RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5847
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Re: Czego teraz słuchacie

Post #115265 autor: Belmondo » 17 wrz 2018, 15:21

Ostatni post z poprzedniej strony:

jman pisze:Belmondo a Ty czego ostatnio słuchasz?


Zlapales mnie. Hopkinsa :o . Serio. Troche mam malo czasu aby przesledzic cala tworczosc, ale to zrobie.
Nastepny jest Moderat. Potem Bjork.
Wczoraj przypomnialem sobie Fragile Midge Ure'a (bylem na koncercie w tym roku i wracam czesto do tego artysty). Orchestrated niemalze rzucil mnie na kolana, ale to z sentymentow.
Zainteresował mnie Kensigton z mainstreamu, swietni artysci.
Zaczynam tez sluchac Korteza :o ma fenomelany glos.
Zlapalem sie tez na, uwaga, islandzkim hip-hopie :mrgreen: jest wyjatkowo hmm... plastyczny jesli to moge tak okreslic.
Ogolnie przestaje mnie interesowac w tej chwili historia, skupiam sie na tym co teraz i niedawno temu aby troche nadrobic.
Klasyke (elektronike) raczej omijam. To co w tej chwili powstaje, to glownie w skrocie chlam, zarowno artystyczny jak i wykonawczy.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 577
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115267 autor: Sublime » 17 wrz 2018, 20:22

Belmondo pisze:Zachwyt jest subiektywnym odbiorem przedmiotu tegoz :D


Drażni mnie jednak maniera pewnego fana muzyki silącego się na obiektywizm, po prostu. Jako fan Depeche Mode też mógłbym starać się wplatać ten "wpływ" zespołu na innych artystów, tyle że byłoby to po czasie po prostu absurdalne. :D

Żeby nie było, że trochę rozjeżdżamy się w temacie... ja ostatnio słucham przede wszystkim Providence Nathana Fake'a, całkiem przyjemny pop prosto od Let's Eat Grandma i nowej EPki Aphex Twina. Znalazł się też wreszcie czas na Lines Zimpla i No Plan Bowiego.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115270 autor: Depeche Gristle » 17 wrz 2018, 22:49

Cabaret Voltaire - Radiation, 1998;
*****
Style: new wave, synthpop, cold wave, electro-funk, industrial, postpunk,
hip-hop

Obrazek


Radiation - kompilacja zawierająca nagrania Cabaret Voltaire pochodzące z płyt wydanych pod szyldem wytwórni Virgin / Some Bizarre w latach 1984-85, jak i wczesne wersje utworów, które zostały wydane na albumie Code w 1987 roku, a także niewydane na żadnym albumie piosenkowe rarytasy. Jest to wyjątkowe wydawnictwo, bowiem utwory zostały nagrane od nowa i na żywo w sesjach w studiu BBC, w dniach 18 października 1984 z udziałem Janice Long, 22 października 1984 z udziałem Johna Peela i 6 sierpnia 1986, ponownie z udziałem Janice Long.
W zestawieniu pominięto utwory pochodzące z albumu The Crackdown (1983) oraz z The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord, będącej wówczas najnowszą płytą Cabaret Voltaire, większość zaś utworów została zaprezentowana w odbiegających od wersji albumowych aranżacjach - mniej industrialnych, za to bardziej funkowo-synthpopowych, za wyjątkiem numerów pochodzących z albumu Micro-Phonies, które są dosyć bliskie wersjom albumowym, może tylko bardziej przykrócone, co nie zmienia ich niesamowitego klimatu, jak choćby w przypadku otwierającego album kultowego numeru Sensoria, będącego wizerunkiem twórczości Cabaret Voltaire; kompozycja jest bardzo bliska wersji albumowej, podobnie jak Digital Rasta, choć piosenka wzbogacona jest o nieco eksperymentalną introdukcję. The Operative utrzymany jest w tej samej electro-bluesowej formule, co na Micro-Phonies, choć zdecydowanie mocniejsza jest tu sekcja perkusji.
Sleep Walking nie jest już tak industrialny, jak na Drinking Gasoline; utwór utrzymany jest w formie zimnofalowo-synthpopowo-funkowej; wzmocniono również sekcję basu oraz wzbogacono utwór o partie saksofonu.
Big Funk jest nieco bliższy pierwowzorowi z Drinking Gasoline, jednak nie ma już tego charakterystycznego, industrialnego pulsu, zaś kompozycja nabiera bardziej funkowo-synthpopowego kształtu.
Ciekawostką są zaprezentowane przez Cabaret Voltaire premierowe kompozycje, które miały znaleźć się w 1987 roku na albumie Code: Hey! Hey! przypominający pod pewnymi względami wersję, jaka pojawiła się potem na albumie, choć ta wczesna aranżacja jest mniej zimnofalowa, bardziej electro-funkowa, zawierająca motywy klawiszy, których w wersji finalnej już nie było. Kompletnie różni się też wokal Mallindera względem wersji finalnej. Drugim z zaprezentowanych tu numerów mających ukazać się na Code, jest Sex, Money, Freaks w kompletnie różniącej się formie, zarówno muzycznej, jak i wokalnej. Ta pierwotna wersja utworu jest znacznie dynamiczniejsza, electro-funkowa z odległymi partiami klawiszy, które zanikły w wersji finalnej. Jedno jednak pozostaje niezmienne: charakterystyczny basowy motyw, zaczerpnięty z utworu Trans-Europe Express z repertuaru Kraftwerk.
Największą jednak przystawką albumu są utwory, których próżno by szukać na którymkolwiek albumie Cabaret Voltaire - to prawdziwe rarytasy, dla których warto mieć w swojej kolekcji Radiation: Kind utrzymany w chłodnym, pulsującym klimacie synthpopu w stylu Sensoria; postpunkowy Ruthless przypominający Over And Over, z mocną sekcją żywej perkusji, silnym industrialnym pulsem i bluesowymi gitarowymi ozdobnikami; śpiewany przez Richarda H. Kirka You Like To Torment Me utrzymany jest w synthpopowo-industrialnym klimacie Depeche Mode lat 80 z płyt Some Great Reward i Black Celebration, zaś pierwsze mariaże z hip-hopem w wykonaniu Cabaret Voltaire pojawiają się w We've Got Heart, również w całości śpiewanym, a raczej rapowanym przez Kirky'ego. Utwór utrzymany jest w funkowo-synthpopowo-industrialnej tonacji, mocno zbliżonej do klimatów z albumu The Crackdown.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5847
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115272 autor: Belmondo » 17 wrz 2018, 23:39

Sublime pisze:Jako fan Depeche Mode


Aaaa, to stad ta sztywnosc w mysleniu 8)
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 577
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115273 autor: Sublime » 18 wrz 2018, 0:38

To chyba nie ma o czym mówić... :hi:
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5847
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115278 autor: Belmondo » 18 wrz 2018, 11:54

Nie przejmuj sie wszyscy to mamy tam gdzie wchodzi czynnik emocjonalny. Nasze mozgi maja tendencje to widzenia wybiorczego gdy czlowiek jest z czyms emocjonalnie zwiazany. Bardzo trudno to obejsc czy uniknac.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 577
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115279 autor: Sublime » 18 wrz 2018, 17:56

Mimo tego potrafię być wobec twórczości DM krytyczny - nie jest to zasadniczo jakimś wielkim problemem. Nie przeszkadza mi to jednocześnie być fanem ich muzyki. Kwestia odpowiedniego podejścia, nie widzę w tym przeszkód. Samą aluzję kierowałem w odniesieniu do użytkownika (nomen omen) Depeche Gristle. :wink:
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5847
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115282 autor: Belmondo » 18 wrz 2018, 19:07

Nie trudno zauwazyc, ze do DG. DG jest subiektywny, co trzeba brac z dystansem, ale tez miedzy wierszami ma trafne i ciekawe spostrzezenia. Jestem przekonany, ze DG zdaje sobie sprawe z tego ze Beloved to w zasadzie zespol jednego przeboju, jednak postawienie w tym jednym konkretnym przypadku znaku rownosci jest jak najbardziej uzasadnione.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115366 autor: Depeche Gristle » 24 wrz 2018, 18:33

Wielkie dzięki za dyskusję :) Niestety z braku czasu sam włączyć się w nią nie bardzo mogę. I cieszę się, że komuś jeszcze w ogóle chce się czytać, co napiszę :)
Może odniosę się do jednego:
Sublime pisze: tak chciałbym wiedzieć, na czym to podobieństwo miałoby polegać. Bo ja dostrzegam wiele różnić w mroku na Dream On i w mroku na In Your Room chociażby.


Dlaczego od razu taki "drastyczny" przykład? Owszem, brak jest jakichkolwiek podobieństw między In Your Room, a Dream On, ale już nad takim Walking In My Shoes można w tej kwestii podyskutować.
Zresztą, i tak każdy na swój sposób interpretuje muzykę.


Nitzer Ebb - Showtime, 1990;
******
Style : new wave, synthpop, industrial, ebm, cold wave, dark wave, noise,
hip hop

Obrazek

Psyche - Insomnia Theatre, 1985;
*****
Style: new wave, synthpop, industrial, noise, experimental, future pop,
cold wave, dark wave

Obrazek


Showtime - trzeci album brytyjskiej formacji EBM-industrialowej Nitzer Ebb, nagrywany w 1989 roku, którego premiera miała miejsce 20 marca 1990 roku - dzień po premierze kultowego albumu Depeche Mode - Violator, co też nie było przypadkowe, bowiem w tamtym czasie oba zespoły blisko ze sobą współpracowały. Producentem płyt Nitzer Ebb, począwszy od Belief (1989) był współpracujący z Depeche Mode Mark Ellis - "Flood".
Showtime przynosi w twórczości Nitzer Ebb pewien przełom, na który bezpośredni wpływ wywarł Flood, którego znakiem firmowym było sterylne brzmienie czy kładzenie nacisku na rytm. Nitzer Ebb nie brzmi już tak surowo i mechanicznie, jak chociażby na swym debiucie That Total Age (1987), pojawia się za to pewien schemat budowy napięcia albumu, klimat, który potrafi zmieniać nastroje, od euforii, po depresję - zespół wyraźnie dojrzewa, choć w dalszym ciągu brakuje tu miejsca na zbytnie syntezatorowe i brzmieniowe przestrzenie, co jest dość charakterystyczne dla Nitzer Ebb tamtego okresu.
Album otwiera singlowy Getting Closer z dynamiczną sekcją rytmiczną, mocnymi samplami riffów gitarowych na tle syntezatorowego pulsu i silnym punkowym wokalem. Gitarowe brzmienia stanowią tu jednak osobliwy wyjątek w stosunku do reszty albumu.
Synthpopowy i chłodny Nobody Knows o nieco spowolnionym rytmie, ale wcale nie o lżejszym wymiarze, przypomina klimaty wczesnego Nine Inch Nails czy Ministry z lat 80.
Intrygująca kompozycja One Man's Burden zaczyna się od powolnego i depresyjnego industrialnego klimatu, by z czasem przyśpieszyć, utrzymując industrialny klimat. Uwagę zwracają tu głęboki puls, marszowy rytm i... brzmienie trąbki.
All Over jest klasycznie synthpopowym numerem z wyraźnymi wpływami zimnej fali i new wave lat 80.
My Heart ma wyraźnie ebm-owy wymiar z silnym mechanicznym pulsem sekwencera w stylu wykonawców nurtu NDW - D.A.F., Der Plan i wczesnego Die Krupps, mocną partią basu i dość rwaną sekcją perkusji.
Lightning Man utrzymany jest w klimacie bardziej współczesnego ebm-u, synthpopu i industrialu - głównie za sprawą pulsującej sekcji rytmicznej i głębokiego industrialnego syntezatorowego pulsu. Pojawiają się też chłodne partie klawiszy, linia wokalna ogranicza się do deklamacji, która przechodzi do formy postpunkowych krzyków. Słychać tu wpływy Skinny Puppy i Ministry lat 80, których ewidentne piętno odciska się również w następnym utworze, wyjątkowo surowo brzmiącym, mrocznym, chłodnym i synthpopowym Rope; słychać tu ponadto wpływy brzmieniowe Depeche Mode i Cabaret Voltaire.
Industrial, synthpop i szybki puls, a także nutka przebojowości, to wszystko pojawia się w Hold On. Nawet mimo braku przestrzeni, a numer jest dość mocno mechaniczny, to za sprawą łagodnego wokalu (najłagodniejszego na całym albumie) i chwytliwej linii wokalnej, szczególnie w refrenie, kompozycja zapewne stałaby się przebojem Nitzer Ebb, gdyby była singlem.
Zamykający album Fun to Be Had charakteryzuje się dynamicznym rytmem, silnym pulsem oraz rapowaną linią wokalną. Utwór pozostaje pod silnym wpływem twórczości Front 242 - nic dziwnego, bowiem Front 242 od początku stanowił główną siłę inspiracji dla Nitzer Ebb i rzeczą dziwną byłoby, gdyby na płycie zabrakło takiego utworu.
Showtime co prawda pozostał w cieniu albumu Depeche Mode - Violator, jednakże został doceniony przez muzyków Depeche Mode, którzy zaprosili Nitzer Ebb na wspólną trasę koncertową promującą album Violator - World Violation Tour w 1990 roku, zaś klawiszowiec Depeche Mode Alan Wilder osobiście stał się producentem następnego albumu formacji - Ebbhead, z kolei dla odmiany, wokalista Nitzer Ebb Douglas Mc Carthy nawiązał współpracę z projektem Wildera Recoil.


