista Nitzer Ebb Douglas Mc Carthy nawiązał współpracę z projektem Wildera Recoil.


Insomnia Theatre - debiutancki album formacji Pyche, założonej w Edmonton w 1982 roku przez wokalistę Darrina C. Hussa i klawiszowca Stephena Hussa, dla których główną linią inspiracji stał się synthpop z przełomu lat 70 i 80, głównie w wykonaniu Suicide, Soft Cell, Fada Gadgeta oraz wczesnych Depeche Mode i The Human League.
Wystarczy wspomnieć fakt, że w chwili wydania albumu, w 1985 roku, muzycy Psyche byli nastolatkami (zakładając zespół mieli po 15 lat!), tym bardziej szokująca wydaje się jego zawartość - pełna awangardy, chłodu i industrialnego brzmienia, jakby nie pasująca do twórczości nastolatków, którzy w tamtych czasach powinni raczej tworzyć coś na miarę New Kids On The Block czy The Jackson 5 - a jednak, nic bardziej mylnego! Mimo bardzo młodego wieku, bracia Huss mieli już wyraźnie ugruntowane spojrzenie na muzykę oraz inspiracje muzyczne godne weteranów sceny. I mimo skromnych możliwości, dysponowali bowiem prymitywnymi analogowymi syntezatorami i archaiczną, nawet jak na tamte czasy, techniką nagrywania, fakt ich muzycznej dojrzałości musi nawet dziś budzić respekt. Nieczęsto zresztą w historii muzyki zdarzało się, by nastolatkowie stworzyliby tak daleko idący muzycznie projekt. Przykładem może być Depeche Mode, ale i ten gigant synthpopu początki miał raczej mniej skomplikowane.
Również motyw przewodni albumu Insomnia Theatre - horrory i wampiryzm - stanowi dość nietypowy temat, jak na twórczość młodocianych muzyków, tym bardziej album wart jest bliższego zgłębienia.
Remaster albumu z 2016 roku zawiera nie tylko zmienioną chronologię utworów, ale poszerzony jest o niewydane rarytasy z wczesnej działalności Psyche, przez co w sumie z pierwotnych ośmiu podstawowych numerów albumu, otrzymujemy ich aż dziewiętnaście.
Album otwiera energiczny synthpop The Brain Collapses (Dance Mix) w dość archaicznym wydaniu, co nie stanowi wcale ujmy. Słychać ty wyraźne wpływy wczesnych Depeche Mode, The Human League i Fada Gadgeta.
Podobnie rzecz ma się w rozwibrowanym Wink Of An Eye, zaś Maggots silnie naznaczony jest wpływami Soft Cell i wczesnego Yello.
Lies brzmi dość mocno archaicznie, niemal jak najwcześniejszy Suicide, z bardzo prymitywnym pulsem automatu perkusyjnego. W mocno przytłumionym wokalu słychać wpływy Alana Vegi i Genesisa P- Orridge'a.
Instrumentalny Eating Violins oparty jest na analogowej chłodnej przestrzeni, w której z czasem pojawia się beat prymitywnego automatu perkusyjnego. Kompozycja przypomina instrumentalne utwory wczesnych Depeche Mode i The Human League, którego wyraźne wpływy słychać w Children Carry Knives z silnie wyostrzoną industrialną wibracją, mocno przytłumiającą niezwykle zimną, future-popową muzykę i wokal.
Pod silnym wpływem twórczości Throbbing Gristle (utwory Discipline, What A Day) jest Wrench, zarówno pod względem muzycznym, jak i wokalnym.
The Brain Collapses (Original Concept) utrzymany jest w klimacie chłodnego, acz dynamicznego synthpopu. Słychać tu wyraźne inspiracje twórczością Fada Gadgeta i Gary'ego Numana, utwór przypomina już zaczątek charakterystycznego brzmienia i stylu Psyche z następnych płyt. Ten sam chłód charakteryzuje instrumentalny Suffocation. Ciekawostką jest tu charakterystyczny ebm-owy puls, który stanowił wizytówkę stylu Front 242.