Insomnia Theatre - debiutancki album formacji Pyche, założonej w Edmonton w 1982 roku przez wokalistę Darrina C. Hussa i klawiszowca Stephena Hussa, dla których główną linią inspiracji stał się synthpop z przełomu lat 70 i 80, głównie w wykonaniu Suicide, Soft Cell, Fada Gadgeta oraz wczesnych Depeche Mode i The Human League.
Wystarczy wspomnieć fakt, że w chwili wydania albumu, w 1985 roku, muzycy Psyche byli nastolatkami (zakładając zespół mieli po 15 lat!), tym bardziej szokująca wydaje się jego zawartość - pełna awangardy, chłodu i industrialnego brzmienia, jakby nie pasująca do twórczości nastolatków, którzy w tamtych czasach powinni raczej tworzyć coś na miarę New Kids On The Block czy The Jackson 5 - a jednak, nic bardziej mylnego! Mimo bardzo młodego wieku, bracia Huss mieli już wyraźnie ugruntowane spojrzenie na muzykę oraz inspiracje muzyczne godne weteranów sceny. I mimo skromnych możliwości, dysponowali bowiem prymitywnymi analogowymi syntezatorami i archaiczną, nawet jak na tamte czasy, techniką nagrywania, fakt ich muzycznej dojrzałości musi nawet dziś budzić respekt. Nieczęsto zresztą w historii muzyki zdarzało się, by nastolatkowie stworzyliby tak daleko idący muzycznie projekt. Przykładem może być Depeche Mode, ale i ten gigant synthpopu początki miał raczej mniej skomplikowane.
Również motyw przewodni albumu Insomnia Theatre - horrory i wampiryzm - stanowi dość nietypowy temat, jak na twórczość młodocianych muzyków, tym bardziej album wart jest bliższego zgłębienia.
Remaster albumu z 2016 roku zawiera nie tylko zmienioną chronologię utworów, ale poszerzony jest o niewydane rarytasy z wczesnej działalności Psyche, przez co w sumie z pierwotnych ośmiu podstawowych numerów albumu, otrzymujemy ich aż dziewiętnaście.
Album otwiera energiczny synthpop The Brain Collapses (Dance Mix) w dość archaicznym wydaniu, co nie stanowi wcale ujmy. Słychać ty wyraźne wpływy wczesnych Depeche Mode, The Human League i Fada Gadgeta.
Podobnie rzecz ma się w rozwibrowanym Wink Of An Eye, zaś Maggots silnie naznaczony jest wpływami Soft Cell i wczesnego Yello.
Lies brzmi dość mocno archaicznie, niemal jak najwcześniejszy Suicide, z bardzo prymitywnym pulsem automatu perkusyjnego. W mocno przytłumionym wokalu słychać wpływy Alana Vegi i Genesisa P- Orridge'a.
Instrumentalny Eating Violins oparty jest na analogowej chłodnej przestrzeni, w której z czasem pojawia się beat prymitywnego automatu perkusyjnego. Kompozycja przypomina instrumentalne utwory wczesnych Depeche Mode i The Human League, którego wyraźne wpływy słychać w Children Carry Knives z silnie wyostrzoną industrialną wibracją, mocno przytłumiającą niezwykle zimną, future-popową muzykę i wokal.
Pod silnym wpływem twórczości Throbbing Gristle (utwory Discipline, What A Day) jest Wrench, zarówno pod względem muzycznym, jak i wokalnym.
The Brain Collapses (Original Concept) utrzymany jest w klimacie chłodnego, acz dynamicznego synthpopu. Słychać tu wyraźne inspiracje twórczością Fada Gadgeta i Gary'ego Numana, utwór przypomina już zaczątek charakterystycznego brzmienia i stylu Psyche z następnych płyt. Ten sam chłód charakteryzuje instrumentalny Suffocation. Ciekawostką jest tu charakterystyczny ebm-owy puls, który stanowił wizytówkę stylu Front 242.
Przesycony zimną falą i mrokiem jest Psychic Vampire, w którym dominują klimaty Suicide. Niespodzianką jest pojawienie się partii skrzypiec i gitarowych riffów.
Instrumentalny Ice opatrzony jest chłodną przestrzenią o niskim brzmieniu, na którą z czasem nakładają się analogowe zagrywki klawiszy, archaiczny puls sekwencera oraz rytm niezwykle prymitywnego automatu perkusyjnego. Utwór brzmi niczym wyjęty rodem z twórczości The Future (pre The Human League) lub Composition Of Sound (pre Depeche Mode).
Wpływy twórczości wczesnych Depeche Mode, The Human League oraz Fada Gadegta słychać w analogowo brzmiących, future popowych Why Should I?, Mr. Eyeball Ooze oraz w spowolnionym On The Edge.
Króciutki Demons to przyśpieszona syntezatorowa muzyka odtworzona wstecznie na taśmie, do której dograno wokal.
Mind Over Matter brzmiąca, jak nagrana domowym sposobem demówka (i zapewne zresztą tak było) kompozycja, jest przykładem archaicznego synthpopu drugiej połowy lat 70, z prymitywnym beatem automatu perkusyjnego i analogowym pulsem sekwencera. Wokal wyraźnie jest oddzielony od muzyki.
W Body March 1,2 słychać z kolei inspiracje twórczością Cabaret Voltaire z albumu The Crackdown, zaś Splattered Nerves, z pulsem charakterystycznym dla nurtu NDW, to styl i brzmienie niemal żywcem wyjęte z twórczości D.A.F. i wczesnego Die Krupps.
Całość kończy, pulsujący w stylu wczesnego The Human League, Night Watcher.
Na debiutanckim albumie Psyche - Insomnia Theatre - trudno doszukiwać się co prawda spójności, finezji czy czegoś odkrywczego, ponadto album brzmi bardziej, jakby nagrany został nie w 1985, a w 1978 roku, jednakże formacja nadrabia te szczegóły niezwykłą pomysłowością, za co, biorąc pod uwagę młody wiek artystów, album należy ocenić jak najbardziej pozytywnie. Słychać tu ogromny potencjał, który zaowocuje na kolejnych albumach Psyche.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 577
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115369 autor: Sublime » 24 wrz 2018, 20:53

Depeche Gristle pisze:Dlaczego od razu taki "drastyczny" przykład? Owszem, brak jest jakichkolwiek podobieństw między In Your Room, a Dream On, ale już nad takim Walking In My Shoes można w tej kwestii podyskutować.
Zresztą, i tak każdy na swój sposób interpretuje muzykę.


Czemu taki? IMO wskazuje te największe różnice w stylu DM - dość przyjemny pop oparty na minimalistycznej elektronice i akustyku w kontrze do bogato aranżowanych, rockowych klimatów na SOFAD. W przypadku Walking'a można by już spróbować się podczepić do tematu, pewnie że tak. :handup:
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115417 autor: Depeche Gristle » 08 paź 2018, 19:02

Ministry - Twitch, 1986;
******
Style: new wave, industrial, synthpop, cold wave, dark wave, noise, ebm,
experimental

Obrazek


Twitch - drugi studyjny album amerykańskiej formacji Ministry, którego premiera miała miejsce 12 marca 1986, jest on zasadniczym zwrotem w stosunku do synthpopowego debiutu With Sympathy (1983), który, mimo szczytu popularności gatunku, nie odniósł spodziewanego sukcesu komercyjnego, wobec czego, wraz z zakończeniem trasy koncertowej promującej album With Sympathy, z zespołem rozstał się instrumentalista Stephen George, zaś Alain Jourgensen stał się w tym okresie jedynym członkiem zespołu, który ponadto rozwiązał umowę z dotychczasową wytwórnią Arista Records, podpisując kontrakt z wytwórniami Sire Records i Warner Bros. Records.
W 1984 roku Ministry, wspomagane przez Billa Rieflina i Paula Barkera, który po nagraniu Twitch na stałe wszedł do składu zespołu, ponownie ruszyło w trasę koncertową po Wschodnim Wybrzeżu USA u boku ojców chrzestnych EBM-u Front 242.
W międzyczasie Ministry nawiązało współpracę ze znakomitymi producentami muzycznymi specjalizującymi się w synthpopie i industrialu, znanymi ze współpracy z m.in. Depeche Mode, Cabaret Voltaire, KMFDM i Skinny Puppy Adrianem Sherwoodem i Garethem Jonesem czy też ze znanym perkusistą Keithem LeBlanc'em, za stronę wizualną (przede wszystkim teledyski) zabrał się będący żywą ikoną industrialu Peter Christopherson. Zespół pod dowództwem Ala Jourgensena obrał wyraźny kurs ku cięższym, surowszym i mroczniejszym klimatom industrialnym, inspirowanym w głównej mierze twórczością Cabaret Voltaire i Front 242, o czym świadczą poprzedzające wydanie albumu Twitch single, które ukazały się w latach 1984-85: All Day, (Every Day Is) Halloween i The Nature of Love, świadczące o nowej jakości w twórczości zespołu, którą wyraźnie słychać w otwierającym album Twitch numerze Just Like You, naznaczonym ciężkim industrialnym beatem, chłodnym i surowym brzmieniem, mnóstwem wstawek sampli, tak charakterystycznych dla całego albumu, jak i późniejszej twórczości zespołu. I nawet Al Jourgensen sam określił kompozycję jako "pierwszy prawdziwy utwór Ministry". Co się zaś tyczy wokalu Jourgensena, nie ma już w nim w zasadzie żadnych cech typowych dla wokali synthpopowo-nowofalowych, przyjmując dość ochrypłą barwę, nabiera niespotykanej dotąd agresji i mroku.
We Believe z charakterystycznym i wyrazistym industrialnym pulsem, dynamicznym utanecznionym ebm-owym beatem i chłodnym brzmieniem, łączy w sobie estetykę twórczości Cabaret Voltaire i Front 242, wokal jest jeszcze bardziej ochrypły i nieco przetworzony.
All Day Remix jest nową wersją singla z 1985 roku; kompozycja jest lżejsza od dwóch poprzednich piosenek, utrzymana w stylistyce bardziej synthpopowej, z jednej strony bliskiej With Sympathy, choć już nie tak przesłodzonej, za to znacznie surowszej i chłodniejszej, z charczącym wokalem, z drugiej zaś strony oscylującej między klimatami Depeche Mode z płyt Construction Time Again i Some Great Reward, a synthpopowym obliczem New Order lat 80. Ciekawostką pozostaje fakt, że w nagraniu utworu uczestniczyli będący formalnie już poza zespołem Stephen George i Brad Hallen.
The Angel jest synthpopowo-intustrialną balladą z wpływami brzmieniowymi Cabaret Voltaire z płyty The Crackdown. Ala Jourgensena wokalnie wspomaga tutaj jego żona Patty, która ma wyraźny wpływ na złagodzenie wokalu, a nawet na nadanie kompozycji wymiaru erotycznego, niemniej wokal Jourgensena, choć wyraźnie łagodniejszy, pozostaje surowy.
Singlowy Over the Shoulder z niezwykle dynamicznym beatem, industrialnymi efektami w stylu Depeche Mode, mocnym i zapętlonym pulsem sekwencera, na tle którego pojawia się chłodna przestrzeń, utrzymany jest w synthpopowo-industrialnych klimatach Cabaret Voltaire i Front 242. Ciekawostką jest dość nietypowy falset w wykonaniu Ala Jourgensena w stylu... Prince'a, choć na przykład dziennikarz Brian Chin z magazynu Dance Trax doszukiwał się tu parodii Bee Gees.
Dynamiczny i industrialny Over the Shoulder utrzymany jest w klimatach twórców spod znaku nurtu Neue Deustsche Welle (NDW) - Die Krupps i D.A.F. Po latach Al Jourgensen określił teledysk do utworu mianem "zbrodniczego", bowiem Peter Christopherson płacił grającym w nim dzieciakom za dokonywanie kradzieży samochodu czy włamywanie się do sklepu, które potem filmował, by podkreślić autentyczność teledysku.
12-minutowy Where You at Now? / Crash & Burn / Twitch (Version II) utrzymany jest w rytmice NDW, choć pozbawiony jest zbytnich przestrzeni i melodii, których miejsce zastępują industrialne kanonady, zgrzyty i hałasy.
Wersję podstawową albumu uzupełniają utwory dodatkowe: wydłużona wersja Over the Shoulder (12" Version) oraz kończący album Isle of Man (Version II), utrzymany w zimnofalowo-industrialnym klimacie z mocnymi wpływami brzmieniowo-wokalnymi Fada Gadgeta.
Album Twitch nie odniósł co prawda jakiegoś oszałamiającego sukcesu, dotarł do zaledwie 194 miejsca amerykańskiego Billboardu (na 200 pozycji), jednak udowodnił słuszny kurs, jaki obrało Ministry, sam zaś album do dziś uważany jest za jeden z najważniejszych industrialnych albumów lat 80. Po wydaniu albumu, zespół ruszył w czteromiesięczną trasę koncertową po USA i Kanadzie.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115456 autor: Depeche Gristle » 15 paź 2018, 23:54

Suicide - A Way Of Life, 1988;
******
Style: new wave, synthpop, cold wave, dark wave, rockabilly, industrial
Obrazek

Suicide - The Second Album, 1980;
******
Style: new wave, synthpop, cold wave, pop psychodeliczny, rockabilly, dark wave, future pop, ambient, bossa nova
Obrazek


A Way of Life - trzeci album studyjny legendarnej nowojorskiej formacji synthpopowej Suicide, na który trzeba było czekać przez blisko osiem lat, jednakże okres ten wcale nie był martwy w wykonaniu Alana Vegi i Martina Reva, bowiem obaj muzycy wydawali w tym czasie albumy solowe, zaś pod szyldem Suicide regularnie koncertowali, czego finałem był wydany w 1986 roku album live Ghost Riders, zawierający materiał z trasy koncertowej grupy z 1981 roku.
Materiał do swojego trzeciego albumu studyjnego A Way of Life Suicide zarejestrował 13 grudnia 1987 w rodzinnym Nowym Jorku, zaś produkcji albumu, podobnie jak w przypadku drugiego albumu (Suicide: Alan Vega and Martin Rev) podjął się frontman kultowego zespołu The Cars Ric Ocasek.
Album, który ukazał się w 1988 roku zaprezentował rozwinięcie stylu z Suicide: Alan Vega and Martin Rev, łącząc synthpop, dark wave i cold wave z wokalami w stylu rockabilly, preferowanym przez Alana Vegę, czym charakteryzował się styl Suicide lat 80 i, czego przykład daje otwierający album numer Wild in Blue, z charakterystyczną dla Alana Vegi linią wokalną w stylu rockabilly; piosenka jest połączeniem chłodnego synthpopu lat 80 z industrialnym pulsem i samplami partii gitarowych w stylu new wave.
Nastrojowy, singlowy Surrender, przypomina ballady w klimatach z twórczości z przedziału pomiędzy OMD, a Julee Cruise ze ścieżek dźwiękowych do Twin Peaks. Równie nastrojowy jest wokal Alana Vegi wspomagany przez damskie chórki, brzmiący niczym Elvis Presley.
Jukebox Baby 96 jest czystą piosenką rockabilly, choć w syntezatorowej oprawie. Śpiew Alana Vegi do złudzenia przypomina tu samego Elvisa.
Odmianę przynosi Rain of Ruin w znacznie mroczniejszym klimacie łączącym new wave, synthpop, postpunk i cold wave ze śpiewem rockabilly Alana Vegi; synthpopowy beat łączy się tu z chropowatym i surowym brzmieniem klawiszy.
Suffering in Vain jest czysto industrialną kompozycją z potężnym maszynowym pulsem sekwencera i niemal jednostajnym łomotem automatu perkusyjnego, przypominającym uderzenia ciężkiego młota o metal. Wokal Alana Vegi nadaje utworowi nieco psychodelicznego wymiaru.
Zupełny zwrot oferuje z kolei singlowy Dominic Christ, o przyjemnym syntezatorowym brzmieniu i zdecydowanie najbardziej na całym albumie utanecznionej i dynamicznej rytmice. Wokal Alana Vegi przechodzi od śpiewu rockabilly, po krzykliwe deklamacje.
Love So Lovely jest powrotem do klimatów z pierwszego albumu Suicide (1977); proste, acz chropowate i surowe syntezatorowe pasaże, archaiczny, bardzo szybki puls automatu perkusyjnego i nerwowe wokale Vegi do złudzenia przypominają kultowy numer Suicide - Ghost Rider.
Synthpopowy Devastation z chłodnymi i wyrazistymi partiami klawiszy przypomina swym brzmieniem i stylem numery Depeche Mode lat 80.
Album zamyka dark wave'owy, o niemal gotyckim wymiarze Heat Beat z surową partią klawiszy, chłodnym i odległym tłem, prostą i nieskomplikowaną dynamiczną sekcją rytmiczną i depresyjnym wokalem Alana Vegi.
A Way of Life jest najlepszym albumem w dorobku Suicide oraz jednym z najlepszych i najważniejszych, pewnie obok dokonań The Sisters Of Mercy, albumów dark wave i cold wave lat 80.


The Second Album - drugi album legendarnej nowojorskiej formacji Suicide, nagrywany w słynnym nowojorskim studiu Power Station at BerkleeNYC w latach 1979-1980; album wydany został w maju 1980, zaś jego oryginalny tytuł brzmiał "Suicide: Alan Vega and Martin Rev".
Po sukcesie pierwszego albumu Suicide oraz trasy koncertowej promującej album, formacją zainteresowali się producenci z najwyższej półki (w tym Giorgio Moroder), ostatecznie producentem drugiego albumu Suicide został frontman kultowego i niezwykle wówczas popularnego zespołu The Cars Ric Ocasek, który poprzez Michaela Zilkha z Ze Records ulokował Suicide w renomowanym i drogim, mieszczącym się na samym Manhattanie studiu Power Station at BerkleeNYC, gdzie zespół nagrywał materiał równocześnie obok Bruce'a Springsteena (muzycy wielokrotnie odwiedzali się podczas nagrań), jednocześnie Ric Ocasek dostarczył zespołowi nowy sprzęt, podjął się również, razem z Martinem Revem, pracy nad brzmieniem nowego albumu, zaś Alan Vega skupił się wyłącznie na wokalu.
Dzięki nowemu sprzętowi, brzmienie Suicide nabrało bardziej czystego i przejrzystego charakteru; zespół zrezygnował z surowości i brudu cechujących pierwszy album, co potwierdza się już od pierwszego utworu albumu, którym jest Diamonds, Fur Coat, Champagne w zminofalowo-synthpopowym klimacie, dość charakterystycznym dla synthpopu lat 80; numer brzmieniem przypomina nieco dokonania OMD, zaś Alan Vega śpiewa w swoim firmowym stylu rockabilly, przypominającym śpiew Elvisa Presleya.
Mr. Ray (to Howard T.) jest połączeniem synthpopowego brzmienia z klimatem amerykańskiej hippisowskiej psychodeli lat 60, zarówno w wokalu i rytmicznym klaskaniu, jak i w organowej przestrzeni.
Sweetheart jest przepiękną synthpopową balladą w klimacie przypominającym twórczość OMD od strony muzycznej, z romantycznym słodzeniem rockabilly Alana Vegi od strony wokalnej.
Fast Money Music utrzymany jest w niezwykle dynamicznym pulsującym tempie, nadając kompozycji formy electro-clashowej, z chwytliwymi partiami fletu elektrycznego i Elvisowskim wokalem Alana Vegi, który tu i ówdzie decyduje się w swoim stylu krzyknąć i pohukiwać.
Touch Me jest fuzją cold wave z dark wave w posępnym tonie nisko pulsującego syntezatora z organowym psychodelicznym tłem, ponurym wokalem na pierwszym planie i oszalałymi krzykami w tle, z całą pewnością pasowałby do klimatów z pierwszego albumu Suicide (1977), choć kompozycja zapowiada styl, z jakiego Suicide będzie znane w latach 80.
Harlem jest połączeniem synthpopowej rytmiki i klimatu psychodeli lat 60, w której szczególnie odciska się piętno The Doors, co mocno słychać także w wokalu.
Be Bop Kid jest bardziej retrospektywnym momentem albumu, bowiem utwór w całości jest typową piosenką nurtu rockabilly z lat 50 i 60 w synthpopowym wydaniu.
Las Vegas Man jest przepiękną balladą o ambientowej przestrzeni w wiosenno-porannych klimatach, do których brzmiący zupełnie jak Elvis Presley, romantyczny wokal Alana Vegi, wpasowuje się wręcz idealnie.
Ciekawą kolaborację synthpopowego brzmienia, rytmu bossa novy, psychodeli oraz Elvisowskiej linii wokalnej stanowi Shadazz, choć w przypadku Suicide takie mariaże są raczej daniem firmowym formacji. Ponadto utwór zawiera świetne partie fletu dodające uroku całości piosenki.
Dość surowo brzmiący Dance z niezwykle szybkim beatem archaicznego automatu perkusyjnego, charakterystycznym, stale powtarzającym się pulsem sekwencera, syntezatorowymi zapętleniami, schizofrenicznym wokalem Alana Vegi przypominającym wczesny styl Dietera Meiera z Yello, jest kolaboracją electro clash i psychodeli; utwór stanowi wczesną formę stylu house.
Super Subway Comedian opiera się głównie na dynamicznym rytmie automatu perkusyjnego na tle delikatnej syntezatorowej przestrzeni; wokal przechodzi od pełnych emocji (od napięcia, po śmiech) deklamacji-dialogów z samym sobą, które w refrenie przechodzą klasyczny wokal w stylu rockabilly.
Dream Baby Dream, singiel, który poprzedził wydanie całego albumu, utrzymany jest w klimacie psychodelicznego popu z organowym tłem i wokalem rockabilly. Piosenka utrzymana jest w klimacie standardów Suicide z pierwszego albumu, takich jak Cheree i Girl. Również zamykający album Radiation jest powrotem do klimatów z pierwszego albumu Suicide; numer oparty jest na rytmie bossa novy automatu perkusyjnego; przestrzeń wypełnia surowe i szorstkie zapętlone brzmienie syntezatora, zaś w tle słychać organowe zagrywki, co przypomina numery z pierwszego albumu, takie, jak kultowy Ghost Rider, Rocket U.S.A. i I Remember.
Drugi album Suicide okazał się milowym krokiem dla brytyjskiego synthpopu lat 80. Album został doceniony przez brytyjski New Musical Express (NME) jako najlepszy album 1980 roku, zaś po latach inny brytyjski magazyn muzyczny Fact, umieścił album na 79 miejscu 100 najlepszych płyt lat 80, doceniając jego ponadczasowość. Inną sprawą jest fakt, że niezbyt przychylne opinie o albumie wyrażał sam Alan Vega, choć wpływ na to miał zapewne znikomy udział Vegi w produkcji albumu. Zresztą po jego nagraniu Alan Vega i Martin Rev na jakiś czas skupili się na twórczości solowej, zaś na następny album Suicide trzeba było czekać do 1988 roku.
Album zdobył za to uznanie wśród innych muzyków; Bobby Gillespie z Primal Scream przyznał, iż zakochał się w nim od pierwszego przesłuchania i, jego zdaniem, album stanowi wstęp do nurtu house. Natomiast Steven Severin z Siouxsie and the Banshees uznał longlpay za jeden z dziesięciu swoich ulubionych albumów.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115470 autor: Depeche Gristle » 23 paź 2018, 0:42