Przesycony zimną falą i mrokiem jest Psychic Vampire, w którym dominują klimaty Suicide. Niespodzianką jest pojawienie się partii skrzypiec i gitarowych riffów.
Instrumentalny Ice opatrzony jest chłodną przestrzenią o niskim brzmieniu, na którą z czasem nakładają się analogowe zagrywki klawiszy, archaiczny puls sekwencera oraz rytm niezwykle prymitywnego automatu perkusyjnego. Utwór brzmi niczym wyjęty rodem z twórczości The Future (pre The Human League) lub Composition Of Sound (pre Depeche Mode).
Wpływy twórczości wczesnych Depeche Mode, The Human League oraz Fada Gadegta słychać w analogowo brzmiących, future popowych Why Should I?, Mr. Eyeball Ooze oraz w spowolnionym On The Edge.
Króciutki Demons to przyśpieszona syntezatorowa muzyka odtworzona wstecznie na taśmie, do której dograno wokal.
Mind Over Matter brzmiąca, jak nagrana domowym sposobem demówka (i zapewne zresztą tak było) kompozycja, jest przykładem archaicznego synthpopu drugiej połowy lat 70, z prymitywnym beatem automatu perkusyjnego i analogowym pulsem sekwencera. Wokal wyraźnie jest oddzielony od muzyki.
W Body March 1,2 słychać z kolei inspiracje twórczością Cabaret Voltaire z albumu The Crackdown, zaś Splattered Nerves, z pulsem charakterystycznym dla nurtu NDW, to styl i brzmienie niemal żywcem wyjęte z twórczości D.A.F. i wczesnego Die Krupps.
Całość kończy, pulsujący w stylu wczesnego The Human League, Night Watcher.
Na debiutanckim albumie Psyche - Insomnia Theatre - trudno doszukiwać się co prawda spójności, finezji czy czegoś odkrywczego, ponadto album brzmi bardziej, jakby nagrany został nie w 1985, a w 1978 roku, jednakże formacja nadrabia te szczegóły niezwykłą pomysłowością, za co, biorąc pod uwagę młody wiek artystów, album należy ocenić jak najbardziej pozytywnie. Słychać tu ogromny potencjał, który zaowocuje na kolejnych albumach Psyche.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Stary wyga
Posty: 470
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115369 autor: Sublime » 24 wrz 2018, 20:53

Depeche Gristle pisze:Dlaczego od razu taki "drastyczny" przykład? Owszem, brak jest jakichkolwiek podobieństw między In Your Room, a Dream On, ale już nad takim Walking In My Shoes można w tej kwestii podyskutować.
Zresztą, i tak każdy na swój sposób interpretuje muzykę.


Czemu taki? IMO wskazuje te największe różnice w stylu DM - dość przyjemny pop oparty na minimalistycznej elektronice i akustyku w kontrze do bogato aranżowanych, rockowych klimatów na SOFAD. W przypadku Walking'a można by już spróbować się podczepić do tematu, pewnie że tak. :handup:
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 563
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115417 autor: Depeche Gristle » 08 paź 2018, 19:02

Ministry - Twitch, 1986;
******
Style: new wave, industrial, synthpop, cold wave, dark wave, noise, ebm,
experimental

Obrazek


Twitch - drugi studyjny album amerykańskiej formacji Ministry, którego premiera miała miejsce 12 marca 1986, jest on zasadniczym zwrotem w stosunku do synthpopowego debiutu With Sympathy (1983), który, mimo szczytu popularności gatunku, nie odniósł spodziewanego sukcesu komercyjnego, wobec czego, wraz z zakończeniem trasy koncertowej promującej album With Sympathy, z zespołem rozstał się instrumentalista Stephen George, zaś Alain Jourgensen stał się w tym okresie jedynym członkiem zespołu, który ponadto rozwiązał umowę z dotychczasową wytwórnią Arista Records, podpisując kontrakt z wytwórniami Sire Records i Warner Bros. Records.