Psyche - The Influence, 1989;
******
Style: new wave, synthpop, dark wave, cold wave, industrial, rock elektroniczny, ambient, gothic, folk, trip hop
Obrazek


The Influence - czwarty album kanadyjskiej formacji Psyche, wydany 28 listopada 1989 roku, przyniósł daleko idące zmiany, począwszy od personalnych, bowiem dotychczasowy klawiszowiec Stephen Huss postanowił rozstać się z formacją; jego miejsce zajął David Kristian, który ukierunkował Psyche ku bardziej mrocznej elektroniczne, będącej wypadkową twórczości Depeche Mode, Cabaret Voltaire i Clan Of Xymox. Europejskie sukcesy poprzednich albumów grupy, Unveiling the Secret i Mystery Hotel, które Psyche udanie promowało trasami koncertowymi po Europie, gdzie grupa występowała obok m.in. Alien Sex Fiend, Die Form i Clan of Xymox, naturalną koleją rzeczy przyczyniły się do ewolucji stylu Psyche w kierunku dark wave i cold wave, nabierając tym samym bardziej mrocznego charakteru muzyki.
Wznowienie albumu z 2012 roku zawiera zmienioną chronologię utworów i zwiększoną o dodatkowe numery tracklistę względem wersji oryginalnej; stelistę otwiera zatem instrumentalna kompozycja Eleanor, zbliżona brzmieniem do stylu Depeche Mode z okresu Black Celebration i Music For The Masses, oparta na chłodnych syntezatorowych pętlach i zagrywkach na tle mrocznych smyków. Pojawiają się tu również liczne perkusjonalia o plemienno-militarnym zabarwieniu.
Niesamowicie chłodna i mroczna introdukcja rozpoczyna kompozycję Misery, utrzymaną w klimatach łączących estetykę New Order i Depeche Mode lat 80, z niezwykle przejmującym zadziornym wokalem Darrina C. Hussa. Numer zyskał status największego przeboju Psyche, stając się jednocześnie najbardziej rozpoznawalnym utworem i obliczem grupy.
Haunted z zimnofalową syntezatorową przestrzenią i równie zimnymi, acz chwytliwymi partiami klawiszy, oscyluje w klimatach twórczości od Clan Of Xymox, po Depeche Mode. Również wokal Darrina C. Hussa naznaczony jest przejmującym chłodem, który przechodzi od mrocznych i szorstkich półszeptów, po obłędny jęk w finale.
Tytułowy The Influence jak żywo przypomina klimaty Depeche Mode lat 80, z charakterystycznym potężnym industrialnym pulsem, syntezatorowymi pętlami, odległą chłodną przestrzenią i mocarnym beatem sekcji rytmicznej. Wokal Darrina C. Hussa mocno przypomina tu z kolei stylem i barwą Marca Almonda.
Mroczna ballada Dark Pool jest już całkowitą esencją chłodu i mroku na miarę Depeche Mode; utwór swą muzyczną przestrzenią i efektami dźwiękowymi ilustruje mroki chłodnych opuszczonych kazamatów. Ów klimat dodatkowo podkreśla spokojny, choć chłodny, ponury i nieprzejednany wokal Darrina C. Hussa.
Fakt, że Psyche w głównej mierze inspirowało się twórczością Depeche Mode szczególnie uwidoczniony jest w Salvation Stranger, piosenka utrzymana jest w klimatach i brzmieniach synthpopowo-industrialnych, charakteryzujących albumy Depeche Mode - Construction Time Again i Some Grat Reward. W utworze słychać jest również wpływy Clan Of Xymox.
Instrumentalny Psyche Theme (pierwotnie otwierający album), oparty jest na chłodnej przestrzeni i odległych enigmatycznych klawiszowych zapętleniach. Także i tu wyraźnie słychać nieodpartego brzmieniowego ducha Depeche Mode.
Silne wpływy Depeche Mode i Clan Of Xymox charakteryzują również Secret Angel będącą konglomeratem niskich analogowych brzmień i surowego synthpopu ze stylistyką new wave i cold wave.
The Sundial, to wypełniona delikatnymi zagrywkami klawiszy na tle chłodnej przestrzeni i odległego syntezatorowego pulsu ballada z wpływami Clan Of Xymox i Dead Can Dance, z ponurym wokalem, w którym słychać wyraźne wpływy Brendana Perry'ego z Dead Can Dance.
Illusion utrzymany jest w stylistyce klasycznego synthpopu lat 80 z mocnym syntezatorowym pulsem i wyrazistymi klawiszowymi partiami; w utworze przenikają się wpływy Cabaret Voltaire, Clan Of Xymox i New Order.
Industrialny Twilight opiera się na gęstym pulsie sekwencera, syntezatorowych zapętleniach i efektach w stylu Kraftwerk oraz surowej i szorstkiej deklamacji przechodzącej w senno-depresyjny śpiew w refrenie.
Reedycję uzupełniono o wspomniane utwory bonusowe: Misery's Return pozbawiona jest chłodnego i mrocznego klimatu oryginału, zyskuje za to bardziej industrialno-taneczny wymiar; pojawiają się nowe dźwięki, jak chwytliwe zagrywki klawiszy w stylu Kraftwerk, wokale z kolei podległy mocnemu przeobrażeniu i zniekształceniu.
Haunted (On Hill House Mix) nie różni się zbytnio od wersji oryginalnej, poza bardziej wydłużoną introdukcją kompozycji i dłuższym czasem trwania całej kompozycji.
The Sundial (Shifting Time) prezentuje się w akustycznej wersji na gitarę klasyczną, podobnie jest w przypadku Misery (Acoustic Rhodes), choć tu całkowicie zmieniona została również linia wokalna piosenki.
Remix Salvation Stranger 2012 oparty jest w głównej mierze na swoim klasycznym analogowym brzmieniu, a wzbogacony został o nowoczesną trip-hopową sekcją rytmiczną.
Całość zamyka niealbumowy Goodbye Horses (Immortality Mix) z repertuaru Q Lazzarus, który stał się - obok Misery - wielkim przebojem Psyche. Numer jest kolaboracją new wave i synthpopu o zimnofalowej przestrzeni, w której tle słychać podkład gitary akustycznej.
The Influence jest najlepszym albumem w dorobku Psyche, z nieśmiertelnym przebojem Misery na czele, mającym status klasyki lat 80, będącej idealnym podsumowaniem całej dekady.
Ostatnio zmieniony 12 lis 2019, 0:35 przez Depeche Gristle, łącznie zmieniany 1 raz.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #115619 autor: Depeche Gristle » 13 lis 2018, 2:19

Front 242 - Official Version, 1987:
*****
Style: new wave, synthpop, industrial, ebm, cold wave, dark wave, house, noise, minimal, experimental
Obrazek

Official Version - trzeci album belgijskiej formacji Front 242, uznawanej za "ojców chrzestnych" EBM-u, który ukazał się 1 marca 1987 roku, ukazał też znacznie dojrzalsze i wykrystalizowane brzmienie oraz styl zespołu, który znacznie bardziej ubogacił przede wszystkim warstwę rytmiczną, zaś utwory nabrały o wiele głębszego i industrialnego wymiaru, choć album, podobnie jak w przypadku poprzedniego longplaya zespołu, No Comment (1984), także otwiera wydłużona industrialno-house'owa instrumentalna kompozycja - w przypadku Official Version numerem otwierającym jest W.Y.H.I.W.Y.G. łączący industrial, house, minimal i zimną falę; utwór odznacza się ciężkim industrialnym beatem i wyrazistym pulsem, house'ową stylistyką, zimnofalową przestrzenią oraz pełnym wachlarzem sampli i efektów dźwiękowych.
Rerun Time śpiewany w duecie przez Jeana-Luca De Meyera i Richarda Jonckheere jest już wyraźną ewolucją z klimatów z poprzedniego albumu w kierunkach, w których utwór łączy w sobie styl ebm z synthpopową rytmiką i ciężkim industrialnym pulsem, zaskakująco przypominając nieco późniejsze dokonania Front Line Assembly z przełomu lat 80 i 90.
Przykładem ciężkiego industrialnego utworu z silnymi wpływami Cabaret Voltaire jest Television Station, początkowo mający dość ponury charakter, potęgowany przez posępny wokal oraz szybkie industrialne wibracje na tle powolnego i ciężkiego beatu, z czasem jednak kompozycja nabiera rozpędu w rytmie, przechodząc w instrumentalną drugą część z wyrazistymi i chwytliwymi klawiszowymi zagrywkami.
Instrumentalna Agressiva Due jest silnie industrialnym numerem, opartym głównie o ciężki beat i mocny industrialny puls; całość dopełniają efekty samplerskie, wplecione dialogi i klawiszowe hałasy.
Singlowy Master Hit (Part 1 & 2) jest jednym z klasycznych utworów w dorobku Front 242, w którym dość mocno słychać inspiracje klimatami z albumu Cabaret Voltaire - The Crackdown. Kompozycja charakteryzująca się przebojowym refrenem, rozkręca się w niesamowitym transie industrialnego pulsu nabiera niezwykle komercyjnego potencjału. Druga część utworu jest instrumentalna, co jeszcze bardziej podkreśla jego walory dźwiękowo-brzmieniowe.
Slaughter jest z kolei bardziej ponurym, wręcz zimnofalowym obliczem Front 242, z niezwykle gorzkim wokalem, chłodną przestrzenią, dusznym klimatem i industrialnymi efektami, utwór przypomina klimaty twórczości Skinny Puppy i Ministry lat 80.
Zupełnie odmienne oblicze prezentuje singlowy Quite Unusual o dość przebojowym charakterze, w bardziej pogodnych klimatach łączących new wave, synthpop i industrial, przypominających stylem i brzmieniem Depeche Mode z albumu Some Great Reward.
Red Team, to znów powrót do lodowatych brzmień i ponurego klimatu rodem z twórczości Skinny Puppy i Ministry lat 80, tym razem jednak w bardziej synthpopowo-industrialnym wydaniu, choć klasyczny piosenkowy wokal zastępuje tu chłodna deklamacja.
Podstawową setlistę albumu uzupełnia eksperymentalna, niespełna 2-minutowa miniatura Angst, przedstawiająca burzliwe kazanie pastora na tle industrialnych hałasów, eksperymentów dźwiękowych i silnych grzmotów wyładowań atmosferycznych.
Album uzupełniono o utwory bonusowe; Quite Unusual (12" Version) w wydłużonej wersji; Agressiva (12" Version) w wersji wokalnej, o mniej industrialnym charakterze względem wersji albumowej, za to w stricte ebm-owym wydaniu oraz dwa remixy Master Hit: wydłużony Masterblaster gdzie wokal zminimalizowano jedynie do refrenu oraz instrumentalny, minimalistyczno-house'owy Hypnomix.
Official Version przyniósł Front 242 sukces komercyjny, który przyniósł zespołowi status jednej z najbardziej wpływowych grup lat 80 oraz najważniejszego przedstawiciela nurtu EBM, którego Front 242 jest przecież pionierem. Albumem Official Version zespół wywarł niebagatelny wpływ na twórczość w latach 80 i 90 takich grup, jak Skinny Puppy, Ministry, Nitzer Ebb czy Front Line Assembly.
Official Version jest uważany za jeden z najbardziej klasycznych albumów nurtu EBM i jedną z najważniejszych płyt lat 80.
Ostatnio zmieniony 04 lis 2019, 14:19 przez Depeche Gristle, łącznie zmieniany 1 raz.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 577
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #115745 autor: Sublime » 25 lis 2018, 13:18

https://www.youtube.com/watch?v=u5Q6dD3RKRQ

Garrisona da się lubić... choć trochę szkoda, że te kompozycje nie zostały lepiej potraktowane. Pod koniec płyty pewna konsekwencja w używaniu tych samych efektów i brzmień zaczyna nużyć i irytować. Od początku do końca wszystko właściwie stoi w miejscu, nie ma bardziej dynamicznych lub wolniejszych momentów, choć Garrison próbuje coś z tym działać, nie mniej te "ambientowe" utwory to po prostu taka sama klawiszowa wariacja, tyle że bez tych efektów dźwiękowych nadających rytm. Bardzo pobłażliwe podszedłem do tej płyty, ale nie wiem, czy warto sięgać dalej po kolejne płyty Amerykanina.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


DeLong
Habitué
Posty: 1171
Rejestracja: 01 paź 2006, 9:23
Lokalizacja: Dokąd?
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116022 autor: DeLong » 26 sty 2019, 18:35

Tangerine Dream - Exit

Pamieta jeszcze ktos dyskusje sprzed lat?
No hay caminos, hay que caminar...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116235 autor: Depeche Gristle » 27 sie 2019, 0:38

The Human League - Travelogue, 1980:
******
Style: new wave, synth pop, cold wave, industrial, minimal, noise, experimental, electro, rock elektroniczny, post punk, disco
Obrazek


Travelogue - drugi album studyjny brytyjskiego kwartetu pochodzącego z Sheffield The Human League.
Materiał nagrany w pierwszej połowie 1980 roku w Monumental Pictures Studio w Sheffield poprzedzony został EP-ką Holiday '80, wydaną w kwietniu 1980, zaś sam album ukazał się miesiąc później, 14 maja 1980 roku; producentem longplaya był Richard Mainwaring, który rok później zasłynął z produkcji najbardziej udanego albumu OMD - Architecture & Morality
Przełom lat 70 i 80 był początkiem wielkiej popularności synthpopu; na fali rewolucji jakiej dokonał Kraftwerk w połowie lat 70, już pod koniec tej dekady syntezatory stanowiły dominujące instrumentarium wśród wykonawców brytyjskich (w większości pochodzących ze środowisk punkowych), którzy zdobyli ogromną popularność na listach przebojów, czego przykładem byli Gary Numan, OMD, Fad Gadget, The Normal, The Buggles czy Cabaret Voltaire, którzy zaczęli stanowić wizytówkę brytyjskiej sceny elektronicznej. Jednym z przedstawicieli tejże sceny był założony w 1977 roku w Sheffield The Human League, którego debiutancki album, wydany w październiku 1979 roku Reproduction, mimo całej oryginalności i dość dużych wartości artystycznych, przeszedł praktycznie bez echa. Niezrażony tym faktem zespół postanowił kontynuować obraną na Reproduction wizję awangardowego futurystycznego synth popu, inspirowanego głównie twórczością Kraftwerk, choć pozostającą także pod wpływem twórczości Cabaret Voltaire, Throbbing Gristle, Gary'ego Numana, Davida Bowiego, a nawet... Queen.
Album otwiera The Black Hit of Space z niemal punkową linią wokalną i industrialnym klimatem z wyraźnym ociężałym beatem archaicznego automatu perkusyjnego, niskim analogowym tłem, brudnymi zgrzytami i futurystyczną przestrzenią. Numer bliski jest klimatom z albumu Reproduction. Jednakże już następny utwór, pochodzący z repertuaru Micka Ronsona, Only After Dark, jest wyraźnym krokiem w kierunku klasycznego synth popu lat 80; numer zbudowany jest na prostej strukturze pulsującego sekwencera połączonego z prostym i oszczędnym beatem automatu perkusyjnego; wokalnie utrzymany jest w klimatach new wave, choć słychać tu dość nieoczekiwanie wpływy wokalne Freddiego Mercury'ego, głównie w chórkach.
Life Kills, o przebojowym charakterze, jest zdecydowanym kursem w kierunku przystępnego synth popu; w electro-punkowej piosence słychać już wyraźnie "ten" The Human League kojarzony z największych albumów: Dare (1981) i Hysteria (1984).
Najlepszy na albumie Dreams of Leaving to znowu powrót do awangardowej elektroniki znanej z Reproduction; numer oparty jest na soczystym pulsie sekwencera, analogowych zagrywkach i industrialnych zgrzytach; wokal jest tu bardziej rockowy niż w którymkolwiek innym utworze płyty. Sam utwór jest również najbardziej eksperymentalnym momentem płyty, szczególnie jego druga część, która wypełniona jest dosłownym migotaniem syntezatorowych dźwięków, które z czasem przechodzą w szybki basowy puls, by znów powrócić do formy piosenkowej, choć w tej finalnej części tło wypełniają wysokie analogowe dźwięki uzupełnione o zagrywki rodem z futurystycznych gierek na Commodore 64.
Instrumentalny Toyota City utrzymany jest w chłodnym i spokojnym stylu; utwór wypełniony jest delikatnym motywem syntezatora i wiosenną przestrzenią; słychać tu zarówno synth popowe wpływy Kraftwerk z albumu Trans - Europe Express, jak i psycholelę Cluster z albumu Zuckerzeit.
Crow and a Baby jest kolejnym wyraźnym ukłonem w kierunku komercyjnego synthpopu; jest to numer o zdecydowanie new wave'owym wokalu z przebojową linią wokalną i melodią zapowiadającą erę Dare i Hysteria, zresztą numer spokojnie odnalazłby się na Dare, mimo dość zgrzytliwej końcówki piosenki.
Szybki synth popowy The Touchables jest z kolei zapowiedzią twórczości Iana Craiga Marsha i Martyna Ware'a dla Heaven 17, utwór bowiem przypomina klimaty z wczesnych płyt Heaven 17 - Penthouse and Pavement i The Luxury Gap.
Instrumentalny Gordon's Gin, to znany standard reklamowy Jeffa Wayne'a pochodzący z 1976 roku, przerobiony przez The Human League na synthpopową nutę przypominającą do złudzenia Depeche Mode z albumu Speak & Spell, co z kolei uświadamia, jak wielki wpływ ówczesny The Human League miał na twórczość Vince'a Clarke'a.
Being Boiled jest jednym z pierwszych singli The Human League, wydanym 30 czerwca 1978 roku; zespół postanowił go odświeżyć wydając na EP Holiday '80 i na Travelogue jako singiel promujący album. W wersji z Travelogue utwór wzbogacony jest o dodatkowe partie klawiszy oraz mocniejszą i nowocześniejszą sekcję rytmiczną.
Podstawową setlistę albumu kończy WXJL Tonight o dość posępnym basowym pulsie, rwanym rytmie, szybkich zagrywkach klawiszy, surowej i chłodnej przestrzeni oraz new wave'owym wokalu z wpływami Freddiego Mercury'ego z chórkach.
Travelogue jest najlepszym obok Reproduction albumem w dorobku The Human League, jest jednym z najważniejszych albumów lat 80 i synth popu, który wpłynął na twórczość przede wszystkim Depeche Mode, Soft Cell czy Psyche, i mimo pewnego sukcesu komercyjnego w postaci 16 miejsca na UK Album Chart, to z kolei single Only After Dark i Being Boiled przeszły bez echa (ten drugi stał się hitem w 1982 roku, po ponownym wydaniu na singlu), co w efekcie doprowadziło do prawdziwego tąpnięcia w zespole; rozczarowani sytuacją główni kompozytorzy Ian Craig Marsh i Martyn Ware postanowili rozstać się z The Human League zakładając nową formację Heaven 17, wobec czego The Human League stanął w obliczu realnego upadku. Podobne sytuacje miały zresztą miejsce w przypadku Ultravox, którego w 1979 opuścił wokalista John Foxx, zastąpiony potem przez Midge Ure'a, a także w Depeche Mode, z którego odszedł kompozytor niemal całego materiału Vince Clarke, którego rolę przejął Martin Gore. W jednym i w drugim przypadku formacje stanęły na granicy upadku, jednakże, paradoksalnie, zmiany te tchnęły nowego ducha twórczego w zespoły. Nie inaczej było w przypadku The Human League; Philip Oakey i Philip Adrian Wright, który przejął rolę klawiszowca, skompletowali nowy skład, ale przede wszystkim strzałem w dziesiątkę okazało się dokooptowanie dwóch nastoletnich tancerek i wokalistek, przyjaciółek Philipa Oakey'a, Joanne Catherall i Susan Ann Sulley, które mimo braku talentu wokalnego, odznaczały się urodą, stając się prawdziwymi wizytówkami i maskotkami zespołu, który obrał zdecydowany kurs na przystępny i przebojowy synth pop, co z jednej strony przyniosło formacji oczekiwany i upragniony sukces komercyjny, z drugiej zaś strony zespół zatracił na oryginalności i artystycznej jakości.
Do wznowienia CD albumu Travelogue dodano bonusy w postaci niealbumowych singli; setlistę rozpoczyna synth popowo-industrialna Marianne; w bardziej futurystycznej postaci prezentuje się instrumental duetu Marsh - Ware Dancevision z wpływami brzmienia Gary'ego Numana; singiel Rock 'n' Roll/Nightclubbing połączony został w jeden utwór; pierwsza część - Rock 'n' Roll z repertuaru Gary'ego Glittera - jest electro-punkowo-industrialna, druga część - Nightclubbing z repertuaru Iggy Popa, skomponowana wspólnie z Davidem Bowie - wyraźnie zwalnia przybierając formę synth popowego rocka.
Synth popowy instrumental Tom Baker o marszowym rytmie i chwytliwych ale chłodnych motywach klawiszy, jest próbką możliwości kompozytorskich duetu Oakey - Wright pozbawionych już wsparcia Marsha i Ware'a.
Duet Oakey - Wright w pełni zresztą sprawdza się w numerze Boys and Girls, pozostającym jeszcze niewątpliwie w awangardowych klimatach z Travelogue, z industrialnym pulsem i chłodnymi partiami klawiszy, niemniej utwór udowadnia kompozytorski talent Philipa Oakey'a i Philipa Adriana Wrighta.
Ciekawostką jest bez wątpienia I Don't Depend on You nagrany w stylu disco lat 70 jako singiel pod zmienionym szyldem zespołu - The Men. Co ważne, utwór jest wokalnym debiutem wspomnianych wcześniej dziewcząt - Joanne Catherall i Susan Ann Sulley - których wokale pojawiają się w refrenie.
Kończący bonusową setlistę Cruel jest de facto instrumentalną wersją I Don't Depend on You; jedynie kobiecy wokal w postaci refrenu pojawia się dopiero pod koniec numeru.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116295 autor: Depeche Gristle » 04 lis 2019, 15:20

Vangelis - Heaven and Hell, 1975;
******
Style: rock elektroniczny, ambient, neofolk, spirituals, rock symfoniczny, experimental, cold wave, jazz rock, krautrock, rock progresywny, new age
Obrazek

Coil - Time Machines, 1998;
*****
Style: rock eksperymentalny, drone, rock industrialny, minimal, noise, dark wave, cold wave, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, musique concrète
Obrazek

Ashra - New Age Of Earth, 1977;
******
Style: rock elektroniczny, krautrock, ambient, cold wave, new age, experimental, art rock
Obrazek