W 1984 roku Ministry, wspomagane przez Billa Rieflina i Paula Barkera, który po nagraniu Twitch na stałe wszedł do składu zespołu, ponownie ruszyło w trasę koncertową po Wschodnim Wybrzeżu USA u boku ojców chrzestnych EBM-u Front 242.
W międzyczasie Ministry nawiązało współpracę ze znakomitymi producentami muzycznymi specjalizującymi się w synthpopie i industrialu, znanymi ze współpracy z m.in. Depeche Mode, Cabaret Voltaire, KMFDM i Skinny Puppy Adrianem Sherwoodem i Garethem Jonesem czy też ze znanym perkusistą Keithem LeBlanc'em, za stronę wizualną (przede wszystkim teledyski) zabrał się będący żywą ikoną industrialu Peter Christopherson. Zespół pod dowództwem Ala Jourgensena obrał wyraźny kurs ku cięższym, surowszym i mroczniejszym klimatom industrialnym, inspirowanym w głównej mierze twórczością Cabaret Voltaire i Front 242, o czym świadczą poprzedzające wydanie albumu Twitch single, które ukazały się w latach 1984-85: All Day, (Every Day Is) Halloween i The Nature of Love, świadczące o nowej jakości w twórczości zespołu, którą wyraźnie słychać w otwierającym album Twitch numerze Just Like You, naznaczonym ciężkim industrialnym beatem, chłodnym i surowym brzmieniem, mnóstwem wstawek sampli, tak charakterystycznych dla całego albumu, jak i późniejszej twórczości zespołu. I nawet Al Jourgensen sam określił kompozycję jako "pierwszy prawdziwy utwór Ministry". Co się zaś tyczy wokalu Jourgensena, nie ma już w nim w zasadzie żadnych cech typowych dla wokali synthpopowo-nowofalowych, przyjmując dość ochrypłą barwę, nabiera niespotykanej dotąd agresji i mroku.
We Believe z charakterystycznym i wyrazistym industrialnym pulsem, dynamicznym utanecznionym ebm-owym beatem i chłodnym brzmieniem, łączy w sobie estetykę twórczości Cabaret Voltaire i Front 242, wokal jest jeszcze bardziej ochrypły i nieco przetworzony.
All Day Remix jest nową wersją singla z 1985 roku; kompozycja jest lżejsza od dwóch poprzednich piosenek, utrzymana w stylistyce bardziej synthpopowej, z jednej strony bliskiej With Sympathy, choć już nie tak przesłodzonej, za to znacznie surowszej i chłodniejszej, z charczącym wokalem, z drugiej zaś strony oscylującej między klimatami Depeche Mode z płyt Construction Time Again i Some Great Reward, a synthpopowym obliczem New Order lat 80. Ciekawostką pozostaje fakt, że w nagraniu utworu uczestniczyli będący formalnie już poza zespołem Stephen George i Brad Hallen.
The Angel jest synthpopowo-intustrialną balladą z wpływami brzmieniowymi Cabaret Voltaire z płyty The Crackdown. Ala Jourgensena wokalnie wspomaga tutaj jego żona Patty, która ma wyraźny wpływ na złagodzenie wokalu, a nawet na nadanie kompozycji wymiaru erotycznego, niemniej wokal Jourgensena, choć wyraźnie łagodniejszy, pozostaje surowy.
Singlowy Over the Shoulder z niezwykle dynamicznym beatem, industrialnymi efektami w stylu Depeche Mode, mocnym i zapętlonym pulsem sekwencera, na tle którego pojawia się chłodna przestrzeń, utrzymany jest w synthpopowo-industrialnych klimatach Cabaret Voltaire i Front 242. Ciekawostką jest dość nietypowy falset w wykonaniu Ala Jourgensena w stylu... Prince'a, choć na przykład dziennikarz Brian Chin z magazynu Dance Trax doszukiwał się tu parodii Bee Gees.