Heaven and Hell - koncept-album Vangelisa, którego tematem przewodnim stał się dualizm, wydany został w grudniu 1975 roku.
W połowie lat 70 Evángelos Odysséas Papathanassíou, czyli Vangelis był już uznanym twórcą muzyki filmowej i ścieżek dźwiękowych do filmów dokumentalnych; artysta zwrócił uwagę swoim progresywnym albumem Earth (1973) muzyków brytyjskiej formacji rocka progresywnego Yes, którą w 1974 opuścił klawiszowiec Rick Wakeman. W tym czasie Vangelis przeprowadził się do Londynu, gdzie podpisał kontrakt w wytwórnią RCA i otworzył własne studio nagraniowe Nemo Studios, gdzie rozpoczął pracę nad nowym materiałem. Muzycy Yes, korzystając z okazji, zaprosili Vangelisa, by dołączył do zespołu; artysta początkowo przyjął ofertę, odbył nawet kilka prób z zespołem, jednakże skryty, stroniący od rozgłosu indywidualista Vangelis zrezygnował z dalszej współpracy z Yes, skupiając się na twórczości solowej, jednakże krótkotrwała współpraca z Yes zaowocowała przyjaźnią z wokalistą grupy Jonem Andersonem i pozyskaniem go współpracy przy nagraniu nie tylko Heaven and Hell, ale i późniejszej wieloletniej współpracy obu muzyków.
Album Heaven and Hell nagrywany był we wrześniu 1975 roku w Nemo Studios, które ciągle nie było jeszcze ukończone; pomieszczenia przesycone były zapachem farby, po kątach ciągle walały się worki z zaprawą murarską oraz sprzęt budowlany, zaś w trakcie sesji nagraniowej po studiu przechadzali się robotnicy. Owe niedogodności jednak miały ożywczy wpływ na twórczość Vangelisa, którego warunki pracy w takich warunkach przyczyniły się do nadania takiego właśnie tytułu albumowi - Heaven and Hell - który stał się pierwszym albumem Vangelisa nagranym dla wytwórni RCA w Nemo Studios. Album był ponadto twórczym przejściem artysty od rocka progresywnego w kierunku rocka elektronicznego i ambientu, muzyki opartej zdecydowanie bardziej na syntezatorach.
Na Heaven and Hell składają się dwie blisko 23-minutowe suity będące kompilacją de facto łącznie ośmiu niezależnych od siebie utworów.
Pierwszą część - Heaven and Hell Part I - rozpoczyna Bacchanale, utwór jeszcze w duchu progresywnym, szczególnie w warstwie perkusji, choć słychać tu zabarwione jazzem dynamiczne partie syntezatorowe i pianina elektrycznego połączone z podniosłymi chórami. Ten schemat będzie się jeszcze powtarzał w podobnych kompozycjach następnego albumu Vangelisa, Albedo 0.39 (utwory Main Sequence, Nucleogenesis Part One i Nucleogenesis Part Two). Symphony to the Powers B (Movements 1 and 2), choć zaczyna się partią syntezatorową, to utwór przechodzi w kierunku muzyki poważnej, wręcz sakralnego oratorium z udziałem chóru kościelnego English Chamber Choir; monumentalne partie fortepianowe wspierane są przez syntezatory, z kolei Movement 3 from "Symphony to the Powers B" oparta jest na spokojnym, ambientowym tle uzupełnionym o partie fortepianu, na które z czasem nakładają się podniosłe partie klawiszy i chóralne śpiewy. Suitę kończy przepiękna piosenkowa kompozycja So Long Ago, So Clear z chłodną, ambientową przestrzenią i poruszającym wokalem Jona Andersona, co jest przepięknym uwieńczeniem suity Heaven and Hell Part I.
Heaven and Hell Part II rozpoczyna chłodna, eksperymentalna i ilustracyjna kompozycja Intestinal Bat przypominająca motyw ze ścieżki dźwiękowej filmu fabularnego czy też dokumentalnego, co jest nawiązaniem do wczesnej solowej twórczości Vangelisa.
W odmienny nastój wprowadza Needles & Bones z energicznymi i chwytliwymi motywami syntezatorów.
Dwuczęściowy 12 O'Clock (in two parts) rozpoczyna się od sakralnych chórałów przechodząc w bliskowschodnie partie plemiennych bębnów i perkusjonaliów na tle eksperymentalnej elektroniki; druga część utworu w całości oparta jest na partiach sakralnych chórałów, biciu dzwonów kościelnych, ambientowym tle, a dzieła dopełnia budząca niesamowity dreszcz kobieca wokaliza Vany Veroutis. Utwór brzmi niczym ścieżka dźwiękowa hollywoodzkiej produkcji kostiumowo-historycznej.
Aries z podniosłymi zagrywkami klawiszy i szybkimi, wręcz agresywnymi partiami perkusji i plemiennych bębnów, stanowi z kolei niemal oprawę dla wojennych produkcji filmowych - fabularnych, bądź też dokumentalnych.
Całość kończy wyciszający i spokojny, ambientowo-przestrzenny A Way z odległymi, wibrującymi partiami syntezatora.
Heaven and Hell przyniósł Vangelisowi pierwszy sukces komercyjny w postaci 31 miejsca na UK Albums Chart w 1976 roku, przebojem stał się też So Long Ago, So Clear, z kolei Movement 3 (from "Symphony to the Powers B") został wykorzystany jako soundtrack do serii filmów dokumentalnych Carla Sagana z cyklu "Cosmos: A Personal Voyage".
Heaven and Hell jest niepodważalnym klasykiem muzyki elektronicznej, ale i albumem, który utorował Vangelisowi drogę do dalszej kariery.


Time Machines - album brytyjskiej formacji eksperymentalnej Coil, który ukazał się 26 stycznia 1998 roku, jest jedną z najbardziej osobliwych i niesamowitych płyt, jakie kiedykolwiek słyszał świat rocka. Z jednej strony album odwoływał się do muzyki konkretnej, pionierów i eksperymentatorów muzyki elektronicznej lat 50 i 60 oraz minimalizmu, z drugiej strony przekaz był jasny: każdy z utworów, to Maszyny Czasu, które przeznaczone są do podróży w czasie; nie jest to materiał piosenkowy, brak jest tu jakichkolwiek wokali, zgranych motywów muzycznych i sekcji rytmicznej.
Wszystkie cztery utwory oparte są na pojedynczym wibrującym drone'owym dźwięku, żeby zaś odbyć podróż w czasie, należy zażyć środków psychoaktywnych, których nazwy podano w tytułach każdego utworu, żeby samemu stać się Maszyną Czasu. Zresztą album został nagrany pod wpływem każdego z wymienionych w tytułach środków; wokalista Coil, Jhonn Balance, określił ten proces mianem "próby stopienia czasu", poprzez środki psychoaktywne, które są w stanie tworzyć obrazy w umyśle, przenosić odbiorcę w czasie, czy przepowiadać przyszłość. Choć należy przyznać, że odlecieć, i to bardzo daleko, można i bez środków psychoaktywnych, wystarczy odpalić na odtwarzaczu album, który psychoaktywny jest sam w sobie.
Jedną z ciekawostek jest fakt, że muzycy Coil umieścili we wkładce do albumu ostrzeżenie, by nie słuchać tej muzyki w trakcie jazdy samochodem czy podczas obsługi maszyn (dodano też kolorowe nalepki odpowiadające każdej z substancji).
Album rozpoczyna 23-minutowy 7-Methoxy-β-Carboline: (Telepathine), jak przyznał Jhonn Balance, utwór jest odpowiednikiem wieloskładnikowego środka Yade używanego przez szamanów i przyrządzanego na nieskończoną ilość sposobów.
Cały utwór oparty jest na jednostajnej niskiej, drone'owej muzyce tła, wokół której oplatają się warkotliwe brzmienia, raz zanikające, raz intensywniejsze, przechodzące w wibracje, które stają się elementem dominującym w momencie, kiedy drone'owe tło powoli cichnie i ustępuje, pojawiają się industrialne pulsy, zaś syntezatorowe dźwięki nabierają głębi i wielowymiarowego charakteru; drone'owe tło wraca z jeszcze większą intensywnością. Utwór kończy odległy industrialny puls na tle przestrzennego brzmienia syntezatora.
13-minutowy 2,5-Dimethoxy-4-Ethyl-Amphetamine: (DOET/Hecate) również osadzony jest na tej samej jednostajnej muzyce tła opartej na niskim drone'owym brzmieniu, które z czasem tworzy wspólne tło z rozbudowującą się odległą syntezatorową przestrzenią; mniej więcej co sześć sekund pojawiają się swoiste zaburzenia w postaci syntezatorowego warkotu. Pod koniec utwór przechodzi w fazę drone'wego, jednostajnego, z lekka zaburzanego, warkotu.
Najkrótszy, "zaledwie" 10-minutowy 5-Methoxy-N, N-Dimethyl: (5-MeO-DMT) oparty jest z kolei na wysokich brzmieniach oplecionych wysokimi wibracjami, które w ostatniej minucie utworu ustępują niezwykle niskiemu syntezatorowemu psychodelicznemu tłu, które dosłownie się unosi.
Zamykający album 27-minutowy 4-Indolol, 3-[2-(Dimethylamino)Ethyl]' Phosphate Ester: (Psilocybin) jest powrotem do koncepcji warkotliwej, nisko brzmiącej drone'owej muzyki tła, znanej już z pierwszego i drugiego utworu płyty, na której z czasem pojawiają się dźwięki przypominające radiowe piski fal wysokich częstotliwości, na tle których nakładają się wysokie industrialne dźwięki, ustępujące z czasem gęstej drone'owej przestrzeni, na którą z kolei znowu nakładają się dźwięki fal radiowych o wysokiej częstotliwości, które raz ustępują, by znowu się pojawić, budując dziwaczną strukturę utworu. W końcu drone'owa muzyka tła cichnie, przeobrażając się w industrialny puls, na którym pojawiają się wznoszące się i opadające partie warkotliwego syntezatora; ów industrialny puls również cichnie, by z powrotem przejść w drone'ową muzykę tła, tym razem odległą, początkowo przytłumioną przez dźwięki fal radiowych wysokiej częstotliwości, które po jakimś czasie ustępują, zaś warkotliwe partie syntezatora przechodzą na wyższe tony, w końcu i one cichną zostawiając tylko odległą drone'ową przestrzeń, kończąc tym samym album, tak jak się zaczął, co sugeruje też, że podróż w czasie i w odmienne stany świadomości może trwać wiecznie.
Albumem Tmie Machines, Coil prezentuje cudowny sposób na połączenie ze sobą psychodelii, narkotyków i duchowości - ideologii, które dominują we współczesnym świecie.


New Age of Earth - to pierwszy album wydany pod szyldem Ashra, formacji założonej przez Manuela Göttschinga w 1976 roku, będącej początkowo jego solowym projektem (skład poszerzył się dopiero wraz z trzecim albumem), nazwa zaś nawiązywała do poprzedniego zespołu Manuela Göttschinga, krautrockowego Ash Ra Tempel, który uległ rozwiązaniu 28 lutego 1973 roku, po koncercie w Kolonii.
Przez pewien czas Manuel Göttsching postanowił odpocząć od muzycznej twórczości. Dopiero w 1975 roku debiutował solowym albumem Inventions for Electric Guitar, będącym preludium dla dalszej twórczości pod szyldem Ashra, która względem twórczości Ash Ra Tempel oraz materiału zawartego na Inventions for Electric Guitar, zorientowana była zdecydowanie bardziej na muzykę syntezatorową.
W 1976 roku Manuel Göttsching wszedł do swojego studia nagraniowego Studio Roma, gdzie między marcem a czerwcem nagrał album New Age of Earth, który początkowo ukazał się we Francji w 1976 roku nakładem wytwórni Isadora Records, pod szyldem Manuel Göttsching & Ash Ra Tempel, jednak w następnym, 1977 roku, album wydano już pod nowym szyldem Ashra.
Album jest już zdecydowanym krokiem w kierunku elektroniki, gdzie gitara stanowi jedynie tło i dodatek dla syntezatorowych pejzaży.
Album otwiera ponad 7-minutowy Sunrain, charakteryzujący się szybkimi zagrywkami klawiszy na tle energetycznego pulsu sekwencera i przestrzennego ambientowego tła. Nie brakuje tu też chłodnych i żywiołowych partii syntezatorowych.
Spokojny, 13-minutowy Ocean of Tenderness z chłodnymi przestrzennymi brzmieniami tła i odległymi syntezatorowymi pętlami i wibracjami zawieszonymi w przestrzeni, przypomina klimaty gdzieś z pomiędzy albumów Tangerine Dream Phaedra (1974), a Oxygene Jeana-Michela Jarre'a (1976). Zawieszona wysoko syntezatorowa melodia wspomagana subtelnymi zagrywkami gitary, snuje opowieść rodem z oceanicznej podróży. Z czasem syntezatorowa melodia cichnie, pozwalając gitarowej partii już samodzielnie ciągnąć wątek, na tle elektronicznej przestrzeni.
Najkrótszy, niespełna 6-minutowy Deep Distance, oparty jest na szybkim rytmie archaicznego automatu perkusyjnego, łączącym się z delikatnym, ale energicznym pulsem sekwencera na tle rozległej chłodnej syntezatorowej przestrzeni współgrającej z organowym tłem, wypełnionej przetworzonymi szumami w stylu Jeana-Miechela Jarre'a. Gdzieś wysoko, zawieszone w przestrzeni, rozbrzmiewają odległe szybkie zagrywki klawiszy.
Całą drugą połowę albumu wypełnia 22-minutowa suita Nightdust, blisko kojarząca się z twórczością Klausa Schulzego. Utwór w znacznej mierze składa się z elektroniczno-mellotronowo-organowych przestrzeni, na których zawieszone są syntezatorowe wibracje. Dopiero w połowie trwania kompozycji pojawia się sekwencerowy puls, tworząc swego rodzaju sekcję rytmiczną niezwykle przestrzennego utworu, będącego swoistą podróżą w przestworza i dalej w przestrzeń kosmiczną. Im dalej w przestrzeń, tym mocniej, niczym oddech, unoszą się i opadają elektroniczno-organowe partie. W końcu sekwencerowy puls ustaje i pozostaje tylko ambientowa, elektroniczno-mellotronowo-organowa przestrzeń, wspomagana przez charakterystyczne dla Manuela Göttschinga art.-rockowe solówki gitarowe w stylu Jimmy'ego Hendrixa, które z czasem przeobrażają się w partie syntezatora gitarowego. Całość kończy wyciszająca się, lekko wibrująca, elektroniczno-organowa przestrzeń.
Album New Age of Earth jest jednym z najważniejszych wydawnictw w muzyką elektroniczną w historii rocka; album został uznany za jeden z 25 najbardziej wpływowych albumów świata, zaś strona Pitchfork umieśiła go na 31 miejscu swojego rankingu 50 najlepszych ambientowych płyt wszechczasów.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 581
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #116300 autor: Depeche Gristle » wczoraj, 1:34

C. H. District - Pneuma-Ti-Coi / Continuance, 2013;
*****
Style: electro, minimal, drum and bass, industrial, cold wave, noise, techno, experimental, ambient, drone
Obrazek

The KLF - The White Room, 1991;
*****
Style: house, electro, electro pop, hip hop, cold wave, synthpop, new wave, soul, trip hop, reggae
Obrazek

Thompson Twins - Here's To Future Days (Deluxe edit.), 1985;
*****
Style: new wave, synth pop, synth rock, glam rock, electro funk, soul, cold wave, jazz
Obrazek


Pneuma-Ti-Coi/Continuance - dwupłytowy album C.H. District wydany w 2013 roku nakładem wytwórni Requiem, zawiera najwcześniejszy materiał nagrany przez C.H. District, amatorsko w formatach CD-r, w latach 1999 - 2001.
C.H. District jest działającym od 1998 roku solowym projektem Mirosława Matyasika, artysty z Gliwic, od połowy lat 90 zaangażowanego w śląską scenę techno/minimal, znanego również ze stałej współpracy z grupą performerską video art Suka Off, dla której tworzy oprawy muzyczne i dźwiękowe.
Chociaż początki C.H. District sięgają 1998 roku, czyli czasów największej popularności techno w Polsce, projekt od początku stanowił podziemie na polskiej scenie techno, będąc jednym z pierwszych przedstawicieli tzw. nurtu IDM, nowoczesnej muzyki elektronicznej, opartej na minimalizmie, noise, industrialu i często połamanych rytmach na wzór twórczości spod znaku Autechre.
Dwupłytowe wydawnictwo Requiem zawiera zatem zrekonstruowaną najwcześniejszą twórczość C.H. District, wydaną pierwotnie jako dwa amatorskie krążki nagrane w formatach CD-r.
Dysk pierwszy zawiera materiał z Pneuma-Ti-Coi (1999-2000); otwierający set Clot jest przykładem połączenia brutalnego, połamanego i ciężkiego beatu z brudną i noise'ową elektroniką oraz minimalistycznym chłodnym tłem.
Gift zawiera równie brutalny i połamany podkład rytmiczny, osadzony na zimnym pasażu syntezatorowego brzmienia z domieszką klawiszowych zagrywek. Utwór zawiera nieliczne w twórczości C.H. District deklamacje. W podobnej stylistyce utrzymane są Pneumaticoi [second unit] i Dianoia (z orientalnymi zagrywkami klawiszy).
The First Symptom of Artificial jest z kolei kolaboracją ciężkiego połamanego podkładu rytmicznego z industrialnymi brzmieniami, choć i tu, w dalszej fazie numeru, nie brakuje chłodnej syntezatorowej przestrzeni.
Zamykający set pierwszego dysku This Is My Regret prezentuje bardziej delikatny, drum and bassowy podkład rytmiczny, osadzony na chłodnej, ale i równie delikatnej syntezatorowej przestrzeni, poprzetykanej chropowatymi zagrywkami klawiszy i wsamplowanymi dialogami.
Drugi dysk, Continuance (2001-2002), zawiera bardziej zróżnicowaną muzykę, w szczególności pod względem brzmieniowym, o czym przekonuje otwierający set [blum], posiadający podobnie jak utwory z wcześniejszego krążka, Pneuma-Ti-Coi, ciężki i połamany podkład rytmiczny, choć zdecydowanie wolniejszy, zaś melodie są już znacznie bardziej skomplikowane, oscylujące w klimatach między twórczością Depeche Mode i Yello.
[se’kend] jest powrotem do formuły prezentowanej na Pneuma-Ti-Coi, ciężkiego, brutalnego i noise'owego drum and bassowego beatu osadzonego na tle niezwykle nisko brzmiącego, chłodnego i minimalistycznego syntezatorowego podkładu.
[monokromae’tik] opiera się głównie na lekko falującej, chłodnej elektronicznej przestrzeni, poprzetykanej syntezatorowymi sprężeniami i odległej klawiszowej linii melodycznej. Podkład rytmiczny, zacznie bardziej skąpy i łagodny, tym razem stanowi rolę drugoplanowego tła.
[hae’dek] stanowi kolaborację ciężkiej drum and bassowej rytmiki z wyrazistą i chłodną przestrzenią w stylu Kraftwerk, której rolę przewodnią co jakiś czas przejmują industrialne dźwięki. Podobna rytmika dominuje w [biza(r)], jednakże syntezatorowe przestrzenie całkowicie zastępują tu industrialne brzmienia przypominające klimat twórczości Throbbing Gristle.
Kompozycja [He’riet] oparta na łamanym beacie osadzonym na podwójnym tle - niskim, mocno w stylu Job Karmy i wysokim, ambientowym - na którym pojawiają się odległe fortepianowe motywy.
[sa’den] jest połączeniem delikatnej, drum and bassowej sekcji rytmicznej z chłodną, wysoką przestrzenią, oscylującą między klimatami Kraftwerk, a Clock DVA.
[‘aelig’zandr] opiera się na bardziej minimalistyczno-drone'owych brzmieniach przestrzeni, kojarzących się z twórczością Coil, na które nakłada się rwany rytm ciężkiego beatu.
Album uzupełniają dwa remixy; Hae’dek (Dirk Geiger remix), ze znacznie delikatniejszym, ale za to ustabilizowanym, nie rwanym rytmem i dodatkowymi liniami melodycznymi, kolei w Blum (Space Flower remix by Displacer) melodia zostaje wzmocniona trance'owym pulsem, zaś sekcja rytmiczna przechodzi w mordercze jungle'owe tempo.
Chociaż Pneuma-Ti-Coi i Continuance zostały nagrane domowymi sposobami, to materiał zawarty na nich nie uszedł uwadze krajowym i zagranicznym producentom techno; w 2002 roku C.H. District podpisał kontrakt z francuską wytwórnią M-Tronic, zaś rok później wydał materiał Chemical Elements 1.0 wspólnie z holenderskim Duuster, zyskując rozgłos zarówno w kraju, jak i we Francji i USA, co też było pierwszym krokiem do nagrania przez C.H. District pierwszego pełnowymiarowego i profesjonalnego albumu studyjnego - Slides w 2005 roku.
C.H. District stał się zatem głównym polskim przedstawicielem nurtu techno.