Dynamiczny i industrialny Over the Shoulder utrzymany jest w klimatach twórców spod znaku nurtu Neue Deustsche Welle (NDW) - Die Krupps i D.A.F. Po latach Al Jourgensen określił teledysk do utworu mianem "zbrodniczego", bowiem Peter Christopherson płacił grającym w nim dzieciakom za dokonywanie kradzieży samochodu czy włamywanie się do sklepu, które potem filmował, by podkreślić autentyczność teledysku.
12-minutowy Where You at Now? / Crash & Burn / Twitch (Version II) utrzymany jest w rytmice NDW, choć pozbawiony jest zbytnich przestrzeni i melodii, których miejsce zastępują industrialne kanonady, zgrzyty i hałasy.
Wersję podstawową albumu uzupełniają utwory dodatkowe: wydłużona wersja Over the Shoulder (12" Version) oraz kończący album Isle of Man (Version II), utrzymany w zimnofalowo-industrialnym klimacie z mocnymi wpływami brzmieniowo-wokalnymi Fada Gadgeta.
Album Twitch nie odniósł co prawda jakiegoś oszałamiającego sukcesu, dotarł do zaledwie 194 miejsca amerykańskiego Billboardu (na 200 pozycji), jednak udowodnił słuszny kurs, jaki obrało Ministry, sam zaś album do dziś uważany jest za jeden z najważniejszych industrialnych albumów lat 80. Po wydaniu albumu, zespół ruszył w czteromiesięczną trasę koncertową po USA i Kanadzie.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 563
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115456 autor: Depeche Gristle » 15 paź 2018, 23:54

Suicide - A Way Of Life, 1988;
******
Style: new wave, synthpop, cold wave, dark wave, rockabilly, industrial
Obrazek

Suicide - The Second Album, 1980;
******
Style: new wave, synthpop, cold wave, pop psychodeliczny, rockabilly, dark wave, future pop, ambient, bossa nova
Obrazek


A Way of Life - trzeci album studyjny legendarnej nowojorskiej formacji synthpopowej Suicide, na który trzeba było czekać przez blisko osiem lat, jednakże okres ten wcale nie był martwy w wykonaniu Alana Vegi i Martina Reva, bowiem obaj muzycy wydawali w tym czasie albumy solowe, zaś pod szyldem Suicide regularnie koncertowali, czego finałem był wydany w 1986 roku album live Ghost Riders, zawierający materiał z trasy koncertowej grupy z 1981 roku.
Materiał do swojego trzeciego albumu studyjnego A Way of Life Suicide zarejestrował 13 grudnia 1987 w rodzinnym Nowym Jorku, zaś produkcji albumu, podobnie jak w przypadku drugiego albumu (Suicide: Alan Vega and Martin Rev) podjął się frontman kultowego zespołu The Cars Ric Ocasek.
Album, który ukazał się w 1988 roku zaprezentował rozwinięcie stylu z Suicide: Alan Vega and Martin Rev, łącząc synthpop, dark wave i cold wave z wokalami w stylu rockabilly, preferowanym przez Alana Vegę, czym charakteryzował się styl Suicide lat 80 i, czego przykład daje otwierający album numer Wild in Blue, z charakterystyczną dla Alana Vegi linią wokalną w stylu rockabilly; piosenka jest połączeniem chłodnego synthpopu lat 80 z industrialnym pulsem i samplami partii gitarowych w stylu new wave.
Nastrojowy, singlowy Surrender, przypomina ballady w klimatach z twórczości z przedziału pomiędzy OMD, a Julee Cruise ze ścieżek dźwiękowych do Twin Peaks. Równie nastrojowy jest wokal Alana Vegi wspomagany przez damskie chórki, brzmiący niczym Elvis Presley.
Jukebox Baby 96 jest czystą piosenką rockabilly, choć w syntezatorowej oprawie. Śpiew Alana Vegi do złudzenia przypomina tu samego Elvisa.
Odmianę przynosi Rain of Ruin w znacznie mroczniejszym klimacie łączącym new wave, synthpop, postpunk i cold wave ze śpiewem rockabilly Alana Vegi; synthpopowy beat łączy się tu z chropowatym i surowym brzmieniem klawiszy.