The White Room - czwarty studyjny album formacji The KLF (The Kopyright Liberation Front), wydany finalnie 4 marca 1991 roku, nagrywany był w latach 1987-91. Pierwotnym założeniem artystów było nagranie albumu-soundtracku, do zrealizowanego przez nich w Hiszpanii w rejonie Sierra Nevada filmu dokumentalnego pod tym samym tytułem, zaś 10-utworowy album miał ukazać w 1989 roku, jednakże, mimo ukończenia zarówno filmu, jak i albumu, oficjalnie z powodu braku środków finansowych, oba przedsięwzięcia zostały anulowane i nigdy nie doczekały się oficjalnego wydania (ukazały się jedynie na nielegalnych kopiach, w formie bootlegów).
Muzycy postanowili w znacznej mierze na nowo zremiksować nagrany wcześniej materiał, zaprosili też do współpracy dodatkowych muzyków sesyjnych i wokalistów ( każdy z nich został opatrzony etykietą „Additional Communicators”), w tym Maxine Harveya, Blacka Steel'a, Ricardo Lyte i Isaaca Bello, dodając nowe partie wokalne (głównie rapowanie), zmienili tym samym w znacznym stopniu pierwotne wersje utworów.
Warto nadmienić jednak trochę historii związanej z zespołem, jak i nagrywaniem samego albumu.
The KLF powstał w 1987 roku w Liverpoolu z inicjatywy wokalisty i autora tekstów Billa Drummonda oraz gitarzysty i klawiszowca Jimmy'ego Cauty'ego. Ich inspiracją od samego początku stała się filozofia zawarta w powieści Roberta Shei i Roberta Antona Wilsona pt. Trylogia Illuminatus!, co miało wpływ na wykonywaną przez nich sztukę performance, niejednokrotnie kontrowersyjną, czego finałem było otwarcie ognia z broni maszynowej naładowanej ślepymi nabojami do publiczności zgromadzonej na gali rozdania nagród Brit Awards w 1992, budząc niesamowite przerażenie na sali.
Główny wpływ na muzykę The KLF od samego początku wywarł nurt Acid House, który przybył do Wlk. Brytanii pod koniec lat 80 z Detroit, zdobywając popularność wśród brytyjskich DJ-ów, w klubach i dyskotekach, a także wśród wykonawców, takich jak m.in. Cabaret Voltaire, Pet Shop Boys, The Beloved czy Underworld. The KLF byli jednymi z pierwszych wykonawców w Wlk. Brytanii, którzy sięgnęli po ten gatunek.
4 marca 1991 roku ukazał się zatem, zmieniony względem wcześniejszej wersji, album The KLF, The White Room, poprzedzony niecieszącym się popularnością remixowym wydawnictwem Pure Trance.
Album oficjalnie otwiera singlowy What Time Is Love?" (LP Mix), choć w rzeczywistości numer zostaje poprzedzony introdukcją w postaci krótkiego reprise utworu Justified and Ancient, nie uwzględnionego w trackliście płyty i bezpośrednio połączonego z What Time Is Love? w miejscu, gdzie tekst kończy się na "...they're coming through", pojawiają się sample z „ Mu Mu!” i wystrzałów karabinów maszynowych, które bezpośrednio przechodzą już w utwór What Time Is Love? z klasycznie acid-house'owym, tanecznym klimatem i pulsującym rytmem, wzbogaconym o partie rapu, co też w latach 90 stanie się niezwykle popularnym modelem piosenki klubowej. Utwór ponadto zmiksowany został po części z wersji live, a po części z wersji studyjnej, co też w latach 90 stanie się niezwykle modnym trendem, spopularyzowanym przez niemiecką grupę Scooter. W każdym razie What Time Is Love? stał się wielkim przebojem początków lat 90 docierając do czołowych miejsc list przebojów w Wlk. Brytanii, USA, Niemiec, Francji. Niewątpliwie utwór wpłynął na obraz muzyki klubowej w latach 90.
W takim samym house'owym stylu, chociaż z nieco melancholijną linią melodyczną, partiami saksofonu i bardziej zagęszczonym rytmem (bardzo bliskim drum and bassowi), utrzymany jest Make It Rain. Również i tu połączono wersję studyjną z wersją live. Wokale i rap są tu dość mocno ograniczone.
3 a.m. Eternal (Live at the S.S.L.) jest mariażem klasycznego house'u ze stylem electro i oryginalnymi chłodnymi partiami klawiszy; utwór wzbogacono o rozległe partie rapu, kobiece wokale w refrenie, a przede wszystkim zagęszczoną rytmikę upodabniając numer do przeboju The Power formacji Snap! z 1990 roku. 3 a.m. Eternal z miejsca stał się międzynarodowym hitem, w zasadzie wizytówką The KLF, docierając do pierwszego miejsca list przebojów w USA, Wlk. Brytanii oraz czołowych miejsc list przebojów na całym świecie.
Tracklista albumu uwzględnia krótki, nieco ponad półtoraminutowy osobny utwór Church of the KLF, w rzeczywistości ten krótki electro popowo-house'owy numer z kobiecym wokalem i melancholijnym klimatem, przypominającym nieco dokonania Pet Shop Boys czy OMD z początków lat 90, jest scalony z 3 a.m. Eternal, stanowiąc formalnie jego przedłużenie - interlude.
Kolejny z singlowych utworów, Last Train to Trancentral (LP Mix), utrzymany jest w bardziej tradycyjnym electro-popwym stylu przełomu lat 80 i 90; nie brakuje tu odwołań do brzmień lat 80, zaś house'owa rytmika nawiązuje do rytmu jadącego pociągu. Soulowo-reggae'owe wokale Blacka Steela wspierane są przez kobiece chórki i partie rapowe Ricardo Da Force. Także i ten singiel stał się ogromnym przebojem po obu stronach oceanu, okupując pierwsze miejsca list przebojów.
Build a Fire z charakterystycznymi zagrywkami gitary hawajskiej, to spokojny electro-popowy numer w ciepłym, acz melancholijnym klimacie. Kobiece wokale wspierane są przez męskie deklamacje, podobnie jak w tytułowym The White Room, choć tutaj kobiece wokale wspierane są przez męskie chórki. Utwór charakteryzuje się szybką zagęszczoną rytmiką, delikatnymi partiami klarnetu, wysoko zawieszonym odległym syntezatorowym chłodnym tłem oraz klimatem kojarzącym się z twórczością Pet Shop Boys w latach 90.
Ponad 9-minutowy No More Tears jest jednym z najbardziej niesamowitych momentów albumu; synthpopowy numer do złudzenia przypomina bowiem klimaty z nagranej w podobnym czasie płyty OMD - Sugar Tax, nie zmienia tego nawet fakt, że utwór posiada domieszkę reggae; występujące w utworze damsko-męskie linie wokalne niemal idealnie pasowałyby pod wokal Andy'ego Mc Cluskey'ego, w dodatku muzycznie, ta piosenka idealnie pasowałaby do Sugar Tax!
Całość zamyka najpiękniejszy moment płyty, czyli pełna wersja singlowego Justified and Ancient, w łagodnym electro-popowym klimacie z trip-hopowym rytmem i niesamowicie wyrazistą partią basu Blacka Steela, którego soulowy wokal jest prawdziwą ozdobą utworu. To całkowite przeciwieństwo brutalnego początku albumu. Co ciekawe, także i Justified and Ancient brzmieniem i klimatem przypomina dokonania OMD z początków lat 90.
Album The White Room stał się wielkim światowym bestsellerem, bezpośrednio wpłynął na muzykę klubową, głównie euro dance i kulturę rave, w latach 90.
Album w 1991 roku był notowany m.in. na 3 miejscu zestawienia UK Albums, 14 miejscu niemieckiego Offizielle Top 100, 39 miejscu US Billboard 200 czy 5 miejscu w Australii.
W 1993 roku prestiżowe brytyjskie pismo NME umieściło album na 81 miejscu najlepszych albumów wszechczasów, zaś w podobnym rankingu, The Guardian umieścił go na 89 miejscu.
The White Room znalazł się również w słynnej encyklopedii "1001 albumów, które musisz usłyszeć, zanim umrzesz".
The KLF na początku lat 90 zapowiedzieli remake albumu The White Room w postaci The Black Room. Do realizacji albumu jednak nigdy nie doszło z powodu zawieszenia działalności zespołu w 1992 roku, choć po sieci nieoficjalnie krążą bootlegi tego wydawnictwa.


Here's to Future Days - to piąty studyjny album brytyjskiej formacji synthpopowej Thompson Twins, który ukazał się na rynku 17 września 1985, a więc z blisko półrocznym opóźnieniem, którego przyczyną było wyczerpanie i nerwowe załamanie wokalisty zespołu Toma Baileya.
Mimo ogromnego sukcesu komercyjnego albumu Into the Gap, który przyniósł grupie światową sławę w 1984 roku, Thompson Twins postanowili rozstać się z odpowiedzialnym za ich sukcesy producentem Alexem Sadkinem (zdążył jeszcze wyprodukować dla zespołu singiel Lay Your Hands on Me, który potem znalazł się w setliście Here's to Future Days), poza tym Thompson Twins postanowili odejść od standardowego synthpopu, w kierunku bardziej rockowym, stawiając szerzej na brzmienia gitar, dodając szereg dodatkowego instrumentarium, jak saksofon czy żywa perkusja w celu osiągnięcia bardziej organicznego brzmienia. W sesji nagraniowej Here's to Future Days udział wzięli tak znani muzycy sesyjni, jak gitarzysta związany z Chic Nile Rodgers, który był również współproducentem całego albumu, czy hardrockowy gitarzysta, współpracujący z Billym Idolem, Steve Stevens.
Ponadto bezapelacyjny sukces albumu Into the Gap, przyniósł grupie zaproszenie na legendarny charytatywny występ Live Aid zorganizowany przez Boba Geldofa i Midge'a Ure, gdzie 13 lipca 1985 roku, na stadionie im. Johna F. Kennedy'ego w Philadelphii, w obecności 100 tysięcy widzów, Thompson Twins zagrali obok największych światowych gwiazd muzyki, w tym Black Sabbath, Run–D.M.C., Judas Priest, Bryana Adamsa, Santany, Madonny, The Cars, Neila Younga, Erica Claptona, Phila Collinsa, Led Zeppelin, Duran Duran, Micka Jaggera, Tiny Turner, Boba Dylana czy Keitha Richardsa. Na tą okazję zespół nagrał własną, rockową wersję przeboju The Beatles - Revolution.
Zarówno sukces albumu Into the Gap, jak i występ na Live Aid, siłą rzeczy pchały nowo wydany album Here's to Future Days w kierunku sukcesu komercyjnego.
Album otwiera przebojowo brzmiący numer Don't Mess with Doctor Dream, łączący style od new wave, przez zimną falę i funk, po synthpop. Ten schemat powtarza się zresztą wielokrotnie na albumie, chociażby w nawiązującym do tytułu albumu Future Days, a także w Love Is the Law oraz zamykającym podstawową setlistę albumu Breakaway.
Bardziej synthpopowe oblicze Thompson Twins, przypominające nieco bardziej klimaty z Into the Gap prezentują kompozycje King for a Day i Tokyo z japońskimi motywami klawiszy, co raczej było dość częstym elementem na poprzednich albumach Thompson Twins. Warto jednak pamiętać, że w obu utworach silne są wpływy funku, new wave i soulu, choć niewątpliwie mają taneczny wydźwięk, z kolei Lay Your Hands on Me chyba najbardziej nawiązuje do klimatów z Into the Gap; numer bliźniaczo podobny jest do przeboju Hold Me Now, choć brak jest tu tego chłodnego syntezatorowego tła, tak charakterystycznego dla Hold Me Now, pojawia się za to epizod z rockowym gitarowym riffem.
Są też i całkiem nastrojowe momenty, które przynoszą spokojne soulowe ballady, takie jak You Killed the Clown i Emperor's Clothes (Part 1); w pierwszej słychać elementy funku i jazzu, w drugiej zaś silnie zaznaczają się wpływy funku, synthpopu, cold wave i new wave.
Jednak chyba najbardziej niesamowitym i niecodziennym momentem albumu jest wspomniany wcześniej Revolution z repertuaru The Beatles. Niesamowitym i niecodziennym z dwóch względów - po pierwsze Thompson Twins jak nigdy dotąd prezentuje się tutaj jako glam rockowy band, bowiem piosenka łączy new wave z ewidentnie glam rockowymi riffami gitary, po drugie Tom Bailey zaskakuje wokalem zupełnie w stylu The Beatles!
Do wersji zremasterowanej płyty dodano utwory bonusowe; niealbumowy singiel Roll Over prezentujący zdecydowanie synthpopowo-funkowy charakter, znany z poprzednich płyt Thompson Twins; słychać tu (mimo obecności riffów gitarowych) silne wpływy Kraftwerk, i gdyby tylko utwór był podstawowym numerem płyty, byłby jej zdecydowanie najlepszym momentem, co też uświadamia, że Thompson Twins popełnili kardynalny błąd, nie umieszczając Roll Over w podstawowej setliście albumu Here's to Future Days.
Shoot Out jest wydłużonym remixem Don't Mess with Doctor Dream; Alice jest instrumentalną wersją Lay Your Hands on Me, podobnie rzecz ma się z Heavens Above!, który jest instrumentalną wersją Future Days. The Kiss jest w rzeczywistości remixem Tokyo, a zamykający całą setlistę Desert Dancers jest remixem Breakaway.
Chociaż album Here's to Future Days przyniósł Thompson Twins oczekiwany sukces komercyjny na listach przebojów w Wlk. Brytanii i USA, nie był to sukces, jakiego zespół oczekiwaliby, a przynajmniej nie był to sukces na miarę Into the Gap. Single pochodzące z Here's to Future Days radziły sobie różnie; w USA Lay Your Hands on Me dotarł do 6 miejsca; Don't Mess with Doctor Dream doszedł do 15 miejsca w Wlk. Brytanii; King for a Day zajmował 8 miejsce w USA, zaś w Wlk. Brytanii dopiero 22 miejsce. Sporym rozczarowaniem okazał się Revolution, który nie osiągnął 40 miejsca w Wlk. Brytanii.
Chyba nawet sami muzycy Thompson Twins nie przypuszczali w tamtym czasie, że Here's to Future Days będzie ich ostatnim sukcesem komercyjnym. Album też był ostatnim wydanym w klasycznym trzyosobowym składzie, bowiem w następnym roku klawiszowiec Joe Leeway zakochuje się w dziewczynie, dla której postanawia opuścić zespół. A to był dopiero początek złej passy i kłopotów Thompson Twins.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 2 gości

Studio Nagrań : Zastrzeżenia