Suffering in Vain jest czysto industrialną kompozycją z potężnym maszynowym pulsem sekwencera i niemal jednostajnym łomotem automatu perkusyjnego, przypominającym uderzenia ciężkiego młota o metal. Wokal Alana Vegi nadaje utworowi nieco psychodelicznego wymiaru.
Zupełny zwrot oferuje z kolei singlowy Dominic Christ, o przyjemnym syntezatorowym brzmieniu i zdecydowanie najbardziej na całym albumie utanecznionej i dynamicznej rytmice. Wokal Alana Vegi przechodzi od śpiewu rockabilly, po krzykliwe deklamacje.
Love So Lovely jest powrotem do klimatów z pierwszego albumu Suicide (1977); proste, acz chropowate i surowe syntezatorowe pasaże, archaiczny, bardzo szybki puls automatu perkusyjnego i nerwowe wokale Vegi do złudzenia przypominają kultowy numer Suicide - Ghost Rider.
Synthpopowy Devastation z chłodnymi i wyrazistymi partiami klawiszy przypomina swym brzmieniem i stylem numery Depeche Mode lat 80.
Album zamyka dark wave'owy, o niemal gotyckim wymiarze Heat Beat z surową partią klawiszy, chłodnym i odległym tłem, prostą i nieskomplikowaną dynamiczną sekcją rytmiczną i depresyjnym wokalem Alana Vegi.
A Way of Life jest najlepszym albumem w dorobku Suicide oraz jednym z najlepszych i najważniejszych, pewnie obok dokonań The Sisters Of Mercy, albumów dark wave i cold wave lat 80.


The Second Album - drugi album legendarnej nowojorskiej formacji Suicide, nagrywany w słynnym nowojorskim studiu Power Station at BerkleeNYC w latach 1979-1980; album wydany został w maju 1980, zaś jego oryginalny tytuł brzmiał "Suicide: Alan Vega and Martin Rev".
Po sukcesie pierwszego albumu Suicide oraz trasy koncertowej promującej album, formacją zainteresowali się producenci z najwyższej półki (w tym Giorgio Moroder), ostatecznie producentem drugiego albumu Suicide został frontman kultowego i niezwykle wówczas popularnego zespołu The Cars Ric Ocasek, który poprzez Michaela Zilkha z Ze Records ulokował Suicide w renomowanym i drogim, mieszczącym się na samym Manhattanie studiu Power Station at BerkleeNYC, gdzie zespół nagrywał materiał równocześnie obok Bruce'a Springsteena (muzycy wielokrotnie odwiedzali się podczas nagrań), jednocześnie Ric Ocasek dostarczył zespołowi nowy sprzęt, podjął się również, razem z Martinem Revem, pracy nad brzmieniem nowego albumu, zaś Alan Vega skupił się wyłącznie na wokalu.
Dzięki nowemu sprzętowi, brzmienie Suicide nabrało bardziej czystego i przejrzystego charakteru; zespół zrezygnował z surowości i brudu cechujących pierwszy album, co potwierdza się już od pierwszego utworu albumu, którym jest Diamonds, Fur Coat, Champagne w zminofalowo-synthpopowym klimacie, dość charakterystycznym dla synthpopu lat 80; numer brzmieniem przypomina nieco dokonania OMD, zaś Alan Vega śpiewa w swoim firmowym stylu rockabilly, przypominającym śpiew Elvisa Presleya.
Mr. Ray (to Howard T.) jest połączeniem synthpopowego brzmienia z klimatem amerykańskiej hippisowskiej psychodeli lat 60, zarówno w wokalu i rytmicznym klaskaniu, jak i w organowej przestrzeni.
Sweetheart jest przepiękną synthpopową balladą w klimacie przypominającym twórczość OMD od strony muzycznej, z romantycznym słodzeniem rockabilly Alana Vegi od strony wokalnej.
Fast Money Music utrzymany jest w niezwykle dynamicznym pulsującym tempie, nadając kompozycji formy electro-clashowej, z chwytliwymi partiami fletu elektrycznego i Elvisowskim wokalem Alana Vegi, który tu i ówdzie decyduje się w swoim stylu krzyknąć i pohukiwać.
Touch Me jest fuzją cold wave z dark wave w posępnym tonie nisko pulsującego syntezatora z organowym psychodelicznym tłem, ponurym wokalem na pierwszym planie i oszalałymi krzykami w tle, z całą pewnością pasowałby do klimatów z pierwszego albumu Suicide (1977), choć kompozycja zapowiada styl, z jakiego Suicide będzie znane w latach 80.
Harlem jest połączeniem synthpopowej rytmiki i klimatu psychodeli lat 60, w której szczególnie odciska się piętno The Doors, co mocno słychać także w wokalu.
Be Bop Kid jest bardziej retrospektywnym momentem albumu, bowiem utwór w całości jest typową piosenką nurtu rockabilly z lat 50 i 60 w synthpopowym wydaniu.
Las Vegas Man jest przepiękną balladą o ambientowej przestrzeni w wiosenno-porannych klimatach, do których brzmiący zupełnie jak Elvis Presley, romantyczny wokal Alana Vegi, wpasowuje się wręcz idealnie.
Ciekawą kolaborację synthpopowego brzmienia, rytmu bossa novy, psychodeli oraz Elvisowskiej linii wokalnej stanowi Shadazz, choć w przypadku Suicide takie mariaże są raczej daniem firmowym formacji. Ponadto utwór zawiera świetne partie fletu dodające uroku całości piosenki.
Dość surowo brzmiący Dance z niezwykle szybkim beatem archaicznego automatu perkusyjnego, charakterystycznym, stale powtarzającym się pulsem sekwencera, syntezatorowymi zapętleniami, schizofrenicznym wokalem Alana Vegi przypominającym wczesny styl Dietera Meiera z Yello, jest kolaboracją electro clash i psychodeli; utwór stanowi wczesną formę stylu house.
Super Subway Comedian opiera się głównie na dynamicznym rytmie automatu perkusyjnego na tle delikatnej syntezatorowej przestrzeni; wokal przechodzi od pełnych emocji (od napięcia, po śmiech) deklamacji-dialogów z samym sobą, które w refrenie przechodzą klasyczny wokal w stylu rockabilly.
Dream Baby Dream, singiel, który poprzedził wydanie całego albumu, utrzymany jest w klimacie psychodelicznego popu z organowym tłem i wokalem rockabilly. Piosenka utrzymana jest w klimacie standardów Suicide z pierwszego albumu, takich jak Cheree i Girl. Również zamykający album Radiation jest powrotem do klimatów z pierwszego albumu Suicide; numer oparty jest na rytmie bossa novy automatu perkusyjnego; przestrzeń wypełnia surowe i szorstkie zapętlone brzmienie syntezatora, zaś w tle słychać organowe zagrywki, co przypomina numery z pierwszego albumu, takie, jak kultowy Ghost Rider, Rocket U.S.A. i I Remember.
Drugi album Suicide okazał się milowym krokiem dla brytyjskiego synthpopu lat 80. Album został doceniony przez brytyjski New Musical Express (NME) jako najlepszy album 1980 roku, zaś po latach inny brytyjski magazyn muzyczny Fact, umieścił album na 79 miejscu 100 najlepszych płyt lat 80, doceniając jego ponadczasowość. Inną sprawą jest fakt, że niezbyt przychylne opinie o albumie wyrażał sam Alan Vega, choć wpływ na to miał zapewne znikomy udział Vegi w produkcji albumu. Zresztą po jego nagraniu Alan Vega i Martin Rev na jakiś czas skupili się na twórczości solowej, zaś na następny album Suicide trzeba było czekać do 1988 roku.
Album zdobył za to uznanie wśród innych muzyków; Bobby Gillespie z Primal Scream przyznał, iż zakochał się w nim od pierwszego przesłuchania i, jego zdaniem, album stanowi wstęp do nurtu house. Natomiast Steven Severin z Siouxsie and the Banshees uznał longlpay za jeden z dziesięciu swoich ulubionych albumów.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